czwartek, 18 kwietnia 2013

Część 28

Witajcie ludkowie! 
Kuźwa chce mi się iść na rower, a rodzice nie chcą mi go przywieźć, bo został u babci -,-
Ygghhhhh..

Ha! 1 ! 1 komentarz! wiem, że niektórzy mają po 100 takich, ale ja i tak dostałam ten 1 pod poprzednią notką i się cieszę ^^  A więc osobo droga, która pozostawiła ten anonim.. po prostu kocham cię! ^^ <333 mogłabym cie po prostu wyściskać z radości ;*** Tylko bez nieczystych myśli proszę. xd No to Amenos i taaa. częścia 28:
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                                           *Carlos*


Siedzieliśmy już 2 godzinę w kuchni. Chciałem pójść za Pati, ale ci ludkowie mnie nie wypuścili -,-
-No dobra dosyć tego! Długo będziemy tu tak siedzieć i udawać, że nic się nie stało?! – wstałem i rozłożyłem ręce.
-Co?? – Wika przekręciła głowę aż coś strzyknęło.
-Człeku mów po naszemu, bo niektóre dzieci nie ogarniają angola – wywróciła oczy Wera podpierając głowę na ręce.
-Ygghh.. No to powtórze -,-  No dobra dosyć tego! Długo będziemy tu tak siedzieć i udawać, że nic się nie stało – ponownie rozłożyłem ręce.
-Carlos, ale my nie udajemy, że nic się nie stało.. – zaczęła Wera.
-.., ale ona potrzebuje teraz pobyć trochę sama. – dodała Zuza.
-Pato-znawczynie się znalazły – wywróciłem oczy.
-Znam ją od przedszkola, nie wmówisz mi, że jej nie znam! – wstała Wera i groźnie na mnie spojrzała przymrużając oczy.
-No dobra, dobra już, bez agresji.. – próbowałem ją uspokoić.
-Ale w związku z tym masz rację.. przydałoby się z nią pogadać.. Poszukam jej. – stwierdziła blondynka.
-Nie. Zostań. Ja jej poszukam. – zabrałem się do wychodzenia z pomieszczenia.
-Tyyyyyy? A to z jakiej racji? – unieśli brew Wera i Logan.
-A no z takiej, że to moja przyjaciółka. – założyłem ręka na rękę i uniosłem głowę do góry dumnie.
-Tak jak nas wszystkich – odpowiedzieli chórem i rozłożyli ręce.
-Szczegół. Ale.. od czasu tamtej mojej akcji jeszcze lepiej się ze sobą dogadujemy… itd… - coś tam mruczałem pokłopotany.
-A ja i tak uważam, że to ja powinnam iść. – założyła ręka na rękę Wera.
-Nie, słuchaj, on ma rację.  Myślę, że on teraz powinien iść do niej, a wy i tak jak zwykle potem pogadacie. – objął ją James.
-Hm… no.. no dobra.. – niepewnie usiadła.
-Dzięki. – powiedziałem i wyszedłem podczas kiedy oni się przytulali. No nie mogłem znieść takiego widoku, ale wtedy musiałem się skupić na Pati. Nie było jej nigdzie wokół domu. Zacząłem chodzić po okolicy i coś przyszło mi do głowy.
*20minut później*
Stałem już przy tej pamiętnej rzeczce, z którą pewnie bardzo bym się związał, gdyby nie Pat.  Przygladałem się wodzie przywołując wspomnienia i spojrzałem na mostek. Z daleka wyglądało jakby był na nim jakiś cień. Mogło mi się zdawać, ale ruszyłem w tamtym kierunku. Nie myliłem się ani trochę, zastałem tam naszą rudą wiewiórkę. Siedziała zmarznięta, skulona, pod barierką mostu na samym środku. Nic nie mówiąc podszedłem do niej i usiadłem obok. Dziewczyna nawet nie drgnęła.
-Nie zimno ci? – zapytałem wreszcie.
Brak odpowiedzi.
-Ehhh jesteś uparta, ale ja i tak nie dam ci zmarznąć. – zdjąłem bluzę i okryłem nią już trzęsącą się Pati.
-Dzięki.. – szepnęła.
-Długo tu będziesz siedzieć? – oparłem głowę o barierkę patrząc w gwiaździste niebo.
-Nwm.. – szeptała. – Straciłam…straciłam wszystko.. – łza spłynęła jej po policzku.
-Nie straciłaś nic. – otarłem jej tę łzę i spojrzałem na nią.
-Powiedziałabym, że nie wiesz co mówisz, ale wiesz.. – westchnęła.
-I ty też wiesz. Wtedy na tym moście.. role się odwróciły.. – zacząłem.
-Carlos to inna sytuacja.. straciłam go.. – spojrzała w ziemię.
-Nie prawda. – mówiłem.
-Ah – westchnęła.
-Kocha cię. – powiedziałem patrząc przed siebie.
-Nwm. Może.., ale nawet gdyby. Zabolało go to. Zabolało do tego stopnia, że mnie zostawił. – szeptała.
-Przejdzie mu. – powiedziałem. – Ale powiedz.. Dlaczego? – spojrzałem na nią.
-Carlos to nie tak! – spojrzała na mnie. – I ty to powinieneś wiedzieć.
-Wierzę ci. Ale powiedz o co chodzi. – wyczekiwałem jej wyjaśnień.
-Masz – wyjęła kamerkę. – Akurat mam ją przy sobie to zobacz. Tu jest filmik z tamtej nocy. – włączyła mi nagranie.
-No tak.. To raczej nie codzienny widok. – uśmiechnąłem się na fragmencie, w którym siedziała bez bluzki na Wice.
-Zbok! – odwróciła moją głowę.
-Ej to nie ja gwałciłem Wikę i pokazywałem się nago w oknie. – spojrzałem na nią i momentalnie zmieniłem minę. – Sorki…
-Spoko… - spojrzała w dół i puściła nagranie dalej. I kiedy się skończyło:
-Wiesz… w sumie mogło być gorzej. – zacząłem. – No i ty z nim wtedy jeszcze nie byłaś.
-Tak, ale dobrze go rozumiem. Bo już wtedy .. coś było.. no i nic mu nie mówiłam o tym.. w dodatku pewnie już mi nie będzie ufał..
- Czyli bez znaczenia ze nie byliście razem? No może. Ale to i tak było nieświadomie i za namową.. Niewiele w tym twojej winy, musisz to opowiedzieć Kendallowi. – tłumaczyłem.
-Nie będzie mnie słuchał.. Nie chce mnie znać. – mówiła załamanym głosem.
-Oj przejdzie mu.. – spojrzałem w dół.
-Carlos znasz go tyle, przecież wiesz. Tym razem było inaczej. Za bardzo go to zabolało.. Obawiam się, że to koniec.. – już prawie się rozryczała, ale ją objąłem.
-Nie martw się. Jak kocha to wróci. – uśmiechnąłem się do niej, a ona przez ułamek sekundy, (bo wtedy na moście powiedziała to samo), też. I w ten sposób siedzieliśmy na tym moście skuleni, objęci.


