wtorek, 11 czerwca 2013

Jednorazówka cz. 2..? ....eee nie

Siemka skarby! 
Siedzę tutaj u pewnego idioty którego z nacie z bloga *klik* (a jak komuś się nie chce wchodzić to podpowiem,że to Odwrotność losu )  No więc ten cwel przed chwilą puszczał 1d, więęęęęęcc... AAAAAA!!!!! Ratunku!!!!  Ale zaraz mnie uratuje kumpel, bo przyjdzie pod blok. Będziemy się gwałcić.! xD :D Nie no nieee.... chyba...xd
No, ale odbiegamy od tematu.
Drodzy Parafianie!
Zebraliśmy się tu dziś, aby połączyć Was z informacją, że osoba, która w tym momencie tu stuka w klawiature, przez jakiś czas nie będzie dodawałą notek. Czy ktoś ma coś przeciwko? Jeśli tak niech odezwie się teraz lub milczy na wieki.
<cisza na sali>
A więc już nieodwrotnie ogłoszone i ustalone. Możecie krzyczeć : "dlaczego?!"
Ekhem! A więc! Mam straaaaaaaaaaaaaaaasznieeeee zwalony laptop, bo po starszym bracie -,- i jest strasznie spierdzielony i juz nie raz został przeze mnie pobity. Coś tam w środku lata. Nie wnikajmy. A więć w końcu tak się wkurwiłąm, że kciukiem przycisnęłam róg ekranu i ... PĘKŁ EKRAN OD ŚRODKA.! Tak wiem... tylko ja jestem tak zdolna. A, że muszę już spadać to.. trzymajcie się tam i czekajcie na  mnie cierpliwie. Tak wiem... ja też to bardzo przeżywam.., ale również to, że sytuacja z komciami się pogorszyła. -,- :( Mam nadzieję, ze do mojego mam nadzieję szybkiego powrotu to się poprawi.
Bardzo mucho mucho Was kocham!! mucho - muczo. a nwmm...  kurde to w innym języku, no!
Czymajcie się tam.!!!! :'''''''( Do zobaczenia Rusherki kochane!! Pomódlcie się za mnie i ten mój złom, albo nowy laptop, którego pewna nienormalna kobietra, moja matka -,- , NAWET W TAKIEJ SYTUACJI, nie chce kupić!!!! Paaaaaa skarby ;**********************
A więc w Imię Carlosa, Logana i Kendalla oraz Logana. Amen!! ;***********



niedziela, 2 czerwca 2013

Jednorazówka - 4.000 wejść!! :D part 1

Łuuuuufff!!! Udaaaaaaaaaaaaałoooo sięęęęęęęęę!!!!!!!!!!! Kocham Wasss!!!! <333
Wiem, że długo mnie tu nie było, ale tle pracowałam nad tą jednorazówką, a i tak mi nie wyszła -,- 
Bo najpierw zaczęłam jedną, ale jakoś mi się nie spodobała i musiałam wymyślić tą. A już tyle się nad nią męczyłam, że sobie sprawy nie zdajecie! -,-  O no i jeszcze gify doszły -,-  Ale to wszystko dla Was!  <33 XD
Słuchajcie jesteście najlepsi!!   Po prostu kocham Was za wejścia!!!! <333 A o komach to aż brak mi słów..
Pod przed-ostatnią notką 4 komki, w tym jeden mój :D, i pod ostatnią 3! :D 9 obserwatorów!!!  ^^ :D XD  Widzę, .że ktoś jednak mnie tu serio kocha!!! :D <33 Jesteście najlepsi!!!!
Więc o to i dla Was 1 część jednorazóweczki:
(przepraszam, że nie wyszła .... :(  )
-------------------------------------------------------------------------------------------------------


