Siemka skarby!
Siedzę tutaj u pewnego idioty którego z nacie z bloga *klik* (a jak komuś się nie chce wchodzić to podpowiem,że to Odwrotność losu ) No więc ten cwel przed chwilą puszczał 1d, więęęęęęcc... AAAAAA!!!!! Ratunku!!!! Ale zaraz mnie uratuje kumpel, bo przyjdzie pod blok. Będziemy się gwałcić.! xD :D Nie no nieee.... chyba...xd
No, ale odbiegamy od tematu.
Drodzy Parafianie!
Zebraliśmy się tu dziś, aby połączyć Was z informacją, że osoba, która w tym momencie tu stuka w klawiature, przez jakiś czas nie będzie dodawałą notek. Czy ktoś ma coś przeciwko? Jeśli tak niech odezwie się teraz lub milczy na wieki.
<cisza na sali>
A więc już nieodwrotnie ogłoszone i ustalone. Możecie krzyczeć : "dlaczego?!"
Ekhem! A więc! Mam straaaaaaaaaaaaaaaasznieeeee zwalony laptop, bo po starszym bracie -,- i jest strasznie spierdzielony i juz nie raz został przeze mnie pobity. Coś tam w środku lata. Nie wnikajmy. A więć w końcu tak się wkurwiłąm, że kciukiem przycisnęłam róg ekranu i ... PĘKŁ EKRAN OD ŚRODKA.! Tak wiem... tylko ja jestem tak zdolna. A, że muszę już spadać to.. trzymajcie się tam i czekajcie na mnie cierpliwie. Tak wiem... ja też to bardzo przeżywam.., ale również to, że sytuacja z komciami się pogorszyła. -,- :( Mam nadzieję, ze do mojego mam nadzieję szybkiego powrotu to się poprawi.
Bardzo mucho mucho Was kocham!! mucho - muczo. a nwmm... kurde to w innym języku, no!
Czymajcie się tam.!!!! :'''''''( Do zobaczenia Rusherki kochane!! Pomódlcie się za mnie i ten mój złom, albo nowy laptop, którego pewna nienormalna kobietra, moja matka -,- , NAWET W TAKIEJ SYTUACJI, nie chce kupić!!!! Paaaaaa skarby ;**********************
A więc w Imię Carlosa, Logana i Kendalla oraz Logana. Amen!! ;***********
wtorek, 11 czerwca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
Jednorazówka - 4.000 wejść!! :D part 1
Łuuuuufff!!! Udaaaaaaaaaaaaałoooo sięęęęęęęęę!!!!!!!!!!! Kocham Wasss!!!! <333
Wiem, że długo mnie tu nie było, ale tle pracowałam nad tą jednorazówką, a i tak mi nie wyszła -,-
Bo najpierw zaczęłam jedną, ale jakoś mi się nie spodobała i musiałam wymyślić tą. A już tyle się nad nią męczyłam, że sobie sprawy nie zdajecie! -,- O no i jeszcze gify doszły -,- Ale to wszystko dla Was! <33 XD
Słuchajcie jesteście najlepsi!! Po prostu kocham Was za wejścia!!!! <333 A o komach to aż brak mi słów..
Pod przed-ostatnią notką 4 komki, w tym jeden mój :D, i pod ostatnią 3! :D 9 obserwatorów!!! ^^ :D XD Widzę, .że ktoś jednak mnie tu serio kocha!!! :D <33 Jesteście najlepsi!!!!
Więc o to i dla Was 1 część jednorazóweczki:
(przepraszam, że nie wyszła .... :( )
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka. To takkk… Jestem Cassede Jons. Ale mówią do mnie Cass. Mam 19 lat iiii kończę szkołę :D. xD Jestem jedynaczką, ale mam świetnych przyjaciół. Na chwilę obecną, nie jestem tak rozrywkowa i szalona jak kiedyś. Ubieram się, zachowuję itd., inaczej niż kiedyś. Ciągle noszę włosy w kucyk, czasem zakładam zerówki, jakaś bluzka i spódniczka, od czasu do czasu EWENTUALNIE jakieś jeansy, których kiedyś w szkole w ogóle nie nosiłam, no i bardzo dobrze się uczę. Najlepiej w szkole. Nie chodzę na imprezy poza szkolne, a i na szkolnych nie szaleję. Bardzo dużo się zmieniło. Kiedyś zawsze topy, jeansy, najczęściej krótkie i luźne, zwaliste ciuchy, muzyka na full i impreza zawsze i wszędzie. A pytanie CO, mnie tak zmieniło? Kiedy miałam 16 lat moi rodzice i młodsza siostrzyczka, Katy, zginęli w wypadu samochodowym. Chcieli mnie wziąć do domu dziecka. Ale ja nie dawałam się. Uciekałam i robiłam co mogłam, żeby mnie nie znaleźli. Sytuację uratowała pewna rodzina, która mnie zaadoptowała. Moja przybrana matka ma 35 lat, a ojciec 41. Bardzo mnie pokochali i zapewnili wszystko co potrzebne. Starali się mnie pocieszyć i wrócić do życia. Udało im się, ale jednak, już nic nie było tak jak kiedyś. Mimo, że również bardzo ich pokochałam, jednak nie byli w stanie całkowicie zapełnić pustki spowodowanej śmiercią najbliższych. Nie miałam już kontaktu nawet z moją najbliższą rodziną. Nawet najlepsze przyjaciółki nie potrafiły przywrócić mi całkowicie radości życia i namówić, abym znów była sobą sprzed lat. Ale mimo to nasza przyjaźń przetrwała, a nawet wzmocniła się :) Jednak jedna rzecz się nie zmieniła. Lubiłam po powrocie ze szkoły, kiedy byłam sama, pograć na gitarze, napisać piosenkę i potańczyć. Jednak nikt o tym nie wiedział.. , ale nie ważne..
Wiem, że długo mnie tu nie było, ale tle pracowałam nad tą jednorazówką, a i tak mi nie wyszła -,-
Bo najpierw zaczęłam jedną, ale jakoś mi się nie spodobała i musiałam wymyślić tą. A już tyle się nad nią męczyłam, że sobie sprawy nie zdajecie! -,- O no i jeszcze gify doszły -,- Ale to wszystko dla Was! <33 XD
Słuchajcie jesteście najlepsi!! Po prostu kocham Was za wejścia!!!! <333 A o komach to aż brak mi słów..
Pod przed-ostatnią notką 4 komki, w tym jeden mój :D, i pod ostatnią 3! :D 9 obserwatorów!!! ^^ :D XD Widzę, .że ktoś jednak mnie tu serio kocha!!! :D <33 Jesteście najlepsi!!!!
Więc o to i dla Was 1 część jednorazóweczki:
(przepraszam, że nie wyszła .... :( )
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemka. To takkk… Jestem Cassede Jons. Ale mówią do mnie Cass. Mam 19 lat iiii kończę szkołę :D. xD Jestem jedynaczką, ale mam świetnych przyjaciół. Na chwilę obecną, nie jestem tak rozrywkowa i szalona jak kiedyś. Ubieram się, zachowuję itd., inaczej niż kiedyś. Ciągle noszę włosy w kucyk, czasem zakładam zerówki, jakaś bluzka i spódniczka, od czasu do czasu EWENTUALNIE jakieś jeansy, których kiedyś w szkole w ogóle nie nosiłam, no i bardzo dobrze się uczę. Najlepiej w szkole. Nie chodzę na imprezy poza szkolne, a i na szkolnych nie szaleję. Bardzo dużo się zmieniło. Kiedyś zawsze topy, jeansy, najczęściej krótkie i luźne, zwaliste ciuchy, muzyka na full i impreza zawsze i wszędzie. A pytanie CO, mnie tak zmieniło? Kiedy miałam 16 lat moi rodzice i młodsza siostrzyczka, Katy, zginęli w wypadu samochodowym. Chcieli mnie wziąć do domu dziecka. Ale ja nie dawałam się. Uciekałam i robiłam co mogłam, żeby mnie nie znaleźli. Sytuację uratowała pewna rodzina, która mnie zaadoptowała. Moja przybrana matka ma 35 lat, a ojciec 41. Bardzo mnie pokochali i zapewnili wszystko co potrzebne. Starali się mnie pocieszyć i wrócić do życia. Udało im się, ale jednak, już nic nie było tak jak kiedyś. Mimo, że również bardzo ich pokochałam, jednak nie byli w stanie całkowicie zapełnić pustki spowodowanej śmiercią najbliższych. Nie miałam już kontaktu nawet z moją najbliższą rodziną. Nawet najlepsze przyjaciółki nie potrafiły przywrócić mi całkowicie radości życia i namówić, abym znów była sobą sprzed lat. Ale mimo to nasza przyjaźń przetrwała, a nawet wzmocniła się :) Jednak jedna rzecz się nie zmieniła. Lubiłam po powrocie ze szkoły, kiedy byłam sama, pograć na gitarze, napisać piosenkę i potańczyć. Jednak nikt o tym nie wiedział.. , ale nie ważne..
-Co
dostałaś ze sprawdzianu z przyry? – spytałam Hally kiedy szłyśmy do szkolnych
szafek.
-4..
, a ty? – nawet nie spojrzała na mnie.
-6.
Bez zmian – uśmiechnęłam się, a moja przyjaciółka tylko wywróciła oczy.
Wymieniłam
książki w szafce i nagle zobaczyłam moją 2 BF, Sarę.