                                               *Logan*

Carlos wyszedł, a ja próbowałem dojść do siebie. Nie mogłem zrobić żadnej afery, ale do był cios. Wika rozbierała się przed jakimiś zboczeńcami?! Nawet nic nie wyjaśniała… Czyli to prawda?  Nie mogłem, nie mogłem w to uwierzyć! Ona zagubiona patrzyła w stół, a ja na nią i myślałem czy serio mogła to zrobić.  Na szczęście odezwała się Zuza:
-Wika ty z Pati serio to zrobiłaś? – dziwnie to zabrzmiało O.o
Zuz kocham cię za to, że ją o to spytałaś! – pomyślałem.
-Co? – otrząsnęła się krótkowłosa.
-Poważnie wy.. – zaczęła Zuza.
-Nie! Znaczy.. To nie tak. – próbowała wytłumaczyć.
Nie chciałem znać jej odpowiedzi. Wystraszyłem się tego co powie, jej słów. Bałem się tego co mogę usłyszeć, że to może się okazać prawdą..
-Słuchajcie, ja pójdę pogadać z Kendallem. – wstałem.
-Tak. To dobry pomysł. – przytaknął James.
Wika na mnie patrzyła, a ja rzuciłem na nią tylko krótkie, przelotne spojrzenie i ruszyłem na górę. Kend jest moim najlepszym kumplem i musiałem z nim pogadać. Byłem w podobnej sytuacji tylko, że on z Pati chodził..
Podszedłem do drzwi pokoju i zapukałem. Zero odpowiedzi, więc pukałem dalej.
-Kend otwórz. Kend! – pukałem. Nagle nacisnąłem klamkę i było otwarte.  Okna były pozasłaniane, a w pokoju panowała ciemność. Gadanie jak w jakimś horrorze albo powieści. -,-  Blondyn siedział na końcu łózka, pod oknem, i patrzył przez kawałek niezasłoniętego okna trzymając na kolanach gitarę.
-Zawsze kochałeś grać na gitarze zwłaszcza kiedy łapałeś doła – oparłem się o futrynę drzwi.
Blondyn nagle na mnie spojrzał. Był lekko zdziwiony, ale ciągle załamany.
-Stary.. – zamknąłem drzwi. – Co ty robisz?
Tylko na mnie spojrzał.
-Od razu zrywasz? – usiadłem obok niego.
-Poważnie? Nie widziałeś tego!? – patrzył na mnie z lekko zmarszczonym czołem.
-Nie dałeś jej nawet wytłumaczyć! – rozłożyłem ręce.
-A co tu wyjaśniać?! Widziałem i słyszałem wszystko co trzeba.. – mruknął i spowrotem zwrócił głowę w stronę okna.
-A ja sądze, że ty widziałeś tylko to co chciałeś. – powiedziałem, a on spuścił głowę. – Przesadzasz..
-Co?! – spojrzał na mnie – A ty co byś zrobił, gdyby twoja dziewczyna rozebrała się przed jakimiś zbokami?? I zobaczyłbys takie cos??! – wybuchł. Serio.. nie wiedział co mówi..
-Przede wszystkim Kendall…  - wstałem -dałbym jej to wyjaśnić..
-Łatwo powiedzieć.. – a żeby się nie zdziwił.
-Słuchaj ja wiem, że to dla cb i trudne, i dziwne, i ogółem nowa sytuacja. I jest ci z tym ciężko, ale jeszcze za wcześnie na takie decyzje i sądy. Daj jej to najpierw wyjaśnić. – wiedziałem, że powinienem skończyć i dać mu pomyśleć. Więcej już mu doradzić na tamtą chwilę nie mogłem. – Trzymaj się stary. – poklepałem go po plecach i wyszedłem. Oparłem się o ścianę i zjechałem na ziemię.
-Myślisz, że nie wiem co czujesz? – szepnąłem do siebie myśląc o słowach Kendalla.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tadaaaam. Źli? Czy obojętne? Nie, no dobra, 3 000 wejść to ktoś tam pewnie się troszku interesuje.  Chętnie poznam Wasze opinie w komkach ^^ Wielkie LOOFF za wejścia będzie następnym razem, a i tylko przypominam, że ta historycznie długa, 3 częsciowa jednorazówka była na 2 000 i 3 000  wejść. Pamiętajcie I - LOVE - YOU!! xddd ;****

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Jednorazówka - Carlos cz.3





No i napisałam. Wielkie dzięki za komki. I widzicie. To nie takie trudne. Wystarczy nawet kilka wyrazów :)  Teraz mogłabym wymagać od Was po kilka, żeby był next rozdział, ale liczę, że i bez tego będą komki. :)
LOFFAM Was za te właśnie komeczki i wejścia. Jesteście najlepsi! ;***
Wiecie byłam wczoraj an weselu… chujowo było. I jeszcze wyciągnęli mnie rodzice przed 2.00!!! T.T x.x  Mam nadzieję, że chociaż moje ulubione czytelniczki Rusherki się dobrze bawiły w sobotę! ;p
Słuchajcie dodałabym wcześniej, ale z 2 dni szukałam takich pieprzoncyh obrazków i ich nie znalazłam!! x.x -,- Więc bez nich. -,-  
Dobra kończę te użalanie się i zakończmy tę jednorazóweczkę ;*** :
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------



*3miesiące później*

                                                 *Angy*

Dziś ma odbyć się zakończenie roku szkolnego. Właśnie wkładałam tą togę czy jak jej tam. Spojrzałam jeszcze raz na komp. Carlos ciągle był niedostępny. Od czasu mojego powrotu z L.A. pisaliśmy regularnie i gadaliśmy na skypie, ale od tygodnia ciągle jest niedostępny i nie odbiera telefonu. Może już o mnie zapomniał? Albo już mu do mnie przeszło? Ahh…  Biłam się z myślami. Ale musiałam już wychodzić na autobus. Wzięłam tę swoją pamiętną torebkę i wyleciałam z domu.  Moich rodziców znów nie było, ale i tak by się nie przydali, bo gala maturzystów i ich rodziców już była. Dobrze, że chociaż na niej byli. Wzięłam jabłko, zamknęłam dom i wleciałam do autobusu.
-Hohoho. Angy. Ślicznie wyglądasz w tej todze. – uśmiechnął się pan Mirek.
-Hah dziękuję. – lekko zaśmiałam się i usiadłam na miejsce. –Ale i tak wzięłam ubranie na zmianę.
-Hah. – odpowiedział i ruszył do szkoły.
W sumie i tak powinnam je wziąć, bo umówiłam się potem z dziewczynami na pizzę. Taa ciekawe jak bym wyglądała w pizzeri w tym czymś xd.
Po 10 minutach dojechaliśmy. Wyleciałam z autobusu w poszukiwaniu dziewczyn. Po chwili je zobaczyłam.
-Siemkaa! – krzyknęłam przedzierając się przez grupkę innych absolwentów.
-No hej – odpowiedziały Kami i Anka.
-Widzę, że w dobrych humorach – uśmiechnęłam się stając równo na nogach.
-Pewnie ^^ - odpowiedziały. – W końcu kończymy szkołę.
-No i zaczynamy studia geniuszki. – powiedziałam. Kami wybierała się na jakieś studia muzyczne czy coś, Anka na nauczycielkę, hahahaha już to widzę xd, a ja jeszcze nie wiedziałam.
-Szczegół. Ty to się nigdy nie dasz nam z niczego pocieszyć. – podparła się pod boki Anka.
-Nie ma za co ^^ - odpowiedziałam.
-Ale jak tu przyszłaś to miałaś minę grobową. Carlos ciągle się nie odzywa? – spytała Kami.
-Ehh.. nie.. – spuściłam głowę. – Zaczynam myśleć, że już nie czuje do mnie tego to co wcześniej.. – mówiłam załamanym głosem.
-Nie przesadzaj. Na pewno ma jakiś ważny powód. – uspakajała mnie Kami.
-A ty? – uniosła brew Anka.
-Ja?.. JA go nadal kocham.. – zaszkliły mi się oczy.
-No dobra nie dramatyzujcie. Uwierzcie, że on musi mieć jakiś dobry powód.. – objęła mnie Kami. Ona zawsze najlepiej umiała pocieszyć.
-No właśnie.. – powtórzyła gest Kami, brunetka.
-A teraz chodźmy, bo dyrek zaczyna uroczystość wskazała na dyrektora Kami i ruszyłyśmy.  Chciałyśmy usiąść na końcu, żeby pogadać ^^, ale wylądowałyśmy w pierwszym rzędzie maturzystów -,- No więc,… Dyrek zaczął wygłasza jakąś przemowę, na której prawie zasnęłam, a potem zaczął wyczytywać absolwentów. Wreszcie doszedł do mnie.
-Angelika Maik. – powiedział. Szybko wstałam i podeszłam do niego. Odebrałam świadectwo i podeszłam do mikrofonu.
-Witajcie ludzie! .. – zaczęłam mówić, ale kiedy chciałam zrobić kilka kroków w bok zaczepiłam się o tę kretyńską szmatę, którą miałam na sobie. Oczywiście pięknie wyłożyłam się na samym środku hali.
-Jebane gówno! – warknęłam do siebie. Wszyscy momentalnie zaczęli ze mnie ryć. Nasz kumpel z kalsy, Piotrek, chciał zrobić mi fotkę. Zajmował się albumem i stroną szkolną, więc zapowiadało się, że będę sławna. -,- Kiedy wyjął komórkę, bo na aparat oczywiście nie stać xd, jak gdyby nigdy nic położyłam się wygodniej na brzuchu, oparłam na łokciach, jedną ręką zrobiłam znak V i wyszczerzyłam się. Po cudnej sesji wstałam i próbowałam się ogarnąć, ale w tej zasłonie po prostu się nie dało -,- Na stoliku obok zauważyłam nożyczki. Uśmiechnęłam się szczwanie, chwyciłam je i pokazałam reszcie znak czekania. Weszłam za kotarę i wzięłam się do pracy. Wyszłam z przerobioną togą ^^. Krótsza i ładniejsza. Reszta otworzyła szerzej usta, a się wyszczerzyłam, obkręciłam i spowrotem wróciłam do mikrofonu.
-A więc ludzie… „Fajnie było,….śmeichu kupe,…. Szkoło…pocałuj mnie w ….” – zaczęłam, ale nadciągnął dyrek.
-Dziękujemy modelce Angelice. Będziemy tęsknić -,-  -  powiedział dyrek, a ja dorwałam 2 mikrofon.
-Też was kocham ludzie!!  - zrobiłam znak rock end roll i wróciłam na miejsce, a reszta zaczęła mi bić brawo.
-Haha! Nie ma to jak zaliczyć glebę na zakończeniu roku na środku sceny!  – rżała Anka.
-Będą mnie pamiętać ^^ - założyłam ręka na rękę i pokiwałam głową.
-Jak ty to tak szybko zrobiłaś? – wskazała na moją nową togę Kami i uniosła brew.
-Magiaaaa – pomachałam jej dyplomem przed twarzą. Dziewczyny wywróciły tylko oczy.
Potem dyrek dokończył rozdawanie reszty dyplomów. Znów prawie spałam. I miał właśnie wygłaszać swoją kretyńską mowę końcową, ale podeszła do niego jedna z nauczycielek. Zauważyłam to i zaczęłam uważniej przyglądać się sytuacji.
-Jest pewna osoba, która chciałaby złożyć szczególne gratulacje dla 3 osób tzn. Anny Tomilson i Kamili Lainers oraz jeszcze komuś kogo tajemniczy gość sam przedstawi. – powiedział dyrektor i odsunął się od mikrofonu.  Dziewczyny miały szeroko otwarte usta, a ja oczy, po tym co powiedział dyrek. Ale jeszcze bardziej byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam „tajemniczego gościa”. Nagle na salę wbiegł……… Carlos!!!!!!!!!??? O.O Szczęka mi opadła.
-Witajcie! Witajcie! – mowił po polsku?! O.o – Więc bez owijania w bawełnę. 3 osobą, której chcę pogratulować zakończenia szkoły najbardziej, jest … moja dziewczyna! Angelika Maik! – powiedział i poczułam na sobie setki spojrzeń. Ale nie zwracałam na to uwagi, patrzyłam ciągle na Carlosa. Wstałam i podeszłam do niego, stając naprzeciwko.
-Nie było ze mną kontaktu, bo więcej pracowałem na planie, żeby tu dziś do Ciebie przyjechać – powiedział tylko, a ja mocno go przytuliłam i pocałowaliśmy się.  Wszyscy zrobili „Oooooo” .  To było takie słodkie. Zrobił mi niespodziankę, przyjechał tu i bez żadnego wstydu przedstawił mnie wszystkim jako swoją dziewczynę! *O* *____*
Potem dyrek dokończył uroczystość, jeszcze raz pogratulował absolwentom i razem w 4 ruszyliśmy na pizzę. Carlos został z nami na kilka dni. W koncu ustaliliśmy, że całą czwórką wyjedziemy do Los Angeles, gdzie razem z dziewczynami pójdziemy na studia.  Już wiedziałam, że z Carlosem będziemy już na zawsze razem. Czeka nas piękna przyszłość.