Siemka. To takkk… Jestem Cassede Jons.  Ale mówią do mnie Cass. Mam 19 lat iiii kończę szkołę :D. xD  Jestem jedynaczką, ale mam świetnych przyjaciół. Na chwilę obecną,  nie jestem tak rozrywkowa i szalona jak kiedyś. Ubieram się, zachowuję itd., inaczej niż kiedyś. Ciągle noszę włosy w kucyk, czasem zakładam zerówki, jakaś bluzka i spódniczka, od czasu do czasu EWENTUALNIE jakieś jeansy, których kiedyś w szkole w ogóle nie nosiłam, no i bardzo dobrze się uczę. Najlepiej w szkole. Nie chodzę na imprezy poza szkolne, a i na szkolnych nie szaleję.  Bardzo dużo się zmieniło. Kiedyś zawsze topy, jeansy, najczęściej krótkie i luźne, zwaliste ciuchy, muzyka na full i impreza zawsze i wszędzie. A pytanie CO, mnie tak zmieniło?  Kiedy miałam 16 lat moi rodzice i młodsza siostrzyczka, Katy, zginęli w wypadu samochodowym. Chcieli mnie wziąć do domu dziecka. Ale ja nie dawałam się.  Uciekałam i robiłam co mogłam, żeby mnie nie znaleźli. Sytuację uratowała pewna rodzina, która mnie zaadoptowała. Moja przybrana matka ma 35 lat, a ojciec 41. Bardzo mnie pokochali i zapewnili wszystko co potrzebne. Starali się mnie pocieszyć i wrócić do życia. Udało im się, ale jednak, już nic nie było tak jak kiedyś. Mimo, że również bardzo ich pokochałam, jednak nie byli w stanie całkowicie zapełnić pustki spowodowanej śmiercią najbliższych. Nie miałam już kontaktu nawet z moją najbliższą rodziną. Nawet najlepsze przyjaciółki nie potrafiły przywrócić mi całkowicie radości życia i namówić, abym znów była sobą sprzed lat. Ale mimo to nasza przyjaźń przetrwała, a nawet wzmocniła się :) Jednak jedna rzecz się nie zmieniła. Lubiłam po powrocie ze szkoły, kiedy byłam sama, pograć na gitarze, napisać piosenkę i potańczyć. Jednak nikt o tym nie wiedział.. , ale nie ważne..
-Co dostałaś ze sprawdzianu z przyry? – spytałam Hally kiedy szłyśmy do szkolnych szafek.
-4.. , a ty? – nawet nie spojrzała na mnie.
-6. Bez zmian – uśmiechnęłam się, a moja przyjaciółka tylko wywróciła oczy.
Wymieniłam książki w szafce i nagle zobaczyłam moją 2 BF, Sarę.
-Siemka. Gdzie byłaś? – pomachałam do podchodzącej dziewczyny.
-Hej. W nauczycielu. Prosiłam o dopisanie mnie do listy uczestników wycieczki do USA. Moi rodzice w końcu się zgodzili.  – wyjaśniła i podeszła do swojej szafki, czyli tuż koło mojej.
-Ooo to fajnie. Zwłaszcza, że to pierwsza tak daleka szkolna wycieczka. I jak? Dopisali cię?
-Nom. Udało mi się.! ^^ Tylko wycha mi nawijała CAŁY CZAS ile to ona dla mnie teraz robi – zaczęła wywracać oczami i się zaśmiałyśmy.
-To jak? Idziemy? – podeszła do nas Hally i razem z Sarą przytaknęłyśmy.
*2godziny później*
-No nie wierze! Była taka ładna pogoda, a tak się rozpadało! -,- - jęknęła Sara wbiegając z Hally pod dach na przystanku autobusowym.
-Eee, przeżywacie. Ja tam lubię deszcz! ^^ - wyszczerzyłam się i zakręciłam zbierając przy okazji krople wody, czyli po ludzku; bardziej się zmoczyłam.
Spojrzałam na chwilę na dziewczyny, które uniosły brew.
-Eee. Znaczy.. Lubiłam.. – ogarnęłam się, włożyłam bluzę i jednocześnie kaptur po czym schowałam się obok nich.
-Cass. Po co udajesz. Przecież nic, a nic się nie zmieniłaś. To, że Twoi rodzice i Katy zginęli nie znaczy, że musisz zmieniać całe twoje życie – powiedziała Sara, a Hally ją szturchnęła łokciem w biodro. – Ooouu.. Sorki…
Nic nie powiedziałam. Wyszłam spod daszku i stanęłam w kałuży. Wszystkie wspomnienia wróciły.. Chciałam jak najszybciej stamtąd zniknąć. I moje życzenie zostało wysłuchane. Nagle zobaczyłam swój autobus. Szybko do niego wleciałam bez żadnego słowa, usiadłam na samym końcu i wsadziłam słuchawki w uszy. Tak bardzo chciałam w końcu od tego wszystkiego uciec…
*1miesiąc później*
Od tamtych słów Sary na przystanku zrobiłam się jakoś bardziej markotna. Nie miałam prawie na nic ochoty, nigdzie, ale to nigdzie z nimi nie chodziłam, od razu po lekcjach wracałam do domu i zamykałam się w swoim pokoju. Może to był taki rodzaj próby ucieczki od tego wszystkiego i mimo, że wiedziałam, że to wszystko nie ma sensu, brnęłam w swoje…  Natomiast sama Sara cały czas mnie przepraszała, ale ona oprócz tego, że mi to wszystko przypomniała i uświadomiła nic nie zrobiła. To był mój problem, z którym to ja musiałam sobie poradzić. Rzecz w tym…, że nie wiedziałam jak…
Tak czy inaczej.. Był dzień wyjazdu do USA. A, że przez ten dół w jaki wpadłam nie była zbyt uważna nie wiedziałam nawet do jakiego miasta jedziemy. Widziałam, że dziewczyny strasznie się z czegoś cieszą, ale jak już mówiłam, niezbyt ich słuchałam. No mniejsza…
Wstałam i poszłam wziąć prysznic. Potem przebrałam się, włosy sczesałam w kucyk i włożyłam te swoje ukochane zerówki, które teraz już nosiłam cały czas. Wzięłam swoją walizkę z rzeczami i torebkę i zeszłam na dół.
-Hej – powiedziałam wchodząc do kuchni i odstawiając walizkę.
-Cześć. Jak się spało? – uśmiechnęli się ciepło moi… moi rodzice…..
-Dobrze, dzięki – uśmiechnęłam się i podeszłam ich przytulić.
-Może jednak chcesz, żebyśmy cię odprowadzili pod autobus? – spytała moja.. eh no moja mama podczas kiedy ja brałam jabłko.
-Nie dzięki. Dam radę. – uśmiechnęłam się jedząc te jabłko i chwyciłam walizkę, na której umieściłam torebkę tuz obok rączki tak, że nie spadała.
-Wiemy, wiemy, że dasz. – odpowiedział mójjj tataa.
-No to paa. Bardzo Was kocham. – podeszłam do drzwi, obróciłam się uśmiechnęłam do moich przybranych rodziców podczas kiedy oni do mnie podeszli i przytulili.
-My ciebie też. To trzymaj się tam i bądź grzeczna – uśmiechnęli się. – Paaa – pomachali mi z uśmiechem.
-Oki. Paa – odmachałam i wyszłam. Zobaczyłam, że autobus już stoi na przystanku, więc szybko tam pobiegłam.
-Dobry. Czekał Pan na mnie? – uśmiechnęłam się do kierowcy próbując wciągnąć tę nieszczęsną walizkę.
-Dzień dobry, dzień dobry. – również się uśmiechnął. – Na ciebie Cassede zawsze – mrugnął do mnie.