-Siemka.
Gdzie byłaś? – pomachałam do podchodzącej dziewczyny.
-Hej.
W nauczycielu. Prosiłam o dopisanie mnie do listy uczestników wycieczki do USA.
Moi rodzice w końcu się zgodzili. –
wyjaśniła i podeszła do swojej szafki, czyli tuż koło mojej.
-Ooo
to fajnie. Zwłaszcza, że to pierwsza tak daleka szkolna wycieczka. I jak?
Dopisali cię?
-Nom.
Udało mi się.! ^^ Tylko wycha mi nawijała CAŁY CZAS ile to ona dla mnie teraz
robi – zaczęła wywracać oczami i się zaśmiałyśmy.
-To
jak? Idziemy? – podeszła do nas Hally i razem z Sarą przytaknęłyśmy.
*2godziny
później*
-No
nie wierze! Była taka ładna pogoda, a tak się rozpadało! -,- - jęknęła Sara
wbiegając z Hally pod dach na przystanku autobusowym.
-Eee,
przeżywacie. Ja tam lubię deszcz! ^^ - wyszczerzyłam się i zakręciłam zbierając
przy okazji krople wody, czyli po ludzku; bardziej się zmoczyłam.
Spojrzałam
na chwilę na dziewczyny, które uniosły brew.
-Eee.
Znaczy.. Lubiłam.. – ogarnęłam się, włożyłam bluzę i jednocześnie kaptur po
czym schowałam się obok nich.
-Cass.
Po co udajesz. Przecież nic, a nic się nie zmieniłaś. To, że Twoi rodzice i
Katy zginęli nie znaczy, że musisz zmieniać całe twoje życie – powiedziała Sara,
a Hally ją szturchnęła łokciem w biodro. – Ooouu.. Sorki…
Nic
nie powiedziałam. Wyszłam spod daszku i stanęłam w kałuży. Wszystkie
wspomnienia wróciły.. Chciałam jak najszybciej stamtąd zniknąć. I moje życzenie
zostało wysłuchane. Nagle zobaczyłam swój autobus. Szybko do niego wleciałam
bez żadnego słowa, usiadłam na samym końcu i wsadziłam słuchawki w uszy. Tak
bardzo chciałam w końcu od tego wszystkiego uciec…
*1miesiąc
później*
Od
tamtych słów Sary na przystanku zrobiłam się jakoś bardziej markotna. Nie
miałam prawie na nic ochoty, nigdzie, ale to nigdzie z nimi nie chodziłam, od
razu po lekcjach wracałam do domu i zamykałam się w swoim pokoju. Może to był
taki rodzaj próby ucieczki od tego wszystkiego i mimo, że wiedziałam, że to
wszystko nie ma sensu, brnęłam w swoje…
Natomiast sama Sara cały czas mnie przepraszała, ale ona oprócz tego, że
mi to wszystko przypomniała i uświadomiła nic nie zrobiła. To był mój problem,
z którym to ja musiałam sobie poradzić. Rzecz w tym…, że nie wiedziałam jak…
Tak
czy inaczej.. Był dzień wyjazdu do USA. A, że przez ten dół w jaki wpadłam nie
była zbyt uważna nie wiedziałam nawet do jakiego miasta jedziemy. Widziałam, że
dziewczyny strasznie się z czegoś cieszą, ale jak już mówiłam, niezbyt ich
słuchałam. No mniejsza…
Wstałam
i poszłam wziąć prysznic. Potem przebrałam się, włosy sczesałam w kucyk i
włożyłam te swoje ukochane zerówki, które teraz już nosiłam cały czas. Wzięłam
swoją walizkę z rzeczami i torebkę i zeszłam na dół.
-Hej
– powiedziałam wchodząc do kuchni i odstawiając walizkę.
-Cześć.
Jak się spało? – uśmiechnęli się ciepło moi… moi rodzice…..
-Dobrze,
dzięki – uśmiechnęłam się i podeszłam ich przytulić.
-Może
jednak chcesz, żebyśmy cię odprowadzili pod autobus? – spytała moja.. eh no
moja mama podczas kiedy ja brałam jabłko.
-Nie
dzięki. Dam radę. – uśmiechnęłam się jedząc te jabłko i chwyciłam walizkę, na
której umieściłam torebkę tuz obok rączki tak, że nie spadała.
-Wiemy,
wiemy, że dasz. – odpowiedział mójjj tataa.
-No
to paa. Bardzo Was kocham. – podeszłam do drzwi, obróciłam się uśmiechnęłam do
moich przybranych rodziców podczas kiedy oni do mnie podeszli i przytulili.
-My
ciebie też. To trzymaj się tam i bądź grzeczna – uśmiechnęli się. – Paaa –
pomachali mi z uśmiechem.
-Oki.
Paa – odmachałam i wyszłam. Zobaczyłam, że autobus już stoi na przystanku, więc
szybko tam pobiegłam.
-Dobry.
Czekał Pan na mnie? – uśmiechnęłam się do kierowcy próbując wciągnąć tę
nieszczęsną walizkę.
-Dzień
dobry, dzień dobry. – również się uśmiechnął. – Na ciebie Cassede zawsze –
mrugnął do mnie.
-Heh,
dziękuję. – uśmiechnęłam się i po wciągnięciu tej walizki zajęłam miejsce, ale
tym razem, pierwszy raz od bardzo dawna na początku, a nie w rogu na końcu. Czułam..
nie wiem czemu…, że ten wyjazd będzie naprawdę magiczny i, że wiele zmieni..
takie uczucie…
Podjechaliśmy
pod naszą szkołę. Szybko wyleciałam z autobusu i podbiegłam do dziewczyn.
-Heejj
– pomachałam im.
-Siemka.
– uśmiechnęły się do mnie.
-Widzę,
że humor dobry. – dodała z uśmiechem Sara.
-A
no jakoś tak – uśmiechnęłam się.
-Z
góry uprzedzam twoje pytanie, nie, nie spóźniłas się. Policja sprawdza autokar.
Nie wiem po co skoro do najbliższego lotniska mamy tylko 600 km, ale jak tam chcą –
jak dobrze one mnie znają xd ^^.
-Hehe,
Oki – odpowiedziałam. Nagle poczułam, że ktoś podnosi moją spódnicę i jedzie
ręką do półuda. Nagle koło siebie zobaczyłam Martina. Tego chama z naszej klasy
-,-
-Spadaj!
– spoliczkowałam go.
-Ałł!
– zasyczał i złapał się za policzek. –Jaka ostra.! Jesteś seksowna, nie
powinnaś się ograniczać, a korzystać z tego. Kiedyś taka ostra nie byłaś.
-A
teraz jestem!! Won!! – wskazałam na kilku innych chłopaków z naszej klasy.
-Ehh..
to może inna seksowna koleżanka – pomajtał brwiami stając między Sarą, a Hally.
-Wypad!
– popchnęły go tak, że się wywalił na chodnik xD. Haha! Bezcenny widok!
-Ejj!
– zaczął się otrzepywać, a my z niego gniłyśmy.
Nagle
usłyszałyśmy naszą nauczycielkę:
-Możecie
już wsiadać do autokaru, odjeżdżamy! – oznajmiła i razem z dziewczynami
wbiegłyśmy do środka zajmując miejsca na końcu xd.
-Ejj,
a tak wogle to gdzie my jedziemy? – uniosłam brew patrząc na dziewczyny, a one
strzeliły takiego facepalm’a , że aż spadły z siedzenia.
-Nawijamy
ci o tym przez cały miesiąc!!! – wydarła się Hally tak, że wszyscy w autokarze
na nas spojrzeli. – A nic.. – machnęła rękami na znak „koniec” i usiadła się na
miejscu z niewinną minką.
-Debilu!
– walnęła mnie Sara. Już chyba nie mogła się dłużej powstrzymać – Do L.A.
Jedzieeeeemyyyyyy!!!!! – wydarła się i znów padł na nas wzrok wszystkich. One,
fajnie, schowały się za fotelami, a ja
siedziałam na środku -,-
No
i zostawiły mnie na pastwę losu.! -,-
-Caaaaaaasedeeee!
– spojrzała na mnie groźnie nauczycielka.
-Co?
Co?! No, al.-ale! To one, no!
-wskazałam na schowane Sarę i Hally, a nauczycielka tylko syknęła.
Tamte
dwie wyszły i rozejrzały się z wyszczerzem.
-No
Cass – z uśmiechem oparła się o mnie Sara, a ja wylałam na nią jej picie.
-Ejjj!!!
– wydarła się i stanęła na siedzenie, a Hally za mną zwijała się ze śmiechu.
-Ojjj,
dla cb też mam prezent – obróciłam się do niej usmarowałam ją czekoladą na
twarzy, a ta powtórzyła Sarę. Nauczycielka otworzyła usta kiedy na nas
spojrzała. Sweet obrazek: Ja – prawie spadam z fotela ze śmiechu, Sara – cała
mokra w piciu skacze i drze się na siedzeniu, a Hally – cała usmarowana w
czekoladzie również drze się i skacze na fotelu.
-Dzieeeeeeeeeeeeeeeeeeeewczyyyyynyyyyy!!!
– wydarła się nauczycielka, kierowca gwałtownie zahamował przez co owa
nauczycielka się wyglebała i trawiła twarzą w torbę z pawiem Tymka.
-Bonus!