----------------------------------------------------------------------------------------------------

Nooo i to tyle. Wszyscy happy, happy, happy. ^^ Poprzednia się skończyła trochę smutaśnie, a tu jest happy ^^ Mam już kilka next rozdziałów, więc o ile będą komeczki i wejścia (no bo lubię dodawać notkę jak są komki w poprzedniej i wejścia, tak już mam) to rozdziały będą dodawane szybciej. Nie chodzi o to, że nie będzie notek bez komków, ale one po prostu najpewniej przyśpieszą dodawanie. No dobra sorki, że tak nagadałam. Jeszcze raz I LOVE YOU! ;****   Bayyyooo. ;*******


czwartek, 11 kwietnia 2013

Jednorazówka - Carlos cz.2


Hejoooooo! Tak, tak, tak. To znów ja.  Nie płaczcie proszę ;*  A przybywam do was z 2 częścią Jednorazówki – Carlos. ^^
Zasada oczywiście ta sama, za co najmniej 2 komki następna część( to już będzie ostatnia xd)
Sorki, że trochę późno dodaje, miało być wcześniej, ale moja kumpela, która miała skomentowac i czekałąm -,- albo nie mogła się przybrać albo dostawała szlaban -,- No dogadasz się -,-
LOFFAM LOFFAM LOFFAM Was za wejścia!!! ^^ ;***** <333
Jeszcze  raz plissss o komcie nawet jak nie są potrzebne (rozdziały itd.) ;***
-------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                        *Wera*


  -O matko! – zasłoniłam sobie usta.
-Co? Skąd się tu wzięłaś? Wszystko gra? – wyciągnął do mnie rękę.
-Em..em.. tak. – podałam mu rękę i pomógł mi wstać. – Sorki. Szukam moich przyjaciółek. Są waszymi obsesyjnymi fankami i gdzieś tu przyleciały.. – wywróciłam oczy.
-Aha. Zaraz, „one”? To znaczy, że ty nie? – uniósł brew.
-No.. no nie. Ja was nie lubię ani trochę. – założyłam ręka na rękę.
-Serio? Ale czemu? I w takim razie czemu przyszłaś na koncert? – pytał widocznie zdziwiony.
-Bo nie. A przyszłam ze względu na moje przyjaciółki. Wiesz nie wszyscy muszą was lubić. – mówiłam ostro.
-No tak.. Ale czekaj. To nie podoba ci się nasza muzyka? – wyczekiwał odpowiedzi.
-No nie.. muzyka jest spoko. Ale was nie cierpię. – powiedziałam stanowczo.
-Nas?? Nie rozumiem, czemu?? – otworzył szerzej oczy.
-Słuchaj jesteście zwykłymi, rozpieszczonymi gwiazdkami z TV, trochę grającymi i śpiewającymi, które nie mają uczuć. Żyj ty sobie we własnym świecie, a mi daj spokój, szukam tylko swoich przyjaciółek. -  Chciałam odejść, ale złapał mnie delikatnie za łokieć (, ponieważ ciągle miałam założoną ręka na rękę).
-Czekaj.. – powiedział.
-No co? – spojrzałam mu w oczy. Zobaczyłam coś czego się nie spodziewałam. Smutek i przykrość.. z tego.. co mu powiedziałam..
-Za słabo nas znasz, żeby tak o nas mówić. Skąd wiesz jacy jesteśmy? Nawet nas nie znasz. – mówił.
-I nie chcę poznawać. Daj mi spokój, zostań w swoim idealnym świecie, a ja wracam do swojego. Najlepiej zapomnij, że mnie tu zobaczyłeś. – patrzyłam mu w oczy z taką złością, której on nie odwzajemniał. Widziałam, że każde moje kolejne słowo coraz bardziej go bolało, aż i mi złość opadła. Z resztą nawet nie wiem na co ja się tak złościłam.
-Może powinienem. Ale nie mogę. Nie wiem czemu.. – patrzył mi w oczy.
-Chcesz mnie w coś nabrać? – próbowałam się ogarnąć.
-Co? Skończ już z tym. Proszę nie myśl tak o nas, my tacy nie jesteśmy. – mówił.
-Łatwo powiedzieć. – wywróciłam oczy. – Wy jesteście tylko do telewizji i kasy. Nic więcej. Nie masz pewnie nawet uczuć. Smutek, żal, rozczarowanie, miłość? Wiesz co to znaczy? – spytałam.
-Myślisz, że jestem jakimś pustym idiotą z TV?  Myślisz tak, bo piszę piosenki? Bo mam zespól? Bo zarabiam trochę więcej kasy? – patrzył na mnie.
-Nie myślę. Ja wiem.  Umiesz tylko pokazywać buźkę w TV i śpiewac coś z kolegami. Jesteś rozpieszczony, rozpuszczony i wcale nie znasz życia.  – mówiłam.
-Może zanim mnie tak osądzisz, to dasz mi szansę? – patrzył na mnie trzymając mnie w połowie rąk.
-Może się boję.. boję, że jeśli dam szansę to zostanę zraniona.. ? – pokręciłam głową i z łzami w oczach wybiegłam z pomieszczenia.