-Heh, dziękuję. – uśmiechnęłam się i po wciągnięciu tej walizki zajęłam miejsce, ale tym razem, pierwszy raz od bardzo dawna na początku, a nie w rogu na końcu. Czułam.. nie wiem czemu…, że ten wyjazd będzie naprawdę magiczny i, że wiele zmieni.. takie uczucie…
Podjechaliśmy pod naszą szkołę. Szybko wyleciałam z autobusu i podbiegłam do dziewczyn.
-Heejj – pomachałam im.
-Siemka. – uśmiechnęły się do mnie.
-Widzę, że humor dobry. – dodała z uśmiechem Sara.
-A no jakoś tak – uśmiechnęłam się.
-Z góry uprzedzam twoje pytanie, nie, nie spóźniłas się. Policja sprawdza autokar. Nie wiem po co skoro do najbliższego lotniska mamy tylko 600 km, ale jak tam chcą – jak dobrze one mnie znają xd ^^.
-Hehe, Oki – odpowiedziałam. Nagle poczułam, że ktoś podnosi moją spódnicę i jedzie ręką do półuda. Nagle koło siebie zobaczyłam Martina. Tego chama z naszej klasy -,-
-Spadaj! – spoliczkowałam go.
-Ałł! – zasyczał i złapał się za policzek. –Jaka ostra.! Jesteś seksowna, nie powinnaś się ograniczać, a korzystać z tego. Kiedyś taka ostra nie byłaś.
-A teraz jestem!! Won!! – wskazałam na kilku innych chłopaków z naszej klasy.
-Ehh.. to może inna seksowna koleżanka – pomajtał brwiami stając między Sarą, a Hally.
-Wypad! – popchnęły go tak, że się wywalił na chodnik xD. Haha! Bezcenny widok!
-Ejj! – zaczął się otrzepywać, a my z niego gniłyśmy.
Nagle usłyszałyśmy naszą nauczycielkę:
-Możecie już wsiadać do autokaru, odjeżdżamy! – oznajmiła i razem z dziewczynami wbiegłyśmy do środka zajmując miejsca na końcu xd.
-Ejj, a tak wogle to gdzie my jedziemy? – uniosłam brew patrząc na dziewczyny, a one strzeliły takiego facepalm’a , że aż spadły z siedzenia.
-Nawijamy ci o tym przez cały miesiąc!!! – wydarła się Hally tak, że wszyscy w autokarze na nas spojrzeli. – A nic.. – machnęła rękami na znak „koniec” i usiadła się na miejscu z niewinną minką.
-Debilu! – walnęła mnie Sara. Już chyba nie mogła się dłużej powstrzymać – Do L.A. Jedzieeeeemyyyyyy!!!!! – wydarła się i znów padł na nas wzrok wszystkich. One, fajnie, schowały się  za fotelami, a ja siedziałam na środku -,-
No i zostawiły mnie na pastwę losu.! -,-
-Caaaaaaasedeeee! – spojrzała na mnie groźnie nauczycielka.
-Co? Co?! No, al.-ale! To one, no!   -wskazałam na schowane Sarę i Hally, a nauczycielka tylko syknęła.
Tamte dwie wyszły i rozejrzały się z wyszczerzem.
-No Cass – z uśmiechem oparła się o mnie Sara, a ja wylałam na nią jej picie.
-Ejjj!!! – wydarła się i stanęła na siedzenie, a Hally za mną zwijała się ze śmiechu.
-Ojjj, dla cb też mam prezent – obróciłam się do niej usmarowałam ją czekoladą na twarzy, a ta powtórzyła Sarę. Nauczycielka otworzyła usta kiedy na nas spojrzała. Sweet obrazek: Ja – prawie spadam z fotela ze śmiechu, Sara – cała mokra w piciu skacze i drze się na siedzeniu, a Hally – cała usmarowana w czekoladzie również drze się i skacze na fotelu.
-Dzieeeeeeeeeeeeeeeeeeeewczyyyyynyyyyy!!! – wydarła się nauczycielka, kierowca gwałtownie zahamował przez co owa nauczycielka się wyglebała i trawiła twarzą w torbę z pawiem Tymka.
-Bonus! – przyciągnęłam rękę z zaciśniętą pieśnią. Każdy wzrok padł na nas, a nauczycielka wstała wściekła jak nigdy.
*30minut później*
-Cassede .. Co się  z tobą dzieje? Przecież byłaś taką spokojną i grzeczną dziewczyną. Może trochę zbyt zamkniętą w sobie, ale nigdy bys czegos takiego nie odstawiła. Co się dzieje? – nauczycielka jeszcze raz otarła chusteczką twarz. To może ja powiem co się wydarzyło?
No autokar zajechał na stację benzynową. Wszyscy polecieli do sklepu, a Sara, Hally i nauczycielka umyć się. No i nauczycielka wyszła pierwsza i właśnie zaczęła gadać. Tylko dziwne, że się na mnie nie wydarła?
-Nie wiem.. Naprawdę. Nie wiem… - spuściłam głowę.
-Może to przez towarzystwo? – spojrzała  na moją opuszczoną twarz.
-Niee. .. – podniosłam głowę i zaczęłam, ale nagle rozległ się krzyk kierowcy, że odjeżdżamy.
-Słuchaj. Nie zadzwonię do twoich rodziców i nie wrócisz do domu, bo jeszcze byś mogła, ale opamiętaj się. – postawiła mi warunek nauczycielka.
-Dobrze. Dziękuję – przytuliłam ją. No to też się nigdy nie zmieniło i nie zmieni. Kocham się przytulać ^^ Szybko pobiegłam do autokaru, a za mną weszła właśnie nauczycielka. Kiedy ruszyłam w stronę swojego siedzenia odezwała się.:
-Cassede! Stój! Jakaś kara musi być. – obróciłam się i spojrzałam na nią niepewnie. Nauczycielka rozejrzała się i widocznie wpadła na pomysł.
-Colin. – wskazała na kolejnego gościa z mojej klasy, który siedział z Martinem – Idź usiądź z Maxem, i tak siedzi sam, ja pójdę na miejsce Cassede, a ona usiądzie na twoje miejsce – powiedziała, a ja zamarłam. Spojrzałam na wyszczerz Martina, który właśnie odwrócił się w moją stronę i padłam na kolana.
-Nieeee!!! Dlaczego??!!! – uniosłam ręce ku górze i zrobiłam zrozpaczoną minę.
-Mam ci powiedzieć? -  uniosła brew nauczycielka.
-No może nie. – wstałam i się otrzepałam. – Ale błagam! Nie z nim!! – podeszłam do niej.
-Widzę, że to jednak dobra kara. Siadaj! – usadziła mnie obok tego cwela, a sama poszła na moje miejsce, natomiast dziewczyny, które również nie były specjalnie zadowolone, delikatnie mówiąc, rzuciły mi moją torebkę. Co było najgorsze.? Że w tym nowoczesnym czy jakos tam autokarze każdą parę siedzeń można było zasłonić zasłonką umieszczoną na górze, tak, żeby nie było widać osób siedzących na owych siedzeniach, więc miałam bardzo złe przeczucia.
-No hej. :D J A więc los i tak cię na mnie skazał  - wyszczerzył się i pomajtał brwiami.
-A jak się do mnie zbliżysz chociaż na centymetr to skaże twoją twarz na moją pięść – pokazałam mu swoją zaciśniętą pięść i obróciłam się w drugą stronę opierając o oparcie. Ehh jeszcze tylko 1, 5 godziny drogi -,-
*5godzin później*