– przyciągnęłam rękę z zaciśniętą pieśnią. Każdy wzrok padł na nas, a
nauczycielka wstała wściekła jak nigdy.
*30minut
później*
-Cassede
.. Co się z tobą dzieje? Przecież byłaś
taką spokojną i grzeczną dziewczyną. Może trochę zbyt zamkniętą w sobie, ale
nigdy bys czegos takiego nie odstawiła. Co się dzieje? – nauczycielka jeszcze
raz otarła chusteczką twarz. To może ja powiem co się wydarzyło?
No
autokar zajechał na stację benzynową. Wszyscy polecieli do sklepu, a Sara,
Hally i nauczycielka umyć się. No i nauczycielka wyszła pierwsza i właśnie
zaczęła gadać. Tylko dziwne, że się na mnie nie wydarła?
-Nie
wiem.. Naprawdę. Nie wiem… - spuściłam głowę.
-Może
to przez towarzystwo? – spojrzała na
moją opuszczoną twarz.
-Niee.
.. – podniosłam głowę i zaczęłam, ale nagle rozległ się krzyk kierowcy, że
odjeżdżamy.
-Słuchaj.
Nie zadzwonię do twoich rodziców i nie wrócisz do domu, bo jeszcze byś mogła,
ale opamiętaj się. – postawiła mi warunek nauczycielka.
-Dobrze.
Dziękuję – przytuliłam ją. No to też się nigdy nie zmieniło i nie zmieni.
Kocham się przytulać ^^ Szybko pobiegłam do autokaru, a za mną weszła właśnie
nauczycielka. Kiedy ruszyłam w stronę swojego siedzenia odezwała się.:
-Cassede!
Stój! Jakaś kara musi być. – obróciłam się i spojrzałam na nią niepewnie.
Nauczycielka rozejrzała się i widocznie wpadła na pomysł.
-Colin.
– wskazała na kolejnego gościa z mojej klasy, który siedział z Martinem – Idź
usiądź z Maxem, i tak siedzi sam, ja pójdę na miejsce Cassede, a ona usiądzie
na twoje miejsce – powiedziała, a ja zamarłam. Spojrzałam na wyszczerz Martina,
który właśnie odwrócił się w moją stronę i padłam na kolana.
-Nieeee!!!
Dlaczego??!!! – uniosłam ręce ku górze i zrobiłam zrozpaczoną minę.
-Mam
ci powiedzieć? - uniosła brew
nauczycielka.
-No
może nie. – wstałam i się otrzepałam. – Ale błagam! Nie z nim!! – podeszłam do
niej.
-Widzę,
że to jednak dobra kara. Siadaj! – usadziła mnie obok tego cwela, a sama poszła
na moje miejsce, natomiast dziewczyny, które również nie były specjalnie
zadowolone, delikatnie mówiąc, rzuciły mi moją torebkę. Co było najgorsze.? Że
w tym nowoczesnym czy jakos tam autokarze każdą parę siedzeń można było
zasłonić zasłonką umieszczoną na górze, tak, żeby nie było widać osób
siedzących na owych siedzeniach, więc miałam bardzo złe przeczucia.
-No
hej. :D J A więc los i tak cię na mnie skazał - wyszczerzył się i pomajtał brwiami.
-A
jak się do mnie zbliżysz chociaż na centymetr to skaże twoją twarz na moją
pięść – pokazałam mu swoją zaciśniętą pięść i obróciłam się w drugą stronę
opierając o oparcie. Ehh jeszcze tylko 1, 5 godziny drogi -,-
*5godzin
później*
No
i dolecieliśmy! Wiecie jak przeżyłam jazdę autokarem? Zasnęłam i śniło mi się
BTR ^^ Tak, tak. Mam ulubioną piosenkarkę, ale to też mój ukochany zespół ^^ A
w samolocie już z dziewczynami, więc było fajnie. Tak czy inaczej.
Dolecieliśmy. Właśnie, cudem, nauczycielka nas ogarnęła i wyprowadziła gromadą
przed lotnisko. Czekaliśmy na autobus, który miał nas zawieźć do naszego
hotelu. Zwiedzanie itd., zaczynało się dopiero od jutra. Razem z dziewczynami
byłyśmy bardzo podjarane tym wyjazdem i już planowałyśmy jak się wykręcić z
grupowego zwiedzania i niepostrzeżenie nawiać i poznać Big Time Rush! ^^
Znaczy.. to one planowały, a ja tylko
stałam i potakiwałam z uśmiechem, ale strasznie byłąm tym podjarana i miałam
masę swoich pomysłów, ale jak zaczęłabym to znów by męczyły, że wcale się nie
zmieniłam i powinnam wrócić do życia -,-
No tak czy inaczej. Podjechał do nas taki wielki, czerwony, dwupoziomowyautobus, taki jakis angielski, ale co tam. Poszłyśmy z dziewczynami na tyły na
górze i obczajałyśmy wszystko co mijałyśmy. Machałyśmy do wszystkich ludzi
itd.. lepiej nie wnikajmy co jeszcze robiłyśmy… :D
Dojechałyśmy
do wspaniałego, hotelu..
-Witajcie
w hotelu Heavenly Place w Los Angeles! – rozstawiła szeroko ręce nauczycielka i
wszyscy jeszcze raz bacznie przyjrzeli się budynkowi z miną *0* Widzieliśmy, że w L.A. jest wiele hoteli nawet jeszcze piękniejszych, ale ten podbił nasze serca xD
Już
po chwili wszyscy rzucili się do wejścia i dopadli holu głównego przy czym
potrącili nauczycielkę i Bóg wie kogo jeszcze. Pani Stars się otrzepała i
weszła za całą resztą, a ja wywróciłam oczy i poszłam za nią. Po dłuższej
chwili ,ze względu na to jak wszyscy kulturalnie się zachowywali w nowym
miejscu, w którym przyszło im mieszkać, dostaliśmy klucze od pokoi i pognaliśmy
do windy. Nie była ona największa, ale wszyscy jakoś się pomieścili. Dziewczyny
powchodziły chłopakom na ramiona i w ten sposób jakoś się ścisnęli, ale ja już
nie wlazłam. Sara i Hall próbowały jakoś się do mnie przedostać, ale były mega
sciśnięte w środku. Winda się zamknęła, a ja westchnęłam. Spojrzałam na
schody.:
-Ehhh.
Tylko wy mi zostałyście – wzruszyłam ramionami i poszłam. Nasz , w sensie mój &Sara &Hal, był na 5
piętrze, więc ten…. -,-
Kiedy
już tam dolazłam -,- wszyscy byli już w pokojach. Można było to wywnioskować po
dźwiękach dochodzących z nich. Nie wnikajmy..
Nasz
pokój był trochę odsunięty od reszty, tak trochę sporo i jeszcze sąsiadowałyśmy
z jakimiś ludźmi nie z naszej klasy, aaaale to miało swoje plusy. Gdyby taki
Martin chciał do nas przyjść w nocy to zanim by doszedł to nauczycielka dawno
by go dorwała. No i byłyśmy baaardzo
daleko od nauczycielki samej ^^ Tak czy inaczej. Szłam do naszego pokoju
korytarzem, a że był obok windy przeszłam też przy niej. No i kiedy tak
przechodziłam wybiegł z niej jakiś czubek w kapturze i okularach
przeciwsłonecznych. Oczywiście, bo takie już moje szczęście, wpadł na mnie i
oboje się wyjebaliśmy.
-Ałłł!
No kurde! Serio?! Nawet nie mogę dojść do swojego pokoju, żeby mnie ktoś nie
spróbował zmolestować?! – otrzepałam się i rozłożyłam ręce.
-Emm..
sorki. – gościu się pozbierał i otrzepał.
-Sorki?!
Ty… - zaczęłam, ale gościu złapał mnie za rękę, którą ku nie mu wystawiłam
wskazując na niego.
-Nie
mamy czasu! Szybko, chodź! – pociągnął mnie za sobą. Podbiegł do pokoju obok
naszego i wyjął klucz. Zaczął grzebać w zamku i otworzył drzwi. Wepchnął mnie
do środka i spowrotem je zamknął. Wylądowałam w kącie przy drzwiach, a to co
zobaczyłam sprawiło, że oparłam się o ścianę i zjechałam na ziemię nie mogąc
się już ruszyć. Zobaczyłam………KENDALLA SCHMIDTA!!!!!!!!
*OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO*
-Stary!
– rozłożył ręce patrząc na gościa w kapturze. Jak dobrze, że mam szósteczkę z
angola ^^ – Co jest!?
-Sory
– tajemniczy debil zdjął kaptur i okulary i wiecie kto to był??!! ….CARLOS
PEEEEEENAAAAAAAA!!!! *OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO*
Awwww
:3 – Ale byłem na dole i tam jakieś laski mnie poznały i zaczęły gonić. Jechały
na górę windą za mną, ale chyba już je zgubiłem.
-A
to? – uniósł brew blondyn wskazując na mnie. – Jedna z nich?
-Nieee
– pokręcił głową Carlos. – Na nią wpadłem jak biegłem do pokoju.
-Ty
i twój talent – wywrócił oczami Kendall i podszedł do mnie wyciągając rękę.
Niepewna i speszona w końcu podałam mu rękę i wstałam. – Powodzenia z nim –
wskazała na Carlosa i chwycił kurtkę. – Ok. to ja lece. Log i James dzwonili,
już czekają na mnie w studiu. To narka. – powiedział do Carlosa i wyszedł.