                                                   *Carlos*


-Może się boję.. boję, że jeśli dam szansę to zostanę zraniona.. ? – pokręciła głową i z łzami w oczach wybiegła z pomieszczenia. Chciałem za nią ruszyć, ale zauważyłem, że zgubiłem torebkę. Podniosłem ją i chciałem zwrócić, ale tej tajemniczej dziewczyny już nie było.
-O co jej chodziło? – szepnąłem sam do siebie  i usiadłem na kanapę.
O co chodzi z tym zranieniem? Te jej zarzutu do mnie.. one miały też jakiś głębszy sens. Tylko o co chodzi..  Zamyślony spojrzałem na jej torebkę. Po chwili otworzyłem ją. Nic takiego; błyszczyk, lusterko, paczek gum itd. Moją uwagę przyciągnęła jej koma. Wziąłem ją do ręki i włączyłem. Wiem, że to trochę nie fair, ale zacząłem się w niej grzebać, a konkretniej przeszedłem do wiadomości. Znaczy nie czytałem konkretnie co tam pisała, tylko raczej do kogo. Moją uwagę przyciągnęła osoba o imieniu Maciek. Wszedłem w kontakty i jego pełne imię i nazwisko. Nazywał się MaciejClerk.  Zaraz, zaraz… czy to nie był ten piosenkarz z Polski?  Wziąłem swoją komę i sprawdziłem na necie. Tak. Nie myliłem się. To był obecnie 20 letni piosenkarz.  Wyczytałem, że kiedyś miał dużo fanów, a przede wszystkim fanek, ale coś się wydarzyło i wszyscy go opuścili. Miał jakąś fatalną opinię. Tylko nie pisało czemu. Zaznaczono „materiał wykasowany”. To było dziwne. Tak z dnia na dzień aż tak się zmienił?  I wtedy pomyślałem o tej dziewczynie. No i skąd go wogle zna. Musiałem się dowiedzieć, więc zacząłem czytać jej rozmowy z tym całym Maćkiem. Pewien fragment przyciągnął moją uwagę:
M: Kocham cię skarbie ;***
A: Ja cb też ;**
M: To powiedz kotku, jedziesz jutro do dziewczyn?
A: Co? Nie żartuj. Przecież idę z tobą na tę galę rozdania nagród muzycznych. J
M: Co? Jaka gala? Co ty mówisz? Musiało ci się coś pomylić..
A: Kochanie wiem co mówię. Nie żartuj sobie. Jutro o 15.00 będę u cb. Dobranoc ;****
M: Co? Jeszcze do cb zadzwonię.. Dobranoc ;**
2-dni-później
A: Co to miało być?!
M: O co ci znów chodzi?
A: Nie zgrywaj niewiniątka! Ja tam przyszłam, a ty zrobiłeś ze mnie wariatkę.!  Jak mogłeś mnie odepchnąć i bezczelnie powiedzieć, że mnie nie znasz i, że jestem nawiedzoną fanką?! Oczerniać i tak o mnie mówić?!  I w dodatku nagrać to i wrzucić do netu?! Ty świnio!!!
M: Mówiłem, żebyś nie przychodziła. To ty się tam pchałaś. Może nie chciałem się pokazywać ze zwykłą dziewczyną, co?  Daj mi już święty spokój. Masz to czego chciałaś.
A: Zrobiłeś ze mnie pośmiewisko.. Jak mogłeś?!....
4-dni-później
A: Hahahahahaha! I widzisz! To obróciło się przeciwko tobie! Przez ten filmik twoja kariera upadnie! 
M: Je*ana sz*ato!!!  Zapłacisz mi za to!!

I pod spodem zanlazłem link do pewnego wywiadu. Ochrzanili tam tego całego Maćka za takie potraktowanie tej dziewczyny.  Stracił fanów, a nawet zyskał prześladowców.
-O matko. – szepnąłem do siebie. – To dlatego ona tak się zachowywała. Biedna.. Muszę ją szybko odnaleźć, zwrócić torebkę i … wyjaśnić, pomóc..
*Następnego dnia*
-This love, this love, this is looooooovee ..– nucił sobie coś Logan szykując się na randkę. Kto chodzi na randki o 11.00 w dzień?!
-Zlituj się czy ty kiedyś stąd wyjdziesz?! – rozłożył ręce James.
-No właśnie! A ja myślałem, że tylko James spędza tyle czasu, na włosach. – wtrącił z salonu, pożerający kubełek lodów i oglądający TV, Kend.
-Chcesz wyglądać? Musisz się na to napracować! – powiedzieli równo grzywacz i Henderson i od razu spojrzeli na siebie. Wystraszeni od razu odbiegli. Log na te swoją nieszczęsną randkę, a James do swojego pokoju.
-Hehehehe! – zaśmiał się Kend. – A ty co tak siedzisz? – wskazał na mnie Kend łyżką. Siedziałem na oparciu kanapy z telefonem tej dziewczyny w ręce. – No nie mów, że ciągle myślisz o tej lasce, którą spotkałeś wczoraj. – wywrócił oczy, a ja na niego spojrzałem.
-Słuchaj znalazłem w necie ten filmik, o którym pisało w tym sms-ie.  Naprawdę jest paskudny. Ten gość to jakiś pedał nad pedałami. Teraz rozumiem tą dziewczynę.. – patrzyłem w ziemię.
-Słuchaj to faktycznie nie było ok, ale to jakaś wariatka. Naskoczyła na cb, na twoim miejscu bym o niej zapomniał. – machnął ręką ubrudzony od lodów blondyn.
-Nie mogę.. Ma w sobie coś takiego..  Ten błysk w oczach.. Jest piękna, miła, wrażliwa.. – zacząłem.
-Stary. Widziałeś ją 5 minut! Ogarnij się! – wymachiwał tą łyżką.
-No niby tak, ale.. Ona jest jakaś inna, taka wyjątkowa. Muszę ją odnaleźć! – wstałem z tej kanapy.
-Taa znalazł się Romeo. A niby jak to zrobisz? – uniósł brew Kend.
-Już ja mam swoje sposoby. – kiwnąłem głową i wyszedłem z pokoju.
Wczoraj wydzwaniały do tej dziewczyny jakieś 2 numery. To były jej koleżanki, ale sms-y były po Polsku. Na szczęście kiedyś się uczyłem tego języka, więc postanowiłem wysłać sms o znalezionej torebce. Napisałem, żeby właścicielka przyszła do najbliższej  restauracji „Happy Day”  dziś o 13.00. Zastanawiałem się tylko czy ta dziewczyna jest jeszcze w Ameryce, ale, że koncert zapowiedzieliśmy bardzo późno to i tak musiała już w niej być, żeby na niego dotrzeć.  Pełen różnych myśli ruszyłem do swojego pokoju się przygotować.

                                                 *Kami*


Od wczorajszego koncertu coś się działo z Angy. Po tym jak wleciałyśmy za kulisy, nie znalazłyśmy BTR -,- i w dodatku tak się pogubiłyśmy, że trafiłyśmy na tylne wyjście i tyle tam posiedziałyśmy -,- Ale za to samej Angy nigdzie nie było.  Pół godziny jej szukałyśmy, a kiedy ją znalazłyśmy wybiegała z łzami zza kulis i pognała prosto przed siebie. Próbowałyśmy ją dogonić, ale zgubiłyśmy ją. Wydzwaniałyśmy do niej, ale nie odbierała. Nie wróciła też na noc do domu. Dopiero dziś z rana przyszła, jak jeszcze spałyśmy, i zamknęła się w swoim pokoju. Od tamtej pory nie wychodzi. Na nic nam nie odpowiadała, tylko raz odezwała się, kiedy pytałyśmy czemu nie odbierała, stwierdziła, że zgubiła torebkę, ale kiedy pytałyśmy czy to jest powód jej zachowania zaprzeczyła. I tyle się do nas odezwała. Po godzinie poszłyśmy z Anką do mojego pokoju.
-Ty, co się z nią dzieje? – rozłożyła ręce brunetka siadając na moje łóżko.
-A bo ja wiem. – rozłożyłam ręce. - Ale w takim stanie już dawno jej nie widziałam. Mniej więcej od tamtej akcji z tym całym pieprzonym Maćkiem. Coś musiało się stać serio.. Hm..
-No. Bo nawet z nami nie chce gadać. – zastanowiła się Anka.
Nagle dostałam sms-a.
-Ej patrz! – wskazałam na swoją komę. Anka podeszła do mnie. – To sms, z jej komy. Pisze: „ Znalazłem torebkę z zawartością, dzwoniłyście pod ten numer, więc chciałem poprosić, żeby właścicielka przyszła do restauracji „Happy Day” o 13.00, zwrócę jej to.”
-Wow. – skomentowała Anka.
-Nom. Trzeba szybko powiedzieć Angy. – dodałam. Odpisałam nieznajomemu „Ok.” i poszłyśmy pod drzwi Angy.
-Ejj! Angy! – zaczęła walić w drzwi Anka.
-Przyszedł sms z twojego numeru, żebyś poszła zabrać swoje rzeczy dziś o 13.00 do restauracji „Happy Day” Pamiętasz? To ta 5 ulic dalej. Widziałyśmy ją.
-Co? – blondynka podeszła do drzwi.
-Nooo. – powiedziałam.
-Kto to napisał? – otworzyła drzwi. Była we wczorajszych ubraniach, miała rozwaloną fryzurę i mega rozmazany tusz.
-Nwm. Jakiś gościu. – wzruszyłam ramionami.
-A co? – uniosła brew Anka.
-No… chciałam wiedzieć kto znalazł moje rzeczy.. – mruknęła. Wyczułam, że kłamie.
-Dowiesz się jak pójdziesz je odebrać. Więc idź się ogarnąc, bo wyglądasz i pachniesz jak zombie. – pociągnęłam ją i wepchnęłam do łazienki. –A jak wrócisz to nam wszystko opowiesz i wyjaśnisz co się wczoraj wydarzyło. – krzyknęłam jeszcze przez drzwi i razem z brunetką poszłyśmy do mojego pokoju.
*godzinę później*