No i dolecieliśmy! Wiecie jak przeżyłam jazdę autokarem? Zasnęłam i śniło mi się BTR ^^ Tak, tak. Mam ulubioną piosenkarkę, ale to też mój ukochany zespół ^^ A w samolocie już z dziewczynami, więc było fajnie. Tak czy inaczej. Dolecieliśmy. Właśnie, cudem, nauczycielka nas ogarnęła i wyprowadziła gromadą przed lotnisko. Czekaliśmy na autobus, który miał nas zawieźć do naszego hotelu. Zwiedzanie itd., zaczynało się dopiero od jutra. Razem z dziewczynami byłyśmy bardzo podjarane tym wyjazdem i już planowałyśmy jak się wykręcić z grupowego zwiedzania i niepostrzeżenie nawiać i poznać Big Time Rush! ^^ Znaczy.. to one  planowały, a ja tylko stałam i potakiwałam z uśmiechem, ale strasznie byłąm tym podjarana i miałam masę swoich pomysłów, ale jak zaczęłabym to znów by męczyły, że wcale się nie zmieniłam i powinnam wrócić do życia -,-   No tak czy inaczej. Podjechał do nas taki wielki, czerwony, dwupoziomowyautobus, taki jakis angielski, ale co tam. Poszłyśmy z dziewczynami na tyły na górze i obczajałyśmy wszystko co mijałyśmy. Machałyśmy do wszystkich ludzi itd.. lepiej nie wnikajmy co jeszcze robiłyśmy… :D
Dojechałyśmy do wspaniałego, hotelu..
-Witajcie w hotelu Heavenly Place w Los Angeles! – rozstawiła szeroko ręce nauczycielka i wszyscy jeszcze raz bacznie przyjrzeli się budynkowi z miną *0* Widzieliśmy, że w L.A. jest wiele hoteli nawet jeszcze piękniejszych, ale ten podbił nasze serca xD
Już po chwili wszyscy rzucili się do wejścia i dopadli holu głównego przy czym potrącili nauczycielkę i Bóg wie kogo jeszcze. Pani Stars się otrzepała i weszła za całą resztą, a ja wywróciłam oczy i poszłam za nią. Po dłuższej chwili ,ze względu na to jak wszyscy kulturalnie się zachowywali w nowym miejscu, w którym przyszło im mieszkać, dostaliśmy klucze od pokoi i pognaliśmy do windy. Nie była ona największa, ale wszyscy jakoś się pomieścili. Dziewczyny powchodziły chłopakom na ramiona i w ten sposób jakoś się ścisnęli, ale ja już nie wlazłam. Sara i Hall próbowały jakoś się do mnie przedostać, ale były mega sciśnięte w środku. Winda się zamknęła, a ja westchnęłam. Spojrzałam na schody.:
-Ehhh. Tylko wy mi zostałyście – wzruszyłam ramionami i poszłam. Nasz ,  w sensie mój &Sara &Hal, był na 5 piętrze, więc ten…. -,-
Kiedy już tam dolazłam -,- wszyscy byli już w pokojach. Można było to wywnioskować po dźwiękach dochodzących z nich. Nie wnikajmy..
Nasz pokój był trochę odsunięty od reszty, tak trochę sporo i jeszcze sąsiadowałyśmy z jakimiś ludźmi nie z naszej klasy, aaaale to miało swoje plusy. Gdyby taki Martin chciał do nas przyjść w nocy to zanim by doszedł to nauczycielka dawno by go dorwała.  No i byłyśmy baaardzo daleko od nauczycielki samej ^^ Tak czy inaczej. Szłam do naszego pokoju korytarzem, a że był obok windy przeszłam też przy niej. No i kiedy tak przechodziłam wybiegł z niej jakiś czubek w kapturze i okularach przeciwsłonecznych. Oczywiście, bo takie już moje szczęście, wpadł na mnie i oboje się wyjebaliśmy.
-Ałłł! No kurde! Serio?! Nawet nie mogę dojść do swojego pokoju, żeby mnie ktoś nie spróbował zmolestować?! – otrzepałam się i rozłożyłam ręce.
-Emm.. sorki. – gościu się pozbierał i otrzepał.
-Sorki?! Ty… - zaczęłam, ale gościu złapał mnie za rękę, którą ku nie mu wystawiłam wskazując na niego.
-Nie mamy czasu! Szybko, chodź! – pociągnął mnie za sobą. Podbiegł do pokoju obok naszego i wyjął klucz. Zaczął grzebać w zamku i otworzył drzwi. Wepchnął mnie do środka i spowrotem je zamknął. Wylądowałam w kącie przy drzwiach, a to co zobaczyłam sprawiło, że oparłam się o ścianę i zjechałam na ziemię nie mogąc się już ruszyć. Zobaczyłam………KENDALLA SCHMIDTA!!!!!!!! *OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO*
-Stary! – rozłożył ręce patrząc na gościa w kapturze. Jak dobrze, że mam szósteczkę z angola ^^ – Co jest!?
-Sory – tajemniczy debil zdjął kaptur i okulary i wiecie kto to był??!! ….CARLOS PEEEEEENAAAAAAAA!!!! *OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO*
Awwww :3 – Ale byłem na dole i tam jakieś laski mnie poznały i zaczęły gonić. Jechały na górę windą za mną, ale chyba już je zgubiłem.
-A to? – uniósł brew blondyn wskazując na mnie. – Jedna z nich?
-Nieee – pokręcił głową Carlos. – Na nią wpadłem jak biegłem do pokoju.
-Ty i twój talent – wywrócił oczami Kendall i podszedł do mnie wyciągając rękę. Niepewna i speszona w końcu podałam mu rękę i wstałam. – Powodzenia z nim – wskazała na Carlosa i chwycił kurtkę. – Ok. to ja lece. Log i James dzwonili, już czekają na mnie w studiu. To narka. – powiedział do Carlosa i wyszedł.
-Emm.. sorki, że tak na ciebie wleciałem – złapał się za tył głowy Carlos zwracając się do mnie. Przede mną stał mój ukochany idol, w którym byłam zakochana odkąd pamiętam, a ja nie potrafiłam nawet drgnąć. No i stałam tam jak kołek, cała czerwona aż w końcu tylko spuściłam głowę i cicho mruknęłam
-Mhm.. – grzywka która zleciała mi na oczy zasłoniła wzrok.
-Wszystko gra? – Carlos podniósł moją głowę i odgarnął grzywkę. Spojrzał mi w oczy, a ja zatopiłam się w tych jego pięknych, brązowych tęczówkach. *OO*
-Emm.. emm.. takk.. jak nigdy.. – uśmiechnęłam się delikatnie.
-Wnioskuję, że nasza fanka – uśmiechnął się na co przytaknęłam. – Heh miło poznać. Może chcesz na przeprosiny autograf?
-Emm…znaczy.. – w końcu się sama na swoją głupotę wkurzyłam. Kaszlnęłam i starałam się normalnie gadać. I udało mi się *.* O.o – Tak. Pewnie. Bardzo bym chciała. – uśmiechnęłam się. Carlos poszedł po jakąś kartkę i dał mi swój autograf. – Dzieki.
-To co robisz w Heavenly Place? Wakacje czy coś? – spojrzał na mnie Carlos rozsiadając się na kanapie.
-Niee. – pokręciłam głową. – Wycieczka szkolna. Jestem w ostatniej klasie. – pochwaliłam się xD.
-Ooo, maturzystka :P To ile masz lat? – usiadłam obok niego naprzeciwko i obróciliśmy się do siebie.  – Poczekaj – wstał  - Za chwilę wracam. – wyszedł pokazując znak czekania.
-Ok. – wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje!! *0* Właśnie siedziałam na jednej kanapie z moim idolem i swobodnie, beztrosko gadałam. *0*   Nagle dostała sms-a od Sary.