-Emm..
sorki, że tak na ciebie wleciałem – złapał się za tył głowy Carlos zwracając
się do mnie. Przede mną stał mój ukochany idol, w którym byłam zakochana odkąd
pamiętam, a ja nie potrafiłam nawet drgnąć. No i stałam tam jak kołek, cała
czerwona aż w końcu tylko spuściłam głowę i cicho mruknęłam
-Mhm..
– grzywka która zleciała mi na oczy zasłoniła wzrok.
-Wszystko
gra? – Carlos podniósł moją głowę i odgarnął grzywkę. Spojrzał mi w oczy, a ja
zatopiłam się w tych jego pięknych, brązowych tęczówkach. *OO*
-Emm..
emm.. takk.. jak nigdy.. – uśmiechnęłam się delikatnie.
-Wnioskuję,
że nasza fanka – uśmiechnął się na co przytaknęłam. – Heh miło poznać. Może
chcesz na przeprosiny autograf?
-Emm…znaczy..
– w końcu się sama na swoją głupotę wkurzyłam. Kaszlnęłam i starałam się
normalnie gadać. I udało mi się *.* O.o – Tak. Pewnie. Bardzo bym chciała. –
uśmiechnęłam się. Carlos poszedł po jakąś kartkę i dał mi swój autograf. –
Dzieki.
-To
co robisz w Heavenly Place? Wakacje czy coś? – spojrzał na mnie Carlos
rozsiadając się na kanapie.
-Niee.
– pokręciłam głową. – Wycieczka szkolna. Jestem w ostatniej klasie. –
pochwaliłam się xD.
-Ooo,
maturzystka :P To ile masz lat? – usiadłam obok niego naprzeciwko i obróciliśmy
się do siebie. – Poczekaj – wstał - Za chwilę wracam. – wyszedł pokazując znak
czekania.
-Ok.
– wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje!!
*0* Właśnie siedziałam na jednej kanapie z moim idolem i swobodnie, beztrosko
gadałam. *0* Nagle dostała sms-a od
Sary.
Sara:
Cass
gdzie jesteś?! Stars powiedziała, ze nie będziemy marnować całego dzisiejszego
dnia i choć jedną rzecz zwiedzimy. Idziemy zobaczyć jakiś pomnik, a jak starczy
czasu do lecimy do centrum handlowego!! :D A co ważniejsze obiecała nam, że
codziennie będziemy mogły chodzić do tego centrum, bo jest niedaleko! ^^ Nwm gdzie cię wcięło, ale powiedziałyśmy, ze
strasznie źle się poczułaś, więc bądź przygotowana. Jak chcesz mogę ci coś
kupić w centrum. Daj znać co z Tb.
Cass:
Wielkie
dzięki za pomoc. Nie uwierzyłybyście mi, gdybym Wam powiedziała. A co do tego
centrum to zawaliście :D i tak, możesz mi coś kupic :D. Odwdzięcze się ;)
Sara:
Ooo,
ja i tak z cb wyciągnę co się dzieje. Ok, tylko nie wyobrażaj sobie za dużo. Ja
tez potrzebuję sobie cos kupić, a ty masz swoją kasę.
Cass:
Ehh.
No Oki zgredzie jeden :P
Sara:
Ale
ci się oberwie! Xd
Cass:
Haha!
;D
Właśnie
wtedy przyszedł Carlos. Niósł.2 szklanki soku. Podał mi jedną i usiadł na swoim
miejscu przyglądając mi się z uśmiechem.
-Dzięki
– uśmiechnęłam się do niego obejmując szklankę.
-Coś
się wydarzyło, gdy mnie nie było? – uśmiechnął się do mnie lekko przechylając
główkę w prawo tak słodkooko ^^.
-Tak.
Moja wycieczka gdzieś wyszła, więc teraz nie mam jak wrócić do pokoju. Mogę tu
zostać aż wrócą?? – spojrzałam na chłopaka błagalnie.
-No
jasne – zaśmiał się.
-Dzięki
– uśmiechnęłam się i rzuciłam się na niego przytulając. A kiedy sobie
uświadomiłam co robię odsunęłam się od niego szybko. – Prze-przepraszam..
Zapędziłam się.. – spaliłam buraka i usiadłam z powrotem na swoim miejscu kuląc
się lekko.
-No
coś ty.! Nic się nie stało. – zaśmiał się i machnął ręką. – Z resztą już dawno
nikt mnie tak nie przytulał – zamajtał brawiami i się zaśmiał.
-Heh,
a dziewczyna? – uniosłam brew.
-A
tak.. Alex.. zerwaliśmy tydzień temu.. zdradziła mnie.. – spuścił głowę.
-Ooo
… - również spuściłam swoją. Po chwili jeszcze raz spojrzałam na jego smutną
twarzyczkę i przysunęłam się do niego. – Widocznie nie byłą ciebie warta - objęłam go ramieniem i uśmiechnęłam się.
-Dzięki
– spojrzał na mnie z uśmiechem. – Wiesz.. jesteś pierwszą fanką, która zachowuje
się przy mnie tak swobodnie i mogę się przy niej otworzyć.. – spaliłam buraka.
-Dzięki..
Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.. – uśmiechnęłam się i spuściłam głowe. – Ja
tez nigdy nie spodziewałam się, że będę się tak zachowywac w twojej obecności –
spojrzałam mu w oczy.
-Heh
– uśmiechnął się. – No, ale w końcu mi nie powiedziałaś ile masz lat? –
usiadłam naprzeciwko niego po turecku.
-19
– uśmiechnęłam się.
-Spoko.
A ja.. – zaczął, ale mu przerwałam.
-Hej.
Jestem twoją fanką. Przecież wiem ile masz lat. – uśmiechnęłam się do niego.
-No
tak. Nie mogę się przyzwyczaić, że tak dobrze mi się spędza czas z moją fanką –
wyjaśnił.
-Ee?
Masz coś do fanek? – uniosłam brew. Zaczęłam nie ogarniać.
-No
w sensie.., bo jak jest się sławnym to nigdy się nie wie komu można ufać, a
fanki często by chciały po prostu autografów itd. Ale ty jestes inna.. Ufam ci
– uśmiechnął się do mnie delikatnie.
-Dzięki…
ty też jesteś niesamowity – uśmiechnęłam się. – Kurde! Chyba się rozckliwiam,
może ci to przeszkadza.? – spojrzałam na niego spod grzywki.
-No
coś ty. – zaśmiał się.
-Hmm..
słuchaj – spuściłam nogi z kanapy i spojrzałam przed siebie. – A właściwie to
czemu ty uciekałeś przed fankami? Znaczy.. W gazecie pisali, że gdzies
zniknęliście i cos o jakiejś piosence.. o co chodzi? – spojrzałam na niego.
-Wiesz..
– usiadł tak jak ja. – Już jakiś czas temu mieliśmy napisać jakąś piosenkę, ale
nam nie wychodzi. Spójrz. – wyjął gitarę i zaczął trochę brzdąkać.
-Hmm..
To może ci pomogę – usiadłam bliżej niego i objęłam go tak, że mogłam jego
rękami sterować na gitarze. – Proponuję coś o miłości, hm? – uśmiechnęłam się.
Zaczęłam ruszać jego rękami, wybierać akordy i nucić. – Widzisz.! Fajnie to
teraz brzmi. I teraz dodaj takie na na na na – zaczęłam mu nucić, a on
potakiwac w rytm.
-Dokładnie!
– ucieszył się.
-Ok.
i teraz mocniej.. – dalej sterowałam jego rękami na gitarze. – I tearz
delikatnie.. – Super! – uśmiechnęłam się. – Trzymaj! – wyjęłam kartkę i ołówek.
– Jeszcze tekst.
-Może
zacznijmy od tytułu? – zaproponował.
-No
Oki. To o czym konkretnie chciałbyś napisać? – spojrzałam na niego, a on się
zamyślił. Nagle zaczął delikatnie szarpać struny i mówić.:
-Może
o dziewczynie, która mi się podoba. Jest w niej coś innego niż w reszcie.
Pojawiają się uczucia, których dotąd nie znałem.. – mówił.
-Super.
Teraz tylko przelej to na kartkę i macie nowy hit – uśmiechnęłam się i wstałam
słysząc, że dzwoni telefon.
*rozmowa*
-Halo?
-Cass!
To ja, Sara. Właśnie wchodzimy do hotelu. Pod doniczką obok naszego pokoju
zostawiłam klucz. Leć szybko! Stars na pewno prędzej czy później będzie chciała
do ciebie przyjść.
-Ok.
Dzięki za info. Pa.
-Pa.
*koniec rozmowy*
*koniec rozmowy*
-Muszę
już lecieć – wskazałam na drzwi zwracając się do Carlosa. – Ale wiesz.. mam
pokój tu obok. Jak coś to daj znać. – uśmiechnęłam się.
-To
fajnie. – ucieszył się, odłożył gitarę i wstał. – Tylko jak ktoś będzie to
raczej nie będę miał jak.
-A,
luz. Jestem z najlepszymi przyjaciółkami. To też Wasze fanki, ale postaram się
je ogarnąć. – uśmiechnęłam się.
-Niee.
Proszę. Na razie nic nikomu nie mów. Dobrze? – spojrzał na mnie błagalnie.
-No
Oki. Na razie. To ja już lecę. Śpieszę się. – podeszłam do drzwi, a on za mną.