                                                  *Angy*


Byłam już ogarnięta. Ubrałam się jak człowiek, zczesałam włosy w kucyk i poprawiłam delikatny make-up. Nie powiem, obawiałam się tego spotkania. Bałam się, że to będzie on. No, bo w końcu to tam zgubiłam torebkę, bo jak stamtąd wybiegałam, to już jej nie miałam. Pewnie wziął mnie za totalną idiotkę, co w sumie mnie nie rusza, bo też go za takiego mam, ale to spotkanie serio mną wstrząsnęło. Po tym co zrobił mi Maciek boję się.. boję się, że znowu ktoś mnie tak zrani.. A to naprawdę jest straszne. W dodatku wtedy tylko dziewczyny mnie wspierały, bo rodziców oczywiście nie było i nic nie wiedzą. Ale jednak.. coś.. coś w nim takiego dziwnego było. Tak na mnie patrzył.. w jego oczach było widać troskę i coś.. czego nie umiem nazwać..
Ale to nie możliwe! Ciągle trzymam się swojego przekonania, że ludzie sławni nie mają serca i uczuć! I tak jest i zostanie. No, ale  musiałam już się zbierać. Zamówiłam taksówkę, podałam adres i ruszyłam. Dojechałam po 20 minutach. Ujrzałam średni budynek. Weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać. Tu jakaś para, tam małżeństwo z dziećmi itd… Tak jeździłam po ludziach aż nagle ktoś przyciągnął moją uwagę.  To był chłopak, miał na sobie czapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne. Miał zasłoniętą twarz gazetą, ale obok zobaczyłam swoją torebkę.
-Przepraszam. To moja torebka. – wskazałam na swoją własność. Chłopak spojrzał na mnie. Odłożył gazetę i uśmiechnął się. Zdjął czapkę i okulary, no i moje obawy się spełniły. Przede mną siedział Carlos.
-Bałem się, że nie przyjdziesz. – uśmiechał się.
-No chyba jakoś muszę odzyskać rzeczy. Oddaj mi je. – powiedziałam. Chciałam jak najszybciej wyjść.
-Poczekaj. Usiądź. – wskazał na miejsce naprzeciwko niego.
-Po co? Nie chcę. – odpowiedziałam stanowczo.
-No plis. Na chwilę. Chciałbym z tobą pogadać. – westchnęłam i usiadłam.
-O czym? – spojrzałam na niego.
-Posłuchaj tylko nie odchodź. Wiem, że to nie było fair, ale chcąc się o tobie czegoś dowiedzieć przejrzałem twój telefon. I.. odczytałem pewną rozmowę.. – mówił.
-Co!? Jesteś powalony?! Grzebałeś mi w komie!? Weź spadaj, oddaj moje rzeczy i odwal się! – wkurzyłam się.
-Poczekaj. Daj dokończyć. Ta rozmowa była przeprowadzona z Maćkiem
Clerkiem. – momentalnie spuściłam głowę. – Posłuchaj wiem jak bardzo cię skrzywdził i bardzo ci współczuję, ale uwierz nie każda osoba sławna jest taka. – patrzył mi w oczy.
-Tak jasne.  Słuchaj nie przekonuj mnie do tego. Nawet moim przyjaciółkom się to nie udało. A jeśli chodzi tylko o ten twój zespół to i tak go nie polubię! I koniec! – stawiałam sprawę jasno.
-Wiem, że wiele przeszłaś, ale nie możesz skreślać innych nie znając ich. Nie możesz zamknąć się  w sobie i bać się tego co może się wydarzyć. Musisz iść dalej. Spróbuj mi zaufać. I wcale nie chodzi mi tu teraz o zespół. – tłumaczył.
-Mam ci zaufać? Po co? I jak? – mówiłam, ale od razu wiedziałam, że nic z tego nie będzie.
-Posłuchaj, udowodnię ci to, ze moje słowa nie są wyssane z palca. Spędź ze mną 1 dzień. Dzisiaj. Będę się zachowywał naturalnie to ci obiecuję i zobaczysz czy naprawdę każdy musi być jak twój były. – chwycił mnie za dłonie leżące na stole i spojrzał głęboko w oczy.
-Co? No chyba zwariowałeś. Jeszcze czego. – pokręciłam głową.
-Tylko spróbuj. To będzie tylko kilka godzin. Proszę. – patrzył mi głęboko w oczy. Po dłuższej chwili namysłu się zgodziłam. Bardzo się z tego ucieszył. Przedstawiliśmy się sobie i wyszliśmy z restauracji. Ruszyliśmy w kierunku parku. Spacerując długo rozmawialiśmy. Carlos kupił nam lody, więc było jeszcze sympatyczniej. On serio był strasznie miły i zabawny. Mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów. Nagle zobaczył ogłoszenie jakiegoś festiwalu. Spodobał nam się ten pomysł, więc zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy tam. Wow! To nie był polski festiwal. To było niesamowite i strasznie ogromne! *O* Niesamowicie mi się podobało. Poszliśmy na kilka kolejek, ale na ostatniej, górskiej, tak się wystraszyłam, ze aż go przytuliłam. Nie to, żeby coś, ale to było takie miłe uczucie. Az poczułam motylki w brzuchu. Dawno czegoś takiego nie czułam. Na początku lekko się zawstydziłam, ale spojrzałam mu w oczy, on mi też i uśmiechnął się do mnie i potem mnie objął i tak przejechaliśmy na tej kolejce. Potem poszliśmy do konkursów. Wygrał pandę i mi ją dał ^^ To było takie słodkie ^^.
No, ale w końcu nadszedł czas rozstania. Wyszliśmy przed bramę festiwalu. Nie było tam nikogo. Szary parking, zapełniony samochodami.
-I jak? – spojrzał na mnie.
-Wiesz Carlos.. – zaczęłam. – Muszę ci to przyznać. Bardzo się pomyliłam.  Jesteś naprawdę cudowny.. – lekko się zarumieniłam.
-..I nigdy w życiu bym cię nie skrzywdził. – objął mnie w talii.
-Teraz już to wiem. – uśmiechnęłam się i …. pocałowaliśmy się! *O*
Niestety nagle podjechała taryfa. Szybko do niej wsiadłam machając Carlosowi. Wow! To był najpiękniejszy dzień mojego życia. Kiedyś go nienawidziłam, a teraz go pokochałam. Skradł moje serce *O* Już wiedziałam co zobaczyłam w jego oczach wtedy za kulisami oprócz troski..
Kiedy wróciłam wszystko opowiedziałam dziewczynom. Od czasu koncertu do dzisiejszego pocałunku. Dziewczyny piszczały, skakały i wariowały. Ja nie aż tak, ale potem trochę też :P

                                                 *Carlos*

To była najpiękniejsza chwila mojego życia. Od pierwszego wejrzenia wiedziałem, że jest niezwykła. Pokochałem ją z całego serca. Szkoda tylko, że ta taxi tak szybko przyjechała. Ale miałem jeszcze tydzień z nią. Mało, ale zawsze coś. Cały w skowronkach wróciłem do domu. Chłopaki parzyli na mnie jak na psychopatę, który urwał się z psychiatryka. Kiedy wreszcie wylądowałem na kanapie w salonie zapytali co się stało. Wszystko im opowiedziałem. Też się ucieszyli. I wszystko zapowiadało się tak pięknie..
*Następny dzień*
Właśnie skończyłem jeść obiad, kiedy zadzwoniła do mnie Angy. Dałem jej wczoraj swój numer. Dziś planowałem poprosić ją, aby została moją dziewczyną *O* Poprosiłem ją, więc o spotkanie, ale na później. Dlatego trochę  się zdziwiłem jej telefonem. Kiedy odebrałem usłyszałem zapłakany głos.