Sara:
Cass gdzie jesteś?! Stars powiedziała, ze nie będziemy marnować całego dzisiejszego dnia i choć jedną rzecz zwiedzimy. Idziemy zobaczyć jakiś pomnik, a jak starczy czasu do lecimy do centrum handlowego!! :D A co ważniejsze obiecała nam, że codziennie będziemy mogły chodzić do tego centrum, bo jest niedaleko! ^^  Nwm gdzie cię wcięło, ale powiedziałyśmy, ze strasznie źle się poczułaś, więc bądź przygotowana. Jak chcesz mogę ci coś kupić w centrum. Daj znać co z Tb.

Cass:
Wielkie dzięki za pomoc. Nie uwierzyłybyście mi, gdybym Wam powiedziała. A co do tego centrum to zawaliście :D i tak, możesz mi coś kupic :D.  Odwdzięcze się ;)

Sara:
Ooo, ja i tak z cb wyciągnę co się dzieje. Ok, tylko nie wyobrażaj sobie za dużo. Ja tez potrzebuję sobie cos kupić, a ty masz swoją kasę.

Cass:
Ehh. No Oki zgredzie jeden :P

Sara:
Ale ci się oberwie! Xd

Cass:
Haha! ;D

Właśnie wtedy przyszedł Carlos. Niósł.2 szklanki soku. Podał mi jedną i usiadł na swoim miejscu przyglądając mi się z uśmiechem.
-Dzięki – uśmiechnęłam się do niego obejmując szklankę.
-Coś się wydarzyło, gdy mnie nie było? – uśmiechnął się do mnie lekko przechylając główkę w prawo tak słodkooko ^^.
-Tak. Moja wycieczka gdzieś wyszła, więc teraz nie mam jak wrócić do pokoju. Mogę tu zostać aż wrócą?? – spojrzałam na chłopaka błagalnie.
-No jasne – zaśmiał się.
-Dzięki – uśmiechnęłam się i rzuciłam się na niego przytulając. A kiedy sobie uświadomiłam co robię odsunęłam się od niego szybko. – Prze-przepraszam.. Zapędziłam się.. – spaliłam buraka i usiadłam z powrotem na swoim miejscu kuląc się lekko.
-No coś ty.! Nic się nie stało. – zaśmiał się i machnął ręką. – Z resztą już dawno nikt mnie tak nie przytulał – zamajtał brawiami i się zaśmiał.
-Heh, a dziewczyna? – uniosłam brew.
-A tak.. Alex.. zerwaliśmy tydzień temu.. zdradziła mnie.. – spuścił głowę.
-Ooo … - również spuściłam swoją. Po chwili jeszcze raz spojrzałam na jego smutną twarzyczkę i przysunęłam się do niego. – Widocznie nie byłą ciebie warta  - objęłam go ramieniem i uśmiechnęłam się.
-Dzięki – spojrzał na mnie z uśmiechem. – Wiesz.. jesteś pierwszą fanką, która zachowuje się przy mnie tak swobodnie i mogę się przy niej otworzyć.. – spaliłam buraka.
-Dzięki.. Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.. – uśmiechnęłam się i spuściłam głowe. – Ja tez nigdy nie spodziewałam się, że będę się tak zachowywac w twojej obecności – spojrzałam mu w oczy.
-Heh – uśmiechnął się. – No, ale w końcu mi nie powiedziałaś ile masz lat? – usiadłam naprzeciwko niego po turecku.
-19 – uśmiechnęłam się.
-Spoko. A ja.. – zaczął, ale mu przerwałam. 
-Hej. Jestem twoją fanką. Przecież wiem ile masz lat. – uśmiechnęłam się do niego.
-No tak. Nie mogę się przyzwyczaić, że tak dobrze mi się spędza czas z moją fanką – wyjaśnił.
-Ee? Masz coś do fanek? – uniosłam brew. Zaczęłam nie ogarniać.
-No w sensie.., bo jak jest się sławnym to nigdy się nie wie komu można ufać, a fanki często by chciały po prostu autografów itd. Ale ty jestes inna.. Ufam ci – uśmiechnął się do mnie delikatnie.
-Dzięki… ty też jesteś niesamowity – uśmiechnęłam się. – Kurde! Chyba się rozckliwiam, może ci to przeszkadza.? – spojrzałam na niego spod grzywki.
-No coś ty. – zaśmiał się.
-Hmm.. słuchaj – spuściłam nogi z kanapy i spojrzałam przed siebie. – A właściwie to czemu ty uciekałeś przed fankami? Znaczy.. W gazecie pisali, że gdzies zniknęliście i cos o jakiejś piosence.. o co chodzi? – spojrzałam na niego.
-Wiesz.. – usiadł tak jak ja. – Już jakiś czas temu mieliśmy napisać jakąś piosenkę, ale nam nie wychodzi. Spójrz. – wyjął gitarę i zaczął trochę brzdąkać.
-Hmm.. To może ci pomogę – usiadłam bliżej niego i objęłam go tak, że mogłam jego rękami sterować na gitarze. – Proponuję coś o miłości, hm? – uśmiechnęłam się. Zaczęłam ruszać jego rękami, wybierać akordy i nucić. – Widzisz.! Fajnie to teraz brzmi. I teraz dodaj takie na na na na – zaczęłam mu nucić, a on potakiwac w rytm.
-Dokładnie! – ucieszył się.
-Ok. i teraz mocniej.. – dalej sterowałam jego rękami na gitarze. – I tearz delikatnie.. – Super! – uśmiechnęłam się. – Trzymaj! – wyjęłam kartkę i ołówek. – Jeszcze tekst.
-Może zacznijmy od tytułu? – zaproponował.
-No Oki. To o czym konkretnie chciałbyś napisać? – spojrzałam na niego, a on się zamyślił. Nagle zaczął delikatnie szarpać struny i mówić.:
-Może o dziewczynie, która mi się podoba. Jest w niej coś innego niż w reszcie. Pojawiają się uczucia, których dotąd nie znałem.. – mówił.
-Super. Teraz tylko przelej to na kartkę i macie nowy hit – uśmiechnęłam się i wstałam słysząc, że dzwoni telefon.

*rozmowa*

-Halo?
-Cass! To ja, Sara. Właśnie wchodzimy do hotelu. Pod doniczką obok naszego pokoju zostawiłam klucz. Leć szybko! Stars na pewno prędzej czy później będzie chciała do ciebie przyjść.
-Ok. Dzięki za info. Pa.
-Pa.

*koniec rozmowy*
-Muszę już lecieć – wskazałam na drzwi zwracając się do Carlosa. – Ale wiesz.. mam pokój tu obok. Jak coś to daj znać. – uśmiechnęłam się.
-To fajnie. – ucieszył się, odłożył gitarę i wstał. – Tylko jak ktoś będzie to raczej nie będę miał jak.
-A, luz. Jestem z najlepszymi przyjaciółkami. To też Wasze fanki, ale postaram się je ogarnąć. – uśmiechnęłam się.
-Niee. Proszę. Na razie nic nikomu nie mów. Dobrze? – spojrzał na mnie błagalnie.
-No Oki. Na razie. To ja już lecę. Śpieszę się. – podeszłam do drzwi, a on za mną.
-Czekaj.. ja nawet nie wiem… - znów złapał się za tył głowy.
-Cassede. Spoko. To były nagłe wydarzenia, więc mogłeś.. – zaczęłam.
-Nie. Przepraszam. Jak zwykle nie pomyślałem… A wogle.. może poszłabyś tak, żeby nikt nie zauważył ze mną i chłopakami na jakąś imprezę? – niepewnie spytał.
-Ee.. emm.. niee.. sroki. I tak już mnie dziś poniosło. Muszę wrócić do normy. – zaczęłam iść w tył do drzwi szukając dłonią klamki.
-Co? O co ci chodzi? – uniósł brew.
-Ja.. nie jestem taka.. nie mogę… jestem spokojną wzorową uczennicą i nic wiecej… nigdy nie będę inna.. nie! Musze lecieć.! – otworzyłam już drzwi, ale złapał mnie za nadgarstek.
-Cassede.. wszystko gra? Nic nie rozumiem.. – patrzyliśmy sobie prosto w oczy stojąc tak blisko..
-I nie musisz.. – przejechałam mu dłonią po policzku, a potem położyłam ją na  ramię. – Dziękuję za wszystko Carlos. Pa… - pocałowałam go w policzek i szybko wyszłam.
CDN


piątek, 17 maja 2013

Część 35.



Ok., ok., ok. A więc hejo ^^
Uuuu wyczuwam jednorazówkę na 4.000 wejść. Matko jak ja Was kocham!!! ^^ <333 ;*****
Nie wierzę w to! <ociera łzę> Nie wierzę! 3 osóbki skomentowały moją poprzednią notkę! Xd <znów ociera łzę> Ale w sumie… musiałąm zabić jednego z bohaterów, żeby tak było? Really? Really?! 
Słuchajcie… Ten rozdział nie wyszedł mi ANI TROCHĘ! Wybaczcie, że go zmarnowałam :’(
No, a teraz bez przedłużania. Amen! I rozdział:
--------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                                *Kendall*