-Czekaj..
ja nawet nie wiem… - znów złapał się za tył głowy.
-Cassede.
Spoko. To były nagłe wydarzenia, więc mogłeś.. – zaczęłam.
-Nie.
Przepraszam. Jak zwykle nie pomyślałem… A wogle.. może poszłabyś tak, żeby nikt
nie zauważył ze mną i chłopakami na jakąś imprezę? – niepewnie spytał.
-Ee..
emm.. niee.. sroki. I tak już mnie dziś poniosło. Muszę wrócić do normy. –
zaczęłam iść w tył do drzwi szukając dłonią klamki.
-Co?
O co ci chodzi? – uniósł brew.
-Ja..
nie jestem taka.. nie mogę… jestem spokojną wzorową uczennicą i nic wiecej…
nigdy nie będę inna.. nie! Musze lecieć.! – otworzyłam już drzwi, ale złapał
mnie za nadgarstek.
-Cassede..
wszystko gra? Nic nie rozumiem.. – patrzyliśmy sobie prosto w oczy stojąc tak
blisko..
-I
nie musisz.. – przejechałam mu dłonią po policzku, a potem położyłam ją na ramię. – Dziękuję za wszystko Carlos. Pa… -
pocałowałam go w policzek i szybko wyszłam.
piątek, 17 maja 2013
Część 35.
Ok., ok., ok. A więc hejo
^^
Uuuu wyczuwam jednorazówkę
na 4.000 wejść. Matko jak ja Was kocham!!! ^^ <333 ;*****
Nie wierzę w to! <ociera
łzę> Nie wierzę! 3 osóbki skomentowały moją poprzednią notkę! Xd <znów
ociera łzę> Ale w sumie… musiałąm zabić jednego z bohaterów, żeby tak było? Really?
Really?!
Słuchajcie… Ten rozdział
nie wyszedł mi ANI TROCHĘ! Wybaczcie, że go zmarnowałam :’(
No, a teraz bez
przedłużania. Amen! I rozdział:
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Kendall*
-Aaaa!! – gwałtownie
podniosłem się z łóżka odrzucając kołdrę do przodu. – Uff! To jednak był tylko
zły sen! Pati żyje!! – odetchnąłem.
-Kendall. – odezwała się stojąca obok mojego łóżka z
założonymi rękami i znudzoną miną Wera – możesz tak robić nawet 1000 razy, ale
to nie zmienia faktu, że to co się wydarzyło, wydarzyło się naprawdę. –
wywróciła oczy po czym ponownie patrzyła na mnie znudzoną miną i miną „jesteś
idiotą”.
-Oooooo to taka z ciebie
przyjaciółka. Nawet się tym nie przejęłaś! – wyrzuciłem jej prosto w twarz na
co jej mina zmieniła wyraz, a oczy się zaszkliły.
-Kendall teraz to już
przesadzasz – podszedł do Wery James i ją objął.
-Wera – wstałem z łóżka
i podszedłem do obróconej do mnie tyłem dziewczyny. – Przepraszam – położyłem
jej dłoń na ramieniu, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko jej ciche szlochanie. –
Nie chciałem – spuściłam głowę, a dziewczyna się obróciła.
-Wiem. Wiem jak bardzo
to przeżywasz. –przytuliła mnie.
-Dzięki. Wiem, ze ty
też. – odwzajemniłem uścisk. – Z resztą jak my wszyscy. – oderwałem się i
spojrzałem na resztę stojącą przy moim łóżku, na które usiadłem.
-Musimy teraz jakoś się
trzymać. – Wera usiadła obok mnie, a reszta podeszła do nas i stanęła obok
Jamesa.
-Ale wy nie rozumiecie..
ja czuję.. ja czuję, że ona żyje.. – zacisniętą pięść przyłożyłem do klatki
piersiowej i spojrzałem na stojących przede mną przyjaciół.
-Przykro mi – połozył mi
dłoń na ramieniu Log - , ale musisz się z tym pogodzić. Nie możesz się łudzić.
Kilka godzin temu rozbił się jej samolot. Przykro mi.
-Nie. Nie! Mówię Wam!
Gdyby odeszła… w moim sercu zapanowałaby pustka. A tak nie jest. Czuje, że ona
żyje. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to to się czuje. – upierałem się przy
swoim.
-Stary… – usiadł obok
mnie Log.
-Nie! Ona żyje!
Naprawdę!!! Czuję to!! Uwierzcie wreszcie!! – krzyknąłem i wybiegłem z
mieszkania. Dlaczego nie siedziałem załamany, nie płakałem i nie rozpaczałem?
Bo czułem, że ona żyje! Wiedziałem to! Ale oni nie chcieli mi uwierzyć. Wtedy
po raz pierwszy zacząłem wątpić. Ale tylko trochę, bo ciagle wiedziałem i
wierzyłem, że żyje. Ale… ten gościu w tel.. On twierdzi, że nie żyje… Powiedziałem już jej rodzicom… załamali się. I
nagle naszła mnie taka koszmarna myśl. A jeśli to prawda… to…to co ja teraz z
sobą zrobię? Moje życie bez niej nie ma najmniejszego sensu. Czy już nigdy jej
nie zobaczę? Nigdy nie poczuję smaku jej ust? Jej oddechu mieszającego się z
moim? Nigdy nie zobaczę jak wiatr rozwiewa jej piękne włosy? Jak słodko migoczą
jej oczy kiedy się śmieje? Jak tańczy i śpiewa? Jak wariuje ? Już nigdy nie
usłyszę jak mówi do mnie „Kocham cię”? To moja wina! Gdybym chociaż dał jej
wyjaśnić! Nie leciałaby tym samolotem! Zyłaby! Znów mogłaby cieszyć się życiem!
I… być ze mną.. Czyli już nigdy nie zabiorę jej na spacer, do kina, nie
przytulę jej i nie pocieszę? Nie otrę jej łez i nie wywołam śmiechu na jej twarzy?
Czy naprawdę już jej nie zobaczę? -
dobiegłem do wiaduktu. Spojrzałem na jadące w dole samochody. Pati. Jeśli
odeszłaś ja pójdę za Tobą! Nie chcę żyć bez Ciebie! Moje życie będzie puste.
Nie zasnę jeśli nie zobaczę Twojego słodkiego uśmiechu. Nie uśmiechnę się,
jeśli nie zobaczę jak ty się śmiejesz i cieszysz życiem. Nie będę spokojny
jeśli nie usłyszę Twego melodyjnego, słodziutkiego głosu. Na nic się nie
odważę, jeśli nie złapiesz mnie za rękę i nie powiesz „Dasz radę!”. Nic bez Ciebie nie zrobię. Na zawsze chciałem
być z Tobą. Nie pozwolę, aby nas cokolwiek rozłączyło! Nawet śmierć! – stanąłem
na dole barierki. Wychyliłem się i….
…..
…
..
…i nie skoczyłem. Nie
mogłem.
Pati! Ja czuję, ze
żyjesz! Nie pozwolę ci odejść ani sam nie odejdę! Nie poddam się! Czuję, że
żyjesz i, że Twoje serce bije. W rytmie mojego. – oparłem się o barierkę i
zjechałem na ziemię. – Obiecuję ci Pati! Dopóty czuję, że Twoje serce bije, nie
poddam się nigdy! Nasza miłość zwycięży wszystko! Zobaczysz! Jeszcze będziemy
razem!..
*Wera*
Ehh biedny Kendall.
Kocha ją. Z resztą ona też go kochała. To jest niewiarygodne.!
-Ja w to po prostu nie
wierzę.! – rozłożyłam się na łóżku blondyna. – To się nie mogło wydarzyć.!
-No nie mów, ze wierzysz
w to całe czucie, że ona żyje. –
wywrócił oczy Log.
-Wiesz -usiadłam – ja sama już nie wiem. Zawsze
byłyśmy strasznie zżyte. Zawsze potrafiłyśmy wyczuć kiedy coś się dzieje
drugiej. Tak samo Kend! Kilak sekund przed tym telefonem strasznie zabolało go
serce! – zwróciłam uwagę.
-No już nie wymyślaj.
Czasem coś zakłuje w serce, ale afera. To jest niemożliwe, żeby wyczuć taką
rzecz. – stwierdził sucho Log.
-Słuchajcie – usiadł
obok mnie James. – Nie sprzeczajmy się o to. Może to jest prawdą. A jeśli tak
to w końcu dojdziemy prawdy co się stało. Na razie wiemy tyle, ze samolot spadł
i zgodnie z ogłoszeniem zginęli wszyscy. Ale na wszelki wypadek Wera, nie róbmy
sobie za dużych nadziei. Bo potem możemy się bardzo zawieść – pokiwał głową, a
ja spuściłam swoją wraz z wzrokiem.
-Nie martw się –
podszedł do mnie Carlos i złapał za dłoń po czym na niego spojrzałam – Czas
leczy rany, a serce znajdzie drogę również do prawdy. – uśmiechnął się. To były
naprawdę straszne i smutne chwile. Tak się cieszę, że przynajmniej miał mnie
kto wspierać. Tylko, że im też nie było łatwo i również potrzebowali
wsparcia.. Nagle usłyszałam dzwonek do
drzwi. Poszliśmy otworzyć. Niechętnie otworzyłam drzwi, w których ujrzałam…
Wikę i Zuzę. Bez żadnego słowa, po krótkiej chwili mocno się przytuliłyśmy i
weszłyśmy do środka.