-Angy? Co się stało?? – spytałem wystraszony.
-Posłuchaj. Okazało się, że musimy wcześniej wrócić do Polski. Państwo Starsets właśnie wiozą nas na lotnisko. Przykro mi.. – szlochała.
-Co?! Angy.. – zacząłem, ale telefon mi padł.

-Kurde!!! – krzyknąłem na cały głos.
-Co jest? – wyszedł z kuchni Kendall.
-Angy wyjeżdża! Właśnie jest w drodze na lotnisko! – cały byłem podenerwowany.
-No co ty?! To musimy ją dogonić! Dawaj do mojego auta! – powiedział Kend, wziął klucze i pobiegliśmy.
*20minut później*
(piosenka, wystąpi też w rozdziale xd)
Dojechaliśmy. Wyleciałem z auta i wpadłem do budynku. Zacząłem się rozglądać. Zauważyłem Angy z przyjaciółkami stojące w kolejce do zdawania biletów. Od razu nabrałem rozpędu i zacząłem biec w tamtym kierunku. Przedzierałem się przez ludzi nie tracąc jej z pola widzenia. Wreszcie dotarłem. Właśnie miała oddawać bilet.
-Angy!! – krzyknąłem podbiegając do niej.
-Carlos?? – spojrzała na mnie zaskoczona. Miała jeszcze czerwone oczy od płaczu.
-Przepraszam, proszę nie blokować kolejki. – powiedziała babka odbierająca bilety.
-Może nam pani dać 2 minuty? Sprawy sercowe. – spojrzałem na nią, a Angy na mnie zaskoczona.
-No dobrze, jak tak to tak. To ja pójdę sobie zrobić kawę, a wy załatwcie sprawy. – uśmiechnęła się, wstała i odeszła zostawiając napis „Zaraz Wracam”.
-Angy! – chwyciłem dziewczynę za ręce. – Kocham cię najbardziej na świecie! Czy zostaniesz moją dziewczyną? – spojrzałem jej głęboko w oczy.
Przez kilka sekund stała oszołomiona i nie dała rady nic wydusić, ale jednocześnie jej oczy robiły się bardziej szklane i wreszcie powiedziała:
-Ja Ciebie też!! Oczywiście! – mocno mnie przytuliła, co odwzajemniłem i się pocałowaliśmy. Ludzie wokół nas zrobili „Oooooooo”  Jednak po chwili się oderwaliśmy
-Ca-carlos.. ale ja wyjeżdżam.. muszę skończyć szkołę.. – spłynęła jej łza po policzku.
-To nie ważne. Kocham cię i odległość tu nie ma znaczenia. Za 3 miesiące znów się zobaczymy. – otarłem tę łzę i uśmiechnąłem się do niej, ale szczerze w środku dusiłem się od łez, ale musiałem być silny. Dla niej.
-Ale to tyle czasu.. Myślisz, że damy radę? – patrzyła na mnie z nadzieją.
-Oczywiście. Będziemy się kontaktować..  – zacząłem, ale wróciła ta kobieta.
-Pamiętaj, że kocham cię najbardziej na świecie. Wkrótce się zobaczymy. – uśmiechnąłem się i przejechałem dłonią po jej policzku.
-Tak. Ja ciebie też. Do zobaczenia! – pocałowaliśmy się.
-Do zobaczenia.. – powiedziałem po oderwaniu się. Cofnąłem się o kilka kroków. Zobaczyłem Kendalla, który do mnie podszedł. Angy i jej przyjaciółki oddały bilety i ostatani raz mi pomachały. Ja i Kend im odmachaliśmy i uśmiechnąłem się do Angy co odwzajemniła.
-I jak? – powiedział do mnie Kend kiedy odeszły wciąż patrząc na korytarz, w którym zniknęły. – Trzymasz się?
-Tak.. – odpowiedziałem również nie odrywając wzroku od korytarza. – Raczej tak.. Będę się trzymał tego, że już wkrótce ją zobaczę.
-Słusznie – Kend spojrzał na mnie i się uśmiechnął. – Chodźmy. – klepnął mnie po plecach i odwróciliśmy się i ruszyliśmy. Podeszliśmy jeszcze tylko do okna, w którym widać było startujący samolot do Polski.
-Będę tęsknił. Kocham cię. Do zobaczenia – szepnąłem patrząc na odlatujący samolot.
-Ok? – podszedł do mnie Kend kiedy maszyna zniknęła z pola widzenia,
-Tak – uśmiechnąłem się lekko i ruszyliśmy. Raz jeszcze spojrzałem na okno uśmiechnąłem się i razem z Kendem wyszliśmy.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------

No i to tyleeeee ^^ . Pamiętajcie – co najmniej 2 komki. Plisss jeszcze raz o nie  (komcie) i alleluja i spasie za wejścia!!! ^^ ;*** <333 Do zooo ;****

niedziela, 7 kwietnia 2013

Jednorazówkaaaaaa - Carlos cz.1

Witajcie ludziiiiiiiskaaa! 
Rozdział jest już gotowy, ale to jest jednorazóweczka na 2000 i 3000 wejść!! Wiem, że robię troszkę za jednym zamachem, ale jest serio historycznie długa xd.

UMIERAM, ŻE TYLE WEJŚĆ, A BRAK KOMKÓW!!! :'''''''(
I, ŻE KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM WAS ZA WEJŚCIA ;***** <3
A no tak! Jeszcze jedna SPRAWA! Next część jednorazóweczki będzie  za conajmniej 2 komki. Części są 3, więc 2 komi pod 1 i będzie cz. 2 itd. Kumacie? Uznajmy, że tak.


I toooo chybaaa będzie tyle.... No to AMEN i zapraszam na najdłuższą jednorazóweczkę na świecieeeeee:
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nazywam się Angelika Maik i mam 19 lat. Mieszkam jeszcze z rodzicami. Ale moich rodziców i tak nigdy nie ma w domu. Praktycznie ciągle są na wyjazdach w Niemczech, więc i tak ciągle sama w domu jestem. Bo mój brat, Krystian, już dawno się wyprowadził.  Jestem raczej walnięta i zabawna tak jak moje przyjaciółki  Anka i Kamila.  Różni nas tylko to, że one są wręcz obsesyjnymi fankami Big Time Rush. A ja ich po prostu nie trawię. No nie znoszę gości. Oczywiście moje BestFriends nie raz próbowały mnie przekonać, że są "genialni", ale nigdy im się to nie udało. Nie lubię ich i tyle!