-Aaaa!! – gwałtownie podniosłem się z łóżka odrzucając kołdrę do przodu. – Uff! To jednak był tylko zły sen! Pati żyje!! – odetchnąłem.
-Kendall.  – odezwała się stojąca obok mojego łóżka z założonymi rękami i znudzoną miną Wera – możesz tak robić nawet 1000 razy, ale to nie zmienia faktu, że to co się wydarzyło, wydarzyło się naprawdę. – wywróciła oczy po czym ponownie patrzyła na mnie znudzoną miną i miną „jesteś idiotą”.
-Oooooo to taka z ciebie przyjaciółka. Nawet się tym nie przejęłaś! – wyrzuciłem jej prosto w twarz na co jej mina zmieniła wyraz, a oczy się zaszkliły.
-Kendall teraz to już przesadzasz – podszedł do Wery James i ją objął.
-Wera – wstałem z łóżka i podszedłem do obróconej do mnie tyłem dziewczyny. – Przepraszam – położyłem jej dłoń na ramieniu, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko jej ciche szlochanie. – Nie chciałem – spuściłam głowę, a dziewczyna się obróciła.
-Wiem. Wiem jak bardzo to przeżywasz.  –przytuliła mnie.
-Dzięki. Wiem, ze ty też. – odwzajemniłem uścisk. – Z resztą jak my wszyscy. – oderwałem się i spojrzałem na resztę stojącą przy moim łóżku, na które usiadłem.
-Musimy teraz jakoś się trzymać. – Wera usiadła obok mnie, a reszta podeszła do nas i stanęła obok Jamesa.
-Ale wy nie rozumiecie.. ja czuję.. ja czuję, że ona żyje.. – zacisniętą pięść przyłożyłem do klatki piersiowej i spojrzałem na stojących przede mną przyjaciół.
-Przykro mi – połozył mi dłoń na ramieniu Log - , ale musisz się z tym pogodzić. Nie możesz się łudzić. Kilka godzin temu rozbił się jej samolot. Przykro mi.
-Nie. Nie! Mówię Wam! Gdyby odeszła… w moim sercu zapanowałaby pustka. A tak nie jest. Czuje, że ona żyje. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to to się czuje. – upierałem się przy swoim.
-Stary… – usiadł obok mnie Log.
-Nie! Ona żyje! Naprawdę!!! Czuję to!! Uwierzcie wreszcie!! – krzyknąłem i wybiegłem z mieszkania. Dlaczego nie siedziałem załamany, nie płakałem i nie rozpaczałem? Bo czułem, że ona żyje! Wiedziałem to! Ale oni nie chcieli mi uwierzyć. Wtedy po raz pierwszy zacząłem wątpić. Ale tylko trochę, bo ciagle wiedziałem i wierzyłem, że żyje. Ale… ten gościu w tel.. On twierdzi, że nie żyje…  Powiedziałem już jej rodzicom… załamali się. I nagle naszła mnie taka koszmarna myśl. A jeśli to prawda… to…to co ja teraz z sobą zrobię? Moje życie bez niej nie ma najmniejszego sensu. Czy już nigdy jej nie zobaczę? Nigdy nie poczuję smaku jej ust? Jej oddechu mieszającego się z moim? Nigdy nie zobaczę jak wiatr rozwiewa jej piękne włosy? Jak słodko migoczą jej oczy kiedy się śmieje? Jak tańczy i śpiewa? Jak wariuje ? Już nigdy nie usłyszę jak mówi do mnie „Kocham cię”? To moja wina! Gdybym chociaż dał jej wyjaśnić! Nie leciałaby tym samolotem! Zyłaby! Znów mogłaby cieszyć się życiem! I… być ze mną.. Czyli już nigdy nie zabiorę jej na spacer, do kina, nie przytulę jej i nie pocieszę? Nie otrę jej łez i nie wywołam śmiechu na jej twarzy? Czy naprawdę już jej nie zobaczę?  - dobiegłem do wiaduktu. Spojrzałem na jadące w dole samochody. Pati. Jeśli odeszłaś ja pójdę za Tobą! Nie chcę żyć bez Ciebie! Moje życie będzie puste. Nie zasnę jeśli nie zobaczę Twojego słodkiego uśmiechu. Nie uśmiechnę się, jeśli nie zobaczę jak ty się śmiejesz i cieszysz życiem. Nie będę spokojny jeśli nie usłyszę Twego melodyjnego, słodziutkiego głosu. Na nic się nie odważę, jeśli nie złapiesz mnie za rękę i nie powiesz „Dasz radę!”.  Nic bez Ciebie nie zrobię. Na zawsze chciałem być z Tobą. Nie pozwolę, aby nas cokolwiek rozłączyło! Nawet śmierć! – stanąłem na dole barierki. Wychyliłem się i….
…..
…
..
…i nie skoczyłem. Nie mogłem.
Pati! Ja czuję, ze żyjesz! Nie pozwolę ci odejść ani sam nie odejdę! Nie poddam się! Czuję, że żyjesz i, że Twoje serce bije. W rytmie mojego. – oparłem się o barierkę i zjechałem na ziemię. – Obiecuję ci Pati! Dopóty czuję, że Twoje serce bije, nie poddam się nigdy! Nasza miłość zwycięży wszystko! Zobaczysz! Jeszcze będziemy razem!..

                                                *Wera*
Ehh biedny Kendall. Kocha ją. Z resztą ona też go kochała. To jest niewiarygodne.!
-Ja w to po prostu nie wierzę.! – rozłożyłam się na łóżku blondyna. – To się nie mogło wydarzyć.!
-No nie mów, ze wierzysz w to całe czucie, że ona żyje.  – wywrócił oczy Log.
-Wiesz  -usiadłam – ja sama już nie wiem. Zawsze byłyśmy strasznie zżyte. Zawsze potrafiłyśmy wyczuć kiedy coś się dzieje drugiej. Tak samo Kend! Kilak sekund przed tym telefonem strasznie zabolało go serce! – zwróciłam uwagę.
-No już nie wymyślaj. Czasem coś zakłuje w serce, ale afera. To jest niemożliwe, żeby wyczuć taką rzecz. – stwierdził sucho Log.
-Słuchajcie – usiadł obok mnie James. – Nie sprzeczajmy się o to. Może to jest prawdą. A jeśli tak to w końcu dojdziemy prawdy co się stało. Na razie wiemy tyle, ze samolot spadł i zgodnie z ogłoszeniem zginęli wszyscy. Ale na wszelki wypadek Wera, nie róbmy sobie za dużych nadziei. Bo potem możemy się bardzo zawieść – pokiwał głową, a ja spuściłam swoją wraz z wzrokiem.
-Nie martw się – podszedł do mnie Carlos i złapał za dłoń po czym na niego spojrzałam – Czas leczy rany, a serce znajdzie drogę również do prawdy. – uśmiechnął się. To były naprawdę straszne i smutne chwile. Tak się cieszę, że przynajmniej miał mnie kto wspierać. Tylko, że im też nie było łatwo i również potrzebowali wsparcia..  Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszliśmy otworzyć. Niechętnie otworzyłam drzwi, w których ujrzałam… Wikę i Zuzę. Bez żadnego słowa, po krótkiej chwili mocno się przytuliłyśmy i weszłyśmy do środka.

                                                *Pati*
……………..
……………
……………
………………
……………
………….
………..
………………………………………………………………………………………….
………………………………………………………………………………………….’
…..
Poczułam na sobie ciepłe, wręcz łaskoczące, promienie słońca. Pomyślałam, że pewnie zapomniałam spuścić rolety. Ale nie chciało mi się ruszać, więc dalej leżałam z zamkniętymi oczami. Nagle poczułam delikatny, przyjemny, jakby oceaniczny, wiatr i różne dźwięki przyrody, w tym właśnie jakby fale uderzające o brzeg? Pomyślałam, że na pewno mama albo tata znów coś  w kąpie włączyli, a ja nie zamknęłam też okna. Jednak nagle poczułam, że moje łóżko jest jakieś niewygodne. Niechętnie i z zaspanymi oczami podniosłam się. Delikatnie otworzyłam oczy nie przyglądając się zbytnio otoczeniu..
-No co jest?  -powiedziałam sama do siebie i spojrzałam na owe niewygodne miejsce, na którym sobie smacznie kimałam do tej pory. – A, luz. To tylko palma. – stwierdziłam po krótkiej analizie, kiwnęłam głową i z powrotem się położyłam, zwijając się w kłębek.
……
Chwilę później.
….
-Aaaa!! Co ja robię na palmie??!!! – zerwałam się tak jakby na równe nogi, ale konkretniej na klęczka. Matko! Byłam na szczycie palmy! Ale jak??!! Łeb mi nawalał i ogólnie byłam jakaś zdezorientowana, wiec  z powrotem usiadłam się wygodnie i przeanalizowałam sytuację. Wreszcie odkryłam co się wydarzyło. Lot do L.A. i wypadek samolotu to nie był sen, a ja cudem przeżyłam i wylądowałam na tej, jak stwierdziłam po rozejrzeniu się, sporej, ale … BEZLUDNEJ! -,-  , wyspie. Zaraz, że co?!
-Jak to jestem na bezludnej wyspie?! I co?! Z kim mam teraz gadać?! Będę nawijać sama do siebie?! – chwila skupienia – No świetnie! Już się zaczęło! – jęknęłam. Rozejrzałam się trochę i stwierdziłam, że jeśli nie chcę wylądować na twarzy to powinnam zejść z tej palmy. Udało mi się to i przy okazji zerwałam kokosa xd. Stwierdziłam, że przyda mi się na obiad.
-No tak. – otrzepałam się i rozejrzałam po okolicy. – Teraz przydałoby się jakoś tu ogarnąć.  – stwierdziłam i ruszyłam przed siebie..
------------------------------------------------------------------------------------------------
Taadaaaaa. Wiem, że mnie kochacie. ^^ Znaczy pewnie nie, ale pomarzyć można J No dobra łudzę się, że pare osób mnie kocha, ale nie w tym rzecz. Pewna osóbko z bloga Odwrotność losu…. Mówiłam! I mówiłam, że teraz na kolana padać będziesz i przepraszać! -,-    xD
No i magia, Pati żyje. Ale czy wróci do domu?..... xD


niedziela, 12 maja 2013

Część 34.