*Pati*
……………..
……………
……………
………………
……………
………….
………..
………………………………………………………………………………………….
………………………………………………………………………………………….’
…..
Poczułam na sobie
ciepłe, wręcz łaskoczące, promienie słońca. Pomyślałam, że pewnie zapomniałam
spuścić rolety. Ale nie chciało mi się ruszać, więc dalej leżałam z zamkniętymi
oczami. Nagle poczułam delikatny, przyjemny, jakby oceaniczny, wiatr i różne
dźwięki przyrody, w tym właśnie jakby fale uderzające o brzeg? Pomyślałam, że
na pewno mama albo tata znów coś w kąpie
włączyli, a ja nie zamknęłam też okna. Jednak nagle poczułam, że moje łóżko
jest jakieś niewygodne. Niechętnie i z zaspanymi oczami podniosłam się. Delikatnie
otworzyłam oczy nie przyglądając się zbytnio otoczeniu..
-No co jest? -powiedziałam sama do siebie i spojrzałam na
owe niewygodne miejsce, na którym sobie smacznie kimałam do tej pory. – A, luz.
To tylko palma. – stwierdziłam po krótkiej analizie, kiwnęłam głową i z
powrotem się położyłam, zwijając się w kłębek.
……
Chwilę później.
….
-Aaaa!! Co ja robię na
palmie??!!! – zerwałam się tak jakby na równe nogi, ale konkretniej na klęczka.
Matko! Byłam na szczycie palmy! Ale jak??!! Łeb mi nawalał i ogólnie byłam
jakaś zdezorientowana, wiec z powrotem
usiadłam się wygodnie i przeanalizowałam sytuację. Wreszcie odkryłam co się
wydarzyło. Lot do L.A. i wypadek samolotu to nie był sen, a ja cudem przeżyłam
i wylądowałam na tej, jak stwierdziłam po rozejrzeniu się, sporej, ale …
BEZLUDNEJ! -,- , wyspie. Zaraz, że co?!
-Jak to jestem na
bezludnej wyspie?! I co?! Z kim mam teraz gadać?! Będę nawijać sama do siebie?!
– chwila skupienia – No świetnie! Już się zaczęło! – jęknęłam. Rozejrzałam się
trochę i stwierdziłam, że jeśli nie chcę wylądować na twarzy to powinnam zejść
z tej palmy. Udało mi się to i przy okazji zerwałam kokosa xd. Stwierdziłam, że
przyda mi się na obiad.
-No tak. – otrzepałam
się i rozejrzałam po okolicy. – Teraz przydałoby się jakoś tu ogarnąć. – stwierdziłam i ruszyłam przed siebie..
------------------------------------------------------------------------------------------------
Taadaaaaa. Wiem, że mnie
kochacie. ^^ Znaczy pewnie nie, ale pomarzyć można J No dobra łudzę się, że pare osób mnie kocha,
ale nie w tym rzecz. Pewna osóbko z bloga Odwrotność losu…. Mówiłam! I mówiłam,
że teraz na kolana padać będziesz i przepraszać! -,- xD
No i magia, Pati żyje.
Ale czy wróci do domu?..... xD
niedziela, 12 maja 2013
Część 34.
No hej.
Tak, tak, wiem, wiem,
strasznie szybko dodaje nn, ale po prostu musiałam jak najszybciej dodać ten
rozdział. Tak. To jest ten rozdział, w
którym ktooooś może chcieć mnie zabić. Też Was kocham! Xd ;p
Koooooooooooooooooooooooochaaaaaaaaaaaam
Waaaaaaaaaaass za wejścia!! *___* <333 Bardzo, bardzo, bardzo proszę o
komki!! Bo chyba się rozrycze!! Poważnie, bo dzis mam humorki xd.
Słuchajcie mam 7
obesrwatora!!!! ^^ XDDDD ;PPPP Jaram się tym tak strasznie, że prawie rozwaliłam
łóżkoooo!! ^^ XD I looove you!!
No to już bez
przeciągania, ten straszny zapowiadany rozdzialik:
----------------------------------------------------------------------------------------------
*Pati*
Od kilku dni, może
tygodnia, siedziałam tak sama, zdołowana. Nie chciałam z nikim gadać. Ani razu
nie spotkałam się z dziewczynami. Przychodziły, ale ich nie wpuszczałam,
odrzucałam wszystkie połączenia. To był największy doł jaki mogłam przeżyć.
Cały czas robiłam tak jak Wera zazwyczaj robi kiedy ma doła albo coś tam coś
tam, bo nie wiem w sumie czemu tak robi, czyli siadałam na parapecie i gapiłam
się w okno. O czym myślałam? To chyba proste. Kendall. Nie mogłam pozbyć się
myśli o nim. Nasz związek się skończył, ale on ciągle był w mojej głowie i
sercu. Wspominałam te wszystkie wspaniałe chwile, pierwsze spotkanie, rozmowy,
imprezy, jego wyznanie, ale również rozstanie
i odlot do L.A. Przy pierwszej części moich myśli uśmiechałam się i
prawie aż odpływałam na tym oknie, ale przy drugiej.. miałam całe szklane oczy.
Ciągle widziałam jak się zatrzymuje i patrzy na mnie. Jak spływa po jego policzku
łza i jak odbiega. Myślałam, że wtedy nie wytrzymam. Serce mi krwawiło
normalnie. Nie spałam całą noc wtedy i płakałam. Ale on już pewnie zdążył o
mnie zapomnieć. Może nawet ma inną. Na pewno świetnie się bawią. A ja? A ja
zostałam tu sama ze złamanym sercem. Naprawdę na to zasłużyłam? No dobra tego
typu teksty są najgorsze na świecie. To w 100% moja wina! Moja! Trzeba było o nim zapomnieć. Ale jak? Nie
mogłam. Kocham go! Tak strasznie go kocham! Ale widocznie nie jest nam dane być
razem. Nie byłam pewna czy wytrzymam. Chciałam się wybrać nad tę rzeczkę, ale
byłam zbyt słaba, żeby nawet wyjść z domu. Moi rodzice też bezskutecznie
próbowali mnie pocieszyć. Oczywiście nie wiedzieli o co chodzi. Nie mogłam
uwierzyć, że przez taką głupotę rozpadł się mój związek i teraz muszę tak
strasznie cierpieć. Tak właśnie wyglądał ten mój tydzień. Pewnego dnia patrząc
przez te okno widziałam pewną parę. Na początku stał blondyn. Nagle rozłożył
ręce, a kiedy spojrzałam w lewo zobaczyłam biegnącą do niego rudą dziewczynę.
Obkręcił ją, przytulił i pocałował. Kiedy to zobaczyłam poczułam jak moje serce
kruszy się na kawałki. Łzy leciały mi strumieniami. Głowa pękała mi od płaczu i
aż zaczynało mi się w niej kręcić. I właśnie wtedy przyszły dziewczyny. Byłam w
takim stanie, że nie dałam rady ich wyrzucić. Kiedy tylko zbliżyły się,
rzuciłam się na nie tuląc je co mocno odwzajemniły. Ucieszyły się, że znów do
niech wróciłam i się przed nimi otworzyłam.
Potem poszłyśmy do Wiki i gadałyśmy z Werą na skypie. Dzień po ich
odlocie, dzień w którym wpadłam w tego doła, trafiłyśmy na Kenda, odetchnęłam z
ulgą kiedy się dowiedziałam, że go nie ma, mimo, że tak strasznie chciałam go
zobaczyć. No i kiedy wróciłam do domu znów wlazłam na ten parapet. Ale nie!
Stwierdziłam, ze nie mogę się tak poddać.! Nie mogę go stracić! Postanowiłam,
że będę walczyć o Kendalla! Oznajmiłam pełna energii, rodzicom, ze jadę do L.A.
Szczęśliwi , że wróciłam do życia, nie mieli nic przeciwko. Spakowałam walizkę
i pojechałam na lotnisko. Nic nie mówiłam dziewczynom. Po co. A rodziców
prosiłam o dyskrecję. Dotarłam na te lotnisko. Kiedy tam weszłam prawie się
rozryczałam, ale musiałam opanować emocje. Kupiłam bilet i poszłam na mostek.
Po 15 minutach byłam w środku. Schowałam walizkę i wyjęłam najpotrzebniejsze rzeczy.
Oczywiście, bo inaczej by być nie mogło, wsadziłam słuchawki w uszy i puściłam
muzykę przy czym myślałam o Kendallu, o spotkaniu i o tym co się może wydarzyć,
i co powiedzieć.
*2godziny później*
Nie wiem ile tak
siedziałam. Godzinę? Dwie? Mimo, że muzyka leciała z fona nie patrzyłam na
czas. Byłam zamyślona, a czas dla mnie stanął w miejscu. Jednak zanim co
weszłam na twittera. Mała przerwa w słuchaniu muzy. Zauważyłam, ze Log przez
ten czas nawrzucał sporo zdj. „Powrót do L.A. przy pizzy” xd. Heh. Uśmiechałam
się przeglądając zdjęcia aż nagle zobaczyłam jedno, przez które stanęło mi
serce. Kend całujący w drzwiach jakąś blondynkę w policzek!! Nie! Nie wierzę!!
Ale nagle poczułam turbulencje. Zauważyam, ze ludzie siadaja i zapinają pasy. Zdjęłam słuchawki i usłyszałam głos,
który informował o natychmiastowym zapięciu pasów i tych własnie turbulencjach.