-Ankaaa. - wyłożyłam się na ławce i kopałam brunetkę w krzesło.
-Co? - odwróciła się z miną zgwałconego dziecka.
-Kiedy dzwonek? - jęknęłam.
-Za 25 minut. Nie dobijaj. -,-  - mruknęła i odwróciła się spowrotem.
-Ankaaaa. - znów kopałam ją w krzesło.
-No czego?! - odwróciła się wkurzona.
-O czym ona nawija? - wskazałam na nauczycielkę.
-A bo ja wiem. - wzruszyła ramionami brunetka.
-Coś o jakiejś wymianie uczniów. - do rozmowy dołączyła Kami.
-Co? O co be? - przekryzwiłam głowę.
-Chcesz wiedzieć to słuchaj, a ja osobiście wolę grać na komie. - powiedziała Anka i wyciągnęła komę.
-A ja posłucham. Jestem ciekawa gdzie ta wymiana. - powiedziała Kami. Wzruszyłam ramionami i przysłuchałam się naszej wychowawczyni.
-W ten poniedziałek 3 uczniów z naszej szkoły pojedzie na wymianę do Los Angeles w USA. Będzie to trwało 3-4 tygodnie.  Jako klasa A was pierwszych spytano, więc są chętni? - popatrzała na znudzą klasę pani Nenson.  Dla Kami zapaliło się od razu światełko.
-Ja! JA! - podniosła rękę do góry z zacieszem na twarzy.
-Co jest? - ogarnęła się Anka.
-Jest wymiana w ten poniedziałek do L.A. na 3-4 tygodnie.! A przecież dobrze wiemy kto tam mieszkaaaa ^^ - zaczęła nawijać blondynka.
-Aaaa! Powaga! To ja też! Ja też! - wyskoczyła z ławki brunetka. Kochały i nadal kochają i się z tym nie kryją.
-Dobrze to... Anna Tomilson i Kamila Lainers. Ktoś jeszcze? Potrzebna jeszcze jedna osoba. - zapisała je wycha.
-Ja. - podniosłam rękę. -Ale nie jade dla tego waszego głupiego zespoliku - zrobiły minę morderców. - tylko, żeby się dobrze bawić. - wystawiłam im język.
-Głupia to ty jesteś! - też wystawiły mi język.
-Ehhh dobrze. Więc jeszcze Angelika Maik. - zapisała mnie nauczycielka. Resztę lekcji nawijała do nas, żeby koniecznie przynieść zgody rodziców, co brać itd. No i podała nam adres rodzinki, do której wbijamy xd.
*Po szkole*
-Pozwolą wam wogle jechać? - spytałam dziewczyny kiedy doszłyśmy na przystanek.
-Mi pewnie tak. Wszystko byle by się mnie z domu pozbyć. - wywróciła oczy z uśmiechem Kami.
-A mnie raczej tak. Ewentualnie nawieje z domu. - powiedziała Anka. 
-Ta, nie ma to jak nawiać z domu... do USA. - pokiwałam głową.
-No co? Trzeba się rozwijać, nie? Dzieci dorastają i dalej nawiewają - rozłożyła ręce.
-Hah no coś w tym jest. - uśmiechnęłyśmy się z Kami.
-A ty? - spytała blondynka.
-O ile będą w domu.. - wywróciłam oczy - To chyba tak.  A jakby byli w złym humorze to 4-godzinne błaganie, jęczenie i płakanie da rade. - zastanowiłam się.
-Drogie dzieci.. Po co wy się martwicie o rodziców jak już 19 lat mamy?! Haloooo! Pełnoletność!! - rozłożyła ręce Kami.
-No niby tak, ale w szkole wymagają zgody rodziców mimo wszystko ;/  - powiedziała Anka.
-Dupa. - powiedziałyśmy zgodnie i podjechał mój autobus. Pożegnałam się z dziewczynami i wsiadłam do środka ze słuchawkami w uszach.  ME GUSTA.  
Kiedy dojechałam do domu rodzice właśnie się pakowali.
-Heh - rzuciłam torbę na ziemię. - Co robicie?
-Hej skarbie, mamy wyjazd - powiedziała moja mama.
-Wróciliście tydzień temu.. - mruknęłam.
-Co poradzimy. Taka praca. Ale za to masz ładny dom - odpowiadała.
-Tak. Tylko rodziców nie.. - szepnęłam.
-Słucham? - mama na mnie spojrzała.
-Nic.. Słuchaj mam sprawę.. - opowiedziałam mamie o tym wyjeździe. Nie była przekonana, ale po 30 minutach się zgodziła.
Następnego dnia oddałyśmy zgody od rodziców, Anka jednak nie musiała zwiewać, zgodzili się xd i gadałyśmy, a w każdym razie one, o tym jak się wymkną poznać BTR -,-   No mimo wszystko i tak bym z nimi poszła, no bo co, sama mam siedzieć?
W wekend się szykowałam i i .... siedziałam na kompie. 
*Poniedziałek*
Pierwszy raz w życiu się prawie wyspałam xd. Włożyłam na siebie luźne ciuszki rozpuściłam włosy i z walizkami zeszłam na dół.
Zjadłam śniadanie, rodziców już nie było, i poszłam na autobus. 
-Dobry panie Mirku. - uśmiechnęłam się do kierowcy.
-A cześć, cześć Angy. Słyszałem, że w podróż się wybierasz. - kiwnął z uśmiechem
-Tak, tak. - oduśmiechnęłam się.
-No to miłej zabawy. I nie zapomnij tu o nas, żebyś mi tu po angielsku nie gadała jak wrócisz ;) - mówił.
-Ooo to na pewno. - uśmiechnęłam się. - To do widzenia. - wysiadłam z autobusu kiedy dojechaliśmy.. Od razu poszłam pod szkołę. Z daleka zobaczyłam Kami i Ankę.
-Siemka - podeszłam do nich.
-No hej. - odpowiedziały równo.
-Czekaliście? - spytałam stawiając walizki.
-Nie, ale właśnie podjechał autokar, który nas zawiezie na lotnisko. - powiedziała Anka.
-Ok, no to go! - wleciałam do środka, a za mną dziewczyny.
Po 20 minutach dojechaliśmy na lotnisko. Wsiadłyśmy do samolotu i ruszyłyśmy. To była długa droga, ale razem szybko zleciała :P
Wylądowaliśmy w L.A. Niesamowite miasto!! *OO* Loffam je! <3  Wyszłyśmy do pomieszczenia gdzie czekają pasażerowie na loty, bo nwm jak to się nazywa xd.  Rozglądałyśmy się trochę szukając naszej wymienionej rodzinki czy jakoś tak. Nagle zaczęli do nas machać jacyś ludzie. To była kobieta po 30 i mężczyzna w tym samym wieku. Pomyślałam, że to właśnie oni i zawołałam dziewczyny. Podeszłyśmy do nich.
-Dzień dobry. – uśmiechnęłam się, a za mną dziewczyny.
-Witajcie. Kamila, Anna i Angelika? – upewniła się kobieta.
-Tak. – zgodnie odpowiedziałyśmy,
-Miło poznać! Michał i Amelia. – przedstawił się mężczyzna.
-Nam również. – odpowiedziałam.
-No to chodźmy. Oprowadzimy was trochę i pokażemy dom. – uśmiechnęła się kobieta i całą 5 ruszyliśmy do ich auta. To byli mili ludzie i dobrze się z nimi dogadywałyśmy.  Jak dobrze, że jesteśmy dobre z angola, bo przepadłybyśmy xd.  No tak czy inaczej. Pokazali nam park, centrum handlowe najbliższe *O* , plażę – obok, której mieszkali *O* , klub , mówiłam, że dobrze się dogadywaliśmy ^^, studio nagraniowe najbliższe i pobliski stadion. Było jeszcze mnóstwo do zwiedzenia, znaczy tylko przez okno samochodu xd, ale jeszcze trzeba było zobaczyć dom.
*godzinę później*
Państwo Starsets oprowadzili nas po swoim cudownym domu i ogrodzie. *O*   Miałyśmy do dyspozycji 3 pokoje. 2 należące do dwójki ich dzieci i 1 gościnny. Po długim namyśle zdecydowałyśmy, że będziemy mieć oddzielne pokoje, a jakby coś to przejdziemy do 1 xd. Ja wzięłam gościnny xd, który był niesamowicie przytulny ^^,  Kami 1 pokój, od strony schodów, a Anka 2, pomiędzy naszymi xd. Pan Michał i pani Amelia pozwalali nam tu zapraszać znajomych jeśli kogoś poznamy xd, robić co chcemy, (no tylko wiadomo, bez przesady ;p) no i ogółem jakbyśmy byli rodziną. Bardzo ich polubiłyśmy. Zapowiadało się swietnie!
*2dni później*
-Aaaaaaaaaaaa!! – Anka wleciała do mojego jak oparzona.
-Co jest? – spytałam bez większego zainteresowania. – I przycisz się trochę, bo ludzi wystraszysz.
-Państwa Starsets nie ma, Kami może dostać nawet zawału co tam xd, a innych mam gdzieś! Nie uwieeeeeeeeeerzysz co się stało! – skakała po całym moim pokoju.
-Ale uwierzę jak rozwalisz podłogę od tego skakania. Opanuj się i mów. – odłożyłam laptopa.
-Kaaaaaaaaaaaaamiiii!!! – zwołała blondynkę Anka.
-Świetnie.! Musicie robić takie zebranie idiotyczne w moim pokoju? – usiadłam się wygodniej do słuchania historii mojej szajbniętej przyjaciółki.
-No ide, ide! – usłyszałyśmy Kami. – Co jest? Właśnie brałam prysznic. – weszła w ręczniku.
-Nie uwierzysz co się stało! ^^ - brunetka znów zaczęła skakać rozwalając mi pokój, a Kami wystraszona, że ta szajbuska zrzuci jej ręcznik usiadła obok mnie.
-No wal! – powiedziała blondynka.
-Aaaa!! To niesamowite!! – dalej wariowała.
-No gadaj wreszcie!! – wrzasnęłyśmy z Kami, a ta wreszcie usiadła, ale padając xd.
-No chodzi o to, że… Big Time Rush jutro dają koncert!! I to tu na plaży, na tej zamkniętej scenie!! ^^ - znów wstała podjadana Anka.
-Aaaa!! Poważnie?! – wstała Kami.
-Noooo!! – krzyczała Anka. I w ten oto sposób, zebrani tu wierni ,te oto 2 idiotki zaczęły już razem.. rozwalać mi pokój -,-
-No ogarnijcie sieeee!! – stanęłam na łóżko, a te dwie na mnie spojrzały. – 1 – OGAAAARR!! – warknęłam. – A 2, a skąd weźmiecie bilety? – podniosłam cwanie brew i usiadłam się spowrotem na łóżku.
-Oooooo.. – usiadła na podłodze rozczarowana i smutająca Kami.
-Nie martwcie się!  Już wam opowiadam – usiadła się obok Kami brunetka. – Ja o tym koncercie przeczytałam w necie, ale na komie. Jak szłam obok plaży. I okazało się, że właśnie tam sprzedają bilety! Przed tą halą. Na szczęście miałam ze sobą oszczędności, więc kupiłam nam 3 ^^ - wyjęła 3 wejściówki z zacieszem na twarzy.
-Aaaaaa! – blondynka wyrwała jej jeden. –To będzie najpiękniejszy dzień mojego i naszego życia! – przytuliła wejściówkę i położyła się z nią na ziemi.
-No wy chyba nie sądzicie, że pójdę z wami? – uniosłam brew, a te momentalnie się ogarnęły i na mnie spojrzały – No co? To chyba logiczne. Dobrze znacie moje zdanie na ich temat i już na pewno nie wybiorę się na ich koncert! Choćbym miała zostać sama. – założyłam ręka na rękę.
*godzinę później*
Oto sweet obrazek:
Ja leże na łóżku. Na mnie siedzi Kami i szarpie za ramiona wydzierając się „Idź! Idź! Idź!”. A za nogę atakuje mnie Anka wyglądająca jakby miała wściekliznę.  Kiedy zobaczyłam, że szykuje się do gryzienia odpuściłam.
-Dobra, dobra! Idę!  Ale Anka puść moją nogę idioto!! – krzyknęłam.
Kami z uśmiechem ze mnie zeszła i za pasek od spodni odciągnęła Ankę ciągle zdziczałą.
-Yghh! – wstałam i się otrzepałam. – Ale żeby było jasne – zaczęłam wskazywac na nie – idę w najwyżej jakichś starych dżinsach i zwykłej albo starej bluzce, albo w dresach.
-Coo??! – wybuchła Anka.
-Słuchaj teraz przesadzasz! -,-  W sumie, tak z innej beczki, taki luźny strój byłby chyba nawet  lepszy, ale to nasz 1 i raczej jedyny koncert BTR, więc ubierzemy się trochę lepiej – mówiła coś Kami to do mnie, to do Anki, to do siebie.
-Sweet sukienki i obcasy^^? – uniosła z uśmiechem brew Anka.
Ja strzeliłam facepalm’a .
-Taa powodzenia. – wywróciłam oczy zakładając ręka na rękę.
-Ma rację. – przytaknęła Kami. – Dobra koniec tego. Zaraz wrócą państwo Starsets.
-Ok. – kiwnęła głową Anka. – Koncert jest jutro o 19.00.  I Angy nie knuj, idziesz z nami i będziemy się świetnie bawić. – pogroziła mi palcem.
-Dobra, dobra. A teraz won, bo mi rozwalicie resztę pokoju – wypchnęłam je z pomieszczenia.
*Następny dzień*
-Kami gdzie mój błyszczyk?! – darła się za ścianą Anka.
-A ja skąd mam wiedzieć?! – odpowiadała Kami.
Tak było już od 3 godzin -,- Zastanawiałam się czy nie rozsadzą domu. Na szczęście nie było Michała i Amelii.  Musieli gdzieś wyjechać na kilka dni. Trochę to dziwne, a według kogo może nawet nieodpowiedzialne, kiedy my u nich przebywamy, ale mówili, że to coś ważnego, dzwonili do szkoły i wszystko jest ok. Zwłaszcza, że jesteśmy pełnoletnie i mamy paszporty.    No, ale nie ważne. Dziewczyny wariowały ciągle przez ten koncert, no normalnie szału można było dostać!  Nie cierpię gości, ale co do muzyki to niektóre piosenki są spoko. Ale one nie wiedzą, że tak myślę i tak niech zostanie.  To tylko zwykłe rozpuszczone gwiazdeczki i nic więcej.  Nie tylko dlatego ich nie cierpię,  ale to przede wszystkim. Oni nie są jak ludzie. Rozpuszczone, sztuczne lalki z TV -,-  Nie znoszę ich! Ale z dziewczynami się przynajmniej potem zabawię i muzyki posłucham. Oby chociaż puścili coś fajnego.    Wreszcie usłyszałam.
-Angy chodź! Wychodzimy! – krzyknęła Anka. Jak dobrze, że się ogarnęły, bo nie chciałam stracić słuchu jeszcze przed tym koncertem. Wzięłam komę, torebkę i zeszłam na dół. Kami i Anka stały w salonie.
-No to jak? Już ogarnięte? – założyłam ręka na rękę.
-Pfffszzz! Przeżywasz! – machnęła ironicznie ręką Anka.
-Dobra, dobra. – pogroziłam jej palcem.
-A propo ogarnięcia, widzę, że jednak ubrałaś się jak trzeba. – wskazała na mnie Kami.
-No taaaak.. – wywróciłam oczy. – Ale dobra chodźmy.
-No właśnie! Chyba nie chcemy się spóźnić! – zerwała się Anka.
-Taaak.., bo na pewno na ten koncert przyjdą tłumy .. – wywróciłam oczy wychodząc z domu.
*1godz20min później*