No hej.
Tak, tak, wiem, wiem, strasznie szybko dodaje nn, ale po prostu musiałam jak najszybciej dodać ten rozdział. Tak. To jest ten rozdział,  w którym ktooooś może chcieć mnie zabić. Też Was kocham! Xd ;p
Koooooooooooooooooooooooochaaaaaaaaaaaam Waaaaaaaaaaass za wejścia!! *___* <333 Bardzo, bardzo, bardzo proszę o komki!! Bo chyba się rozrycze!! Poważnie, bo dzis mam humorki xd.
Słuchajcie mam 7 obesrwatora!!!! ^^ XDDDD ;PPPP Jaram się tym tak strasznie, że prawie rozwaliłam łóżkoooo!! ^^ XD I looove you!!
No to już bez przeciągania, ten straszny zapowiadany rozdzialik:
----------------------------------------------------------------------------------------------


                                                *Pati*

Od kilku dni, może tygodnia, siedziałam tak sama, zdołowana. Nie chciałam z nikim gadać. Ani razu nie spotkałam się z dziewczynami. Przychodziły, ale ich nie wpuszczałam, odrzucałam wszystkie połączenia. To był największy doł jaki mogłam przeżyć. Cały czas robiłam tak jak Wera zazwyczaj robi kiedy ma doła albo coś tam coś tam, bo nie wiem w sumie czemu tak robi, czyli siadałam na parapecie i gapiłam się w okno. O czym myślałam? To chyba proste. Kendall. Nie mogłam pozbyć się myśli o nim. Nasz związek się skończył, ale on ciągle był w mojej głowie i sercu. Wspominałam te wszystkie wspaniałe chwile, pierwsze spotkanie, rozmowy, imprezy, jego wyznanie, ale również rozstanie  i odlot do L.A. Przy pierwszej części moich myśli uśmiechałam się i prawie aż odpływałam na tym oknie, ale przy drugiej.. miałam całe szklane oczy. Ciągle widziałam jak się zatrzymuje i patrzy na mnie. Jak spływa po jego policzku łza i jak odbiega. Myślałam, że wtedy nie wytrzymam. Serce mi krwawiło normalnie. Nie spałam całą noc wtedy i płakałam. Ale on już pewnie zdążył o mnie zapomnieć. Może nawet ma inną. Na pewno świetnie się bawią. A ja? A ja zostałam tu sama ze złamanym sercem. Naprawdę na to zasłużyłam? No dobra tego typu teksty są najgorsze na świecie. To w 100% moja wina! Moja!  Trzeba było o nim zapomnieć. Ale jak? Nie mogłam. Kocham go! Tak strasznie go kocham! Ale widocznie nie jest nam dane być razem. Nie byłam pewna czy wytrzymam. Chciałam się wybrać nad tę rzeczkę, ale byłam zbyt słaba, żeby nawet wyjść z domu. Moi rodzice też bezskutecznie próbowali mnie pocieszyć. Oczywiście nie wiedzieli o co chodzi. Nie mogłam uwierzyć, że przez taką głupotę rozpadł się mój związek i teraz muszę tak strasznie cierpieć. Tak właśnie wyglądał ten mój tydzień. Pewnego dnia patrząc przez te okno widziałam pewną parę. Na początku stał blondyn. Nagle rozłożył ręce, a kiedy spojrzałam w lewo zobaczyłam biegnącą do niego rudą dziewczynę. Obkręcił ją, przytulił i pocałował. Kiedy to zobaczyłam poczułam jak moje serce kruszy się na kawałki. Łzy leciały mi strumieniami. Głowa pękała mi od płaczu i aż zaczynało mi się w niej kręcić. I właśnie wtedy przyszły dziewczyny. Byłam w takim stanie, że nie dałam rady ich wyrzucić. Kiedy tylko zbliżyły się, rzuciłam się na nie tuląc je co mocno odwzajemniły. Ucieszyły się, że znów do niech wróciłam i się przed nimi otworzyłam.  Potem poszłyśmy do Wiki i gadałyśmy z Werą na skypie. Dzień po ich odlocie, dzień w którym wpadłam w tego doła, trafiłyśmy na Kenda, odetchnęłam z ulgą kiedy się dowiedziałam, że go nie ma, mimo, że tak strasznie chciałam go zobaczyć. No i kiedy wróciłam do domu znów wlazłam na ten parapet. Ale nie! Stwierdziłam, ze nie mogę się tak poddać.! Nie mogę go stracić! Postanowiłam, że będę walczyć o Kendalla! Oznajmiłam pełna energii, rodzicom, ze jadę do L.A. Szczęśliwi , że wróciłam do życia, nie mieli nic przeciwko. Spakowałam walizkę i pojechałam na lotnisko. Nic nie mówiłam dziewczynom. Po co. A rodziców prosiłam o dyskrecję. Dotarłam na te lotnisko. Kiedy tam weszłam prawie się rozryczałam, ale musiałam opanować emocje. Kupiłam bilet i poszłam na mostek. Po 15 minutach byłam w środku. Schowałam walizkę i wyjęłam najpotrzebniejsze rzeczy. Oczywiście, bo inaczej by być nie mogło, wsadziłam słuchawki w uszy i puściłam muzykę przy czym myślałam o Kendallu, o spotkaniu i o tym co się może wydarzyć, i co powiedzieć.
*2godziny później*
Nie wiem ile tak siedziałam. Godzinę? Dwie? Mimo, że muzyka leciała z fona nie patrzyłam na czas. Byłam zamyślona, a czas dla mnie stanął w miejscu. Jednak zanim co weszłam na twittera. Mała przerwa w słuchaniu muzy. Zauważyłam, ze Log przez ten czas nawrzucał sporo zdj. „Powrót do L.A. przy pizzy” xd. Heh. Uśmiechałam się przeglądając zdjęcia aż nagle zobaczyłam jedno, przez które stanęło mi serce. Kend całujący w drzwiach jakąś blondynkę w policzek!! Nie! Nie wierzę!! Ale nagle poczułam turbulencje. Zauważyam, ze ludzie siadaja i zapinają  pasy. Zdjęłam słuchawki i usłyszałam głos, który informował o natychmiastowym zapięciu pasów i tych własnie turbulencjach. Tak tez zrobiłam. Ale z chwili na chwilę samolot trząsł się jeszcze bardziej. Patrzyłam przez okno i widziałam, ze rozwala się skrzydło.
-Matko!! – pisnęłam.
Nagle w głośnikach słychać było gwałtowne:
-Ewakuacja!! Samolot spada!!! – aż mi bębenki w uszach się zatrzęsły. Ale niestety głos się nie mylił. Spadaliśmy!
Wyjrzałam przez okno. Samolot niebezpiecznie szybko zaczął zbliżać się do ziemi. Skrzydło rozlatywało się w kawałkach. Niektóre rzeczy latały po całym samolocie, a ja ledwo trzymałam się fotela. Ludzie byli przerażeni, dzieci płakały, kobiety krzyczały. Moją ostatnią myślą, przed myślą o tragedii był Kendall. W myślach powiedziałam : „Kocham Cię!” mimo zmieszanych myśli i szoku, którego przed chwilą doznałam, i znów spojrzałam w okno. To koniec!
-Matkoo!! Aaaaaa!! – krzyknęłam i zasłoniłam oczy dłońmi.

                                             *Kendall*

Właśnie wróciłem z miasta z Loganem. Kupiłem sobie nową czapkę i żel do włosów xd.
-Jesteśmy! – krzyknąłem kiedy weszliśmy do domu i trzasnąłem drzwiami jak to ja xd.
-Kendall! – zleciała Wera.
-No co? – spojrzałem na nią.
-No ja ci muszę coś pokazać!! – złapała mnie mocno za rękę i podejrzewam, ze Az odcieła dopływ krwi.
-Ał! Ał! Ał! Ok., ok. Ale puść.! Boli! – jęknąłem i puściła.
-No chooodź! – zaczęła mnie ciągnąć za rękę.
-No okk. – westchnąłem i poszedłem z nią do salonu.
Usiedliśmy się obok siebie na kanapie, a Wera wyjęła kamerkę. Wtf?! Nagle poczułem mocny ścisk w sercu.
-Ałł! – dotknąłem klatki piersiowej i lekko się skuliłem.
-Co jest? – spojrzała na mnie blondynka.
-Boli. Wiesz.. mam wrażenie, że coś się stało.. – zastanowiłem się. To dziwne, ale tak było. Poczułem, że coś się komuś stało. I to musiała być naprawdę ważna osoba..
-Ok.? Komu? – uniosła brew.
-No nwm… komuś ważnemu chyba.. – nie wiedziałem nawet co odp, pierwszy raz w życiu doświadczyłem czegos takiego. Dziewczyna tylko wywróciła oczy.
-Masz – podała mi urządzenie – o nic nie pytaj tylko to obejrzyj. – włączyła mi filmik.
*Po filmiku*
Dziewczyna wzięła kamerkę, a ja schowałem twarz w dłoniach. Boże! Boże, Boże, Boże!! Jaki ja byłem głupi!! Nie dałem jej nawet wytłumaczyć! Była po prostu pijana! Oni ją do tego namówili! Ona serio nic złego nie zrobiła, ani nic świadomego! A ja…, a ja z nią zerwałem!! Zostawiłem ją!! Zostawiłem!!! Zraniłem!! Ja pierdole!!! Co ja narobiłem!!?? Jestem największym chamem i idiotą na świecie!!
-I co? – spojrzała na mnie Wera z wyrzutem. Ale nie mogła zobaczyć mojej twarzy, ponieważ wciąż zasłaniałem ja dłońmi. Powoli i delikatnie odsunęła moje ręce od twarzy i ujrzała mnie całego zalanego łzami.
-Co ja narobiłem..?!  - spojrzałem na nią z łzami w oczach. – Nawet nie dałem jej wyjaśnić.. A przecież niczemu nie zawiniła. Kocham ją! A tak ją zraniłem…  - znów chciałam skryć twarz w dłoniach, ale za jedną złapał mnie Wera.
-No już. Rozumiem. Ale myślę, że jak kocha to wybaczy. – uśmiechnęła się. – A kocha cię bardzo.
-Mam taką nadzieję, że jeszcze – westchnąłem. – Myślisz?
 -spojrzałem na nią z nadzieją.
-Myślę, - przytaknęła.
-Muszę do niej zdzwonić! I szybko ją przeprosić! Znów ją zobaczyć! – chwyciłem za telefon i wstałem.
                                                  *Wera*

Wreszcie pokazałam mu te nagranie. No teraz czuje się okropnie, ale trochę an to zasłużył. Pati tak strasznie cierpi. Ahh. No, ale teraz może być już tylko dobrze. Wreszcie przejrzał na oczy. Wyjął komę i wstał chcąc do niej zadzwonić, ale nagle jego fon sam zadzwonił.
-No nie zalewaj, że to ona? – uniosłam brew.
-Niee – spojrzał na wyświetlacz. – Numer nieznany. – odebrał.
-Halo? – mówił do telefonu.
-Dzień dobry.  –usłyszałam głos w telefonie.
-Dzień dobryy. – niepewnie odp blondyn.
-Czy zna Pan Panią Patrycję Gabriellę Collins? – już prawie nic nie słyszałam.
-Tak.  A o co chodzi? – lekko wystraszył się Kend. Ja z resztą też.
-Czy mógłby Pan przekazać wiadomość jej najbliższej rodzinie? – i to było już ostatnie co usłyszałam. Reszty musiałam się dowiedzieć od Kenda.
-Tak, ale co się stało? – dopytywał się blondyn.
Nagle wytrzeszczył oczy tak, ze gały prawie wypadły mu z orbit. Oczy całe mu się zaszkliły. Ja zamarłam. Nagle wypuścił fon, który rozbił się o podłogę.
-Kend? Kend! Kend!! Co jest???!!!! – patrzyłam na niego wystraszona.
-Pati….. – odezwał się po chwili ledwo głosem słabnącym - ………………………………………………………………………..……..nie żyje.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Też Was kocham! ^^ xD

piątek, 10 maja 2013

Część 33.

Siemka every people!
Mam trochę doła, więc nie robię litanii.
Muszę wspomnieć, że za wejścia to bym Was chyba zatuliła na śmierć xD. Kocham Was! <3 xD ^^
Kukuje za komki my friends, którą w dalszym ciągu proszę o dodanie nn i dołączenia mnie do akcji -,-
Ciągle myślę nad tym skasowaniem bloga.  No. I ten. I tyle. No. Myśle no!...
Litania? Eee. Zapraszam na 32, która mi nie wyszła za to jeśli blog dotrwa do nn będzie ciekaawie xD. I pewien ktoś może chcieć mnie zabić. xd Zapraszam ^^
A no i nowa osóbka w Bohaterach! Looknijcie!! xD
 
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                                                 *Wera*

Dotarliśmy do willi. O matko jak ja się za nią stęskniłam! Wleciałam do swojego pokoju i padłam na łóżko.
-Kocham cię, kocham cię, kochaaam cięęęę!! ^^ - wtulałam się w nie i  całowałam tak jakby xd.
-I kto tu kogo zdradza? – uniósł brew zaglądając do mojego pokoju Maslow.
-Wybacz James, ale z łóżkiem przegrałeś. – oznajmiłam z uśmiechem tuląc moje kochane łóżko ^^.
-Taaaaaak? – uniósł cwano brew. – Zaraz zobaczymy! – odstawił walizkę i podbiegł do mnie rzucając się. W ułamku sekundy był już nade mną na czworaka. – A czy łóżko zrobi tak? – powiedział i pocałował mnie namiętnie. Po chwili zjechał na szyję i powoli zaczął się zbliżać do dekoltu.
-No masz rację – podniosłam mu głowę tak, że na mnie patrzył – spać można też na tobie. – pocałowałam go.
Nagle usłyszeliśmy chrząknięcie.
-Ekhem! Gołąbeczki! Moglibyście się rozpakować. Albo chociaż drzwi zamykajcie – wywrócił oczy Kend kiedy się oderwaliśmy