Tak tez zrobiłam. Ale z chwili na chwilę samolot trząsł się jeszcze bardziej.
Patrzyłam przez okno i widziałam, ze rozwala się skrzydło.
-Matko!! – pisnęłam.
Nagle w głośnikach
słychać było gwałtowne:
-Ewakuacja!! Samolot
spada!!! – aż mi bębenki w uszach się zatrzęsły. Ale niestety głos się nie
mylił. Spadaliśmy!
Wyjrzałam przez okno.
Samolot niebezpiecznie szybko zaczął zbliżać się do ziemi. Skrzydło rozlatywało
się w kawałkach. Niektóre rzeczy latały po całym samolocie, a ja ledwo
trzymałam się fotela. Ludzie byli przerażeni, dzieci płakały, kobiety
krzyczały. Moją ostatnią myślą, przed myślą o tragedii był Kendall. W myślach
powiedziałam : „Kocham Cię!” mimo zmieszanych myśli i szoku, którego przed
chwilą doznałam, i znów spojrzałam w okno. To koniec!
-Matkoo!! Aaaaaa!! –
krzyknęłam i zasłoniłam oczy dłońmi.
*Kendall*
Właśnie wróciłem z
miasta z Loganem. Kupiłem sobie nową czapkę i żel do włosów xd.
-Jesteśmy! – krzyknąłem
kiedy weszliśmy do domu i trzasnąłem drzwiami jak to ja xd.
-Kendall! – zleciała
Wera.
-No co? – spojrzałem na
nią.
-No ja ci muszę coś
pokazać!! – złapała mnie mocno za rękę i podejrzewam, ze Az odcieła dopływ
krwi.
-Ał! Ał! Ał! Ok., ok.
Ale puść.! Boli! – jęknąłem i puściła.
-No chooodź! – zaczęła
mnie ciągnąć za rękę.
-No okk. – westchnąłem i
poszedłem z nią do salonu.
Usiedliśmy się obok
siebie na kanapie, a Wera wyjęła kamerkę. Wtf?! Nagle poczułem mocny ścisk w
sercu.
-Ałł! – dotknąłem klatki
piersiowej i lekko się skuliłem.
-Co jest? – spojrzała na
mnie blondynka.
-Boli. Wiesz.. mam
wrażenie, że coś się stało.. – zastanowiłem się. To dziwne, ale tak było.
Poczułem, że coś się komuś stało. I to musiała być naprawdę ważna osoba..
-Ok.? Komu? – uniosła
brew.
-No nwm… komuś ważnemu
chyba.. – nie wiedziałem nawet co odp, pierwszy raz w życiu doświadczyłem
czegos takiego. Dziewczyna tylko wywróciła oczy.
-Masz – podała mi
urządzenie – o nic nie pytaj tylko to obejrzyj. – włączyła mi filmik.
*Po filmiku*
Dziewczyna wzięła
kamerkę, a ja schowałem twarz w dłoniach. Boże! Boże, Boże, Boże!! Jaki ja
byłem głupi!! Nie dałem jej nawet wytłumaczyć! Była po prostu pijana! Oni ją do
tego namówili! Ona serio nic złego nie zrobiła, ani nic świadomego! A ja…, a ja
z nią zerwałem!! Zostawiłem ją!! Zostawiłem!!! Zraniłem!! Ja pierdole!!! Co ja
narobiłem!!?? Jestem największym chamem i idiotą na świecie!!
-I co? – spojrzała na
mnie Wera z wyrzutem. Ale nie mogła zobaczyć mojej twarzy, ponieważ wciąż
zasłaniałem ja dłońmi. Powoli i delikatnie odsunęła moje ręce od twarzy i
ujrzała mnie całego zalanego łzami.
-Co ja
narobiłem..?! - spojrzałem na nią z
łzami w oczach. – Nawet nie dałem jej wyjaśnić.. A przecież niczemu nie
zawiniła. Kocham ją! A tak ją zraniłem…
- znów chciałam skryć twarz w dłoniach, ale za jedną złapał mnie Wera.
-No już. Rozumiem. Ale
myślę, że jak kocha to wybaczy. – uśmiechnęła się. – A kocha cię bardzo.
-Mam taką nadzieję, że
jeszcze – westchnąłem. – Myślisz?
-spojrzałem na nią z nadzieją.
-Myślę, - przytaknęła.
-Muszę do niej zdzwonić!
I szybko ją przeprosić! Znów ją zobaczyć! – chwyciłem za telefon i wstałem.
*Wera*
Wreszcie pokazałam mu te
nagranie. No teraz czuje się okropnie, ale trochę an to zasłużył. Pati tak
strasznie cierpi. Ahh. No, ale teraz może być już tylko dobrze. Wreszcie
przejrzał na oczy. Wyjął komę i wstał chcąc do niej zadzwonić, ale nagle jego
fon sam zadzwonił.
-No nie zalewaj, że to
ona? – uniosłam brew.
-Niee – spojrzał na
wyświetlacz. – Numer nieznany. – odebrał.
-Halo? – mówił do
telefonu.
-Dzień dobry. –usłyszałam głos w telefonie.
-Dzień dobryy. –
niepewnie odp blondyn.
-Czy zna Pan Panią
Patrycję Gabriellę Collins? – już prawie nic nie słyszałam.
-Tak. A o co chodzi? – lekko wystraszył się Kend.
Ja z resztą też.
-Czy mógłby Pan
przekazać wiadomość jej najbliższej rodzinie? – i to było już ostatnie co
usłyszałam. Reszty musiałam się dowiedzieć od Kenda.
-Tak, ale co się stało?
– dopytywał się blondyn.
Nagle wytrzeszczył oczy
tak, ze gały prawie wypadły mu z orbit. Oczy całe mu się zaszkliły. Ja
zamarłam. Nagle wypuścił fon, który rozbił się o podłogę.
-Kend? Kend! Kend!! Co
jest???!!!! – patrzyłam na niego wystraszona.
-Pati….. – odezwał się
po chwili ledwo głosem słabnącym - ………………………………………………………………………..……..nie żyje.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Też Was kocham! ^^ xD
piątek, 10 maja 2013
Część 33.
Siemka every people!
Mam trochę doła, więc nie robię litanii.
Muszę wspomnieć, że za wejścia to bym Was chyba zatuliła na śmierć xD. Kocham Was! <3 xD ^^
Kukuje za komki my friends, którą w dalszym ciągu proszę o dodanie nn i dołączenia mnie do akcji -,-
Ciągle myślę nad tym skasowaniem bloga. No. I ten. I tyle. No. Myśle no!...
Litania? Eee. Zapraszam na 32, która mi nie wyszła za to jeśli blog dotrwa do nn będzie ciekaawie xD. I pewien ktoś może chcieć mnie zabić. xd Zapraszam ^^
A no i nowa osóbka w Bohaterach! Looknijcie!! xD
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam trochę doła, więc nie robię litanii.
Muszę wspomnieć, że za wejścia to bym Was chyba zatuliła na śmierć xD. Kocham Was! <3 xD ^^
Kukuje za komki my friends, którą w dalszym ciągu proszę o dodanie nn i dołączenia mnie do akcji -,-
Ciągle myślę nad tym skasowaniem bloga. No. I ten. I tyle. No. Myśle no!...
Litania? Eee. Zapraszam na 32, która mi nie wyszła za to jeśli blog dotrwa do nn będzie ciekaawie xD. I pewien ktoś może chcieć mnie zabić. xd Zapraszam ^^
A no i nowa osóbka w Bohaterach! Looknijcie!! xD
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Wera*
Dotarliśmy do willi. O
matko jak ja się za nią stęskniłam! Wleciałam do swojego pokoju i padłam na
łóżko.
-Kocham cię, kocham cię,
kochaaam cięęęę!! ^^ - wtulałam się w nie i
całowałam tak jakby xd.
-I kto tu kogo zdradza?
– uniósł brew zaglądając do mojego pokoju Maslow.
-Wybacz James, ale z
łóżkiem przegrałeś. – oznajmiłam z uśmiechem tuląc moje kochane łóżko ^^.
-Taaaaaak? – uniósł
cwano brew. – Zaraz zobaczymy! – odstawił walizkę i podbiegł do mnie rzucając
się. W ułamku sekundy był już nade mną na czworaka. – A czy łóżko zrobi tak? –
powiedział i pocałował mnie namiętnie. Po chwili zjechał na szyję i powoli
zaczął się zbliżać do dekoltu.
-No masz rację –
podniosłam mu głowę tak, że na mnie patrzył – spać można też na tobie. –
pocałowałam go.
Nagle usłyszeliśmy
chrząknięcie.
-Ekhem! Gołąbeczki!
Moglibyście się rozpakować. Albo chociaż drzwi zamykajcie – wywrócił oczy Kend
kiedy się oderwaliśmy i na niego spojrzeliśmy.
-Spadaj! – rzuciłam w
niego poduszką aż sobie poszedł.
-To jak.. co dalej? ^^ -
zamruczał James schylając głowę, zabierając się do muśnięcia mnie w szyję.
-Spadasz stąd! –
zepchnęłam go z łóżka i popatrzyłam na niego z uśmiechem.