Nooo dobra. Przyszłyśmy godzinę wcześniej, i to mimo, że mamy tak blisko -,- , i wyladowałyśmy na końcu?! Yggghhhh.  No, ale mimo długiego czekania dotrwałyśmy do początku koncertu. Tak szczerze to nie był najgorszy i taki na luzie.  Zagrali Cruise Control, , Music Sounds Better With U I oczywiście WindowsDown.  Dziewczyny szalały krzyczały I wariowały, a ja odmawiałam. Dopiero pod koniec mnie ubłagały I powariowałam z nimi na ostatniej piosence czyli Winows Down! No było nawet spoko..
-Ooooo już koniec?! – zerwała się zrozpaczona Anka kiedy chłopacy zaczęli schodzić ze sceny.
-Wyobraź sobie… że tak! – machnęłam rękami na boki.
-A Angy, chyba dobrze się bawiłaś, nie? Podobało się? – z uśmiechem i pewna swojego powiedziała Kami.
-Niee… Wariowałam tylko ze względu na was i może trochę fajnie  było wtedy, a sam koncert i oni są zwaleni. – założyłam ręka na rękę.
-Co? Przecież.. – zaczęła Kami.
-Nie! Musimy ich dorwać! – podniosła się już leżąca na ziemi Anka.
-Słuchaj ty się nie mną martw, a lepiej nią – wskazałam na brunetkę.
-Słusznie. Ale wrócimy do tego – pogroziła mi palcem i pomogłyśmy tej szajbusce wstać.
-Szybko! Mamy okazję! – zaczęła biec w kierunku sceny, a my za nią. Rozpychała rozchodzących się ludzi, z resztą tak jak my xd, i wreszcie dolecieliśmy do sceny. – Muszę! Muszę ich poznać! To jedyna okazja! – wleciała na scenę.
-A co tam! – wzruszyła ramionami Kami i ruszyła za brunetką.
-Co? Co?! Ej!!! No kurde! – jęknęłam i ruszyłam za nimi. Wbiegły za zasłonę i ja też tylko później. Zdziwiłam się, że tu nie ma ochrony, ale pomyślałam, że może je zobaczyli i je gonią. –Co za wariatki! – szepnęłam sama do siebie. Było jakoś ciemno między tymi kotarami. Nie do końca widziałam gdzie idę. Szłam jakimś korytarzem. Nagle dorwałam jakieś drzwi. Otworzyłam je, a tam był taki jakby salonik.  Zamknęłam drzwi i zaczęłam się rozglądać. Podeszłam do stolika i nagle poczułam dotyk na plecach. Obróciłam się i zobaczyłam postac stojącą tyłem. Też się obróciła i oboje krzyknęliśmy. Ja aż poleciałam na ziemię.  Dopiero wtedy się zorientowałam kto to był..... Carlos Pena!
-O matko! – zasłoniłam sobie usta.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
No i to tyleee narazieeee. Pamiętajcie next część będzie za conajmniej 2 komki. Więc błagam komentujcie! Jeszcze raz LOVE za wejście! Bayyyooo ;*****