-Pogniewałbym się,
gdybym cię tak nie kochał – wstał i pocałował mnie w policzek. Podszedł do
drzwi, uśmiechnął się do mnie i wyszedł. Przez chwilę siedziałam uśmiechnięta,
ale już po chwili spuściłam głowę…
*25minut później*
No! Wreszcie się
rozpakowałam! Uff!! Padłam wycieńczona na krzesło i spojrzałam na mój pokój z
uśmiechem. No kocham go! <3 Potem obróciłam się na krześle i spojrzałam na
laptop po czym go włączyłam.
-Puk, puk. – wszedł do
pokoju z uśmiechem Carlos. Od razu pojawił się promienny uśmiech na mojej
twarzy i poczułam takie.. motyle w brzuchu… Nie wiem czemu…
-No hej. – uśmiechnęłam
się. – Ale cokolwiek chcesz; właśnie usiadłam i nie mam zamiaru wstawać. –
ostrzegłam.
-Ooo , a szkoda. Bo
chcieliśmy cię prosić, żebyś nam zrobiła obiad. – uśmiechnął się, zamknął drzwi
i usiadł na moim biurku.
-Ej, ej! Won mi stąd! –
pociągnęłam go za rękę. – Gdzie z dupą do mojego laptopa?!
-Jak chcesz mogę do
ciebie. – wystawił język. Jednak po chwili przekonałam się, że nie żartował.
Usiadł na moje kolana.! -,-
-O matkooo!! Złaź! Bo
się uduszę! – zaczęłam kaszleć.
-Było być grzecznym do
mnie ^^ - odpowiedział beztrosko.
Tak go próbowałam
zepchnąć aż razem z nim sama poleciałam na ziemię. On wylądował na plecach, a
ja na czworakach na nim.
-Ooooo było od razu
powiedzieć, że o to ci chodzi – poruszał brwiami.
-Zbok! – przyłożyłam
jego policzek do ziemi i próbowałam wstać, ale złapał mnie w biodrach. – Ej no
puść mnie! – próbowałam odbić się o jego klatę.
-Jak dostanę buziaka –
wyszczerzył się.
-Oooo nie! – dalej
próbowałam się uwolnić, ale mocno mnie trzymał. Natomiast on uśmiechnięty i
pewny siebie wskazywał nadal an swój policzek. Wywróciłam oczy i pocałowałam go
w ten policzek nieszczęsny aż mnie puścił. -No wreszcie! Mogę oddychać! –
wstałam i rozłożyłam ręce próbując zachować równowagę.
-Heh. Przeżywasz. –
również wstał.
-Idiota! – walnęłam go z
poduszki. Mimo to wcale nie mówię, że nie podobało mi się całowanie go mimo, że
tylko w policzek… Wo, wo! James!
Zobaczyłam, że laptop
się włączył. Weszłam na skypa. Dziewczyny były dostępne. Od razu zadzwoniłam.
Ja: Sieeeemkaaaa! –
pomachałam im.
One: No eloooo! Wreszcie
jesteś! – odmachały mi.
Ja: Rozpakowywałam się iiiii
przyjmowałam gości.. – spojrzałam na Latynosa przymrużając oczy.
Carlos: Siemka! Witajcie
dzieci, co robicie? – wyszczerzył się do dziewczyn siadając na przyniesionym
krześle.
One: Trochę czekałyśmy na
was. – wzruszyły ramionami.
Ja: Aż tak wam nudno? –
uniosłam brew.
One: Eeeee.. – znów
wzruszyły ramionami. I wtedy coś zauważyłam.
Ja: Ej czemu Pati nic nie
mówi? Pati co jest? – spojrzałam na nią. Siedziała na brzegu łóżka ze
spuszczoną głową.
Wika: Nie wiemy. Jest taka od
waszego odlotu.
Ja: Oooooo. Aż tak się
wzruszyłaś, że wyjechałam? ^^
Pati: Nie.
Ja: -,- No dzięki. Miło.
-,-
Pati: Znaczy też, ale to nie
to.. – próbowała wyjaśnić, ale przerwał nam Kend.
-Siemka. Słuchajcie
zamówiliśmy pizzę, idziecie? – spojrzał na nas, a potem na monitor. – A co tam robicie?
:) – zaczął bardziej się wychylać, aby
zobaczyć ekran laptopa.
-Aa gadamy z… -
zaczęłam, ale spojrzałam na ekran, gdzie zobaczyłam, że Pati zauważa Kenda i
obraz nagle znika. - …Już z nikim. Idziemy – uśmiechnęłam się i wyszłam za
Kendem z pokoju, ciągnąc Carlosa za sobą.
Zachowanie Pati i Kenda serio jest bezsensowne, ale się im nie dziwię.
Ejj!! Przecież ja mam tę kamerkę! Muszę mu to pokazać! – uświadomiłam sobie.
Puściłam Carlosa i szybko pobiegłam za Kendem.
-Kendall! – zbiegłam ze
schodów i wpadłam do kuchni.
-Co? – spojrzał na mnie
siadając przy stole.
-Muszę ci coś pokazać! –
podbiegłam do niego nerwowo.
-Co? – zapytał razem z
Jamesem podczas kiedy Carlos przysiadł się do stołu.
-Baby’s uśmiech! – Logan
zrobił nam fotkę. – Zdjęcia na twittera „
Po powrocie do L.A. przy pizzy” ^^ xD.
Nagle zadzwonił dzwonek
do drzwi.
-Otworzę. – wskazał na
drzwi Kendall.
Poszedł otworzyć, a
kiedy już otworzył usłyszałam kobiecy głos. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam
jaką obcą, śliczną dziewczynę.
-Lucy!! – przytulił ją.
-Kendall! – odwzajemniła
uścisk.
-Jak ja cię dawno nie
widziałem! – uśmiechnął się i pocałował ją w policzek po czym wprowadził do
domu, czyli aż 2 metry
dalej, zamykając drzwi. W tym momencie
podszedł do mnie Log.
-O co be? Kto to?? –
szepnęłam do niego nie odrywając od nich oczu.
-To Lucy Grender. Jego
stara przyjaciółka. – wyjaśnił mi.
-Uff! To całe
szczęscie - odetchnęłam z ulgą. Nagle
oślepił mnie flesz i zobaczyłam, że Log robi im zdjęcie. Kiedy już odzyskałam
wzrok zobaczyłam, że wrzuca te zdj na twittera.
-Nie! Powaliło cię?! –
szybko wyrwałam mu tel.
-Co jest? – spojrzał na
mnie nieogarnięty.
-No?! A co Pati pomyśli
jak to zobaczy?? -,- - spojrzałam na
niego jak na idiotę.
-Aaaa. – ogarnął kiwając
głową na co tylko wywróciłam oczy.
-Ekhem! – spojrzeli na
nas Kend i ta jego przyjaciółka.
-Co jest? – wskazał na
nas blondyn.
-Nic – odpowiedziałam
chowając tel Loga za swoimi plecami.
-Okk. Aa, czekajcie, wy
jeszcze się nie znacie. Wera, to jest Lucy, moja stara dobra przyjaciółka ^^,
Lucy, to jest Wera, nasza przyjaciółka z Polski.
-Cześć, miło poznać –
podeszła do mnie i podała dłoń z sympatycznym uśmiechem. Nie byłam do niej
przekonana, ale robiła wrażenie tak miłej osoby, że to byłoby głupie jakby mi
odwaliło, że może odbić Kenda dla Pati.
-Hej – podałam jej dłoń
i też się uśmiechnęłam.
-To jak, mieszkasz tu z
nimi? – rozejrzała się po pomieszczeniu.
-Tak. – odpowiedziałam.
-Fajnie. Lubię to
miejsce – uśmiechnęła się.
-Luc, może zostaniesz z
nami na powrotnej pizzy xd. – podszedł do nas Kend. Nie byłam tym pomysłem
zachwycona. Nie to, żeby coś, ale to było nasza prywatna powrotna pizza. Jednak
nie dałam po sobie poznać niezadowolenia.
-Nie, nie. Nie będę się
wam wcinać. Przyszłam tylko się przywitać, jak tylko dowiedziałam się o
koncercie powrotnym bardzo się ucieszyłam, że wracacie xd. – uśmiechnęła się.
Mimo, że była tak strasznie miła nie mogłam pozbyć się myśli, że może odbić
Kenda Pati. No, ale halo! Przecież to tylko przyjaciele.! Luz.
-No ok., jak chcesz. –
odrzekł Kendall. – Odprowadzę cię. – dodał kiedy dziewczyna zajrzała do kuchni
i pomachała chłopakom po czym do każdego podeszła i przytuliła, kończąc na
Logu.
-Coś nie tak? – spojrzał
na mnie kiedy wyszła.
-Nic. Chyba nic.. – odpowiedziałam spuszczając głowę. Martwiłam
się o Pati i z dnia na dzień zastanawiałam się czy jeszcze do siebie wrócą
chociaż w głębi serca czułam, że się kochają i, że znów będą razem. Musiałam jak najszybciej pokazać te nagranie
dla Kenda.
-Ej słuchaj! –
podbiegłam do Schmidta.
-Hm? – spojrzał na mnie
stając w progu kuchni.
-Naprawdę muszę ci coś
pokazać! – nalegałam i zaczęłam go ciągnąć za ramię.
-Oj już nie przeżywaj
tak. Nie pali się. A nasza pożegnalna pizza stygnie. Już nie zatrzymujmy.
Potem. Oki? – położył dłoń na moim ramieniu.
-No okkii.. –
westchnęłam i się usiedliśmy do stołu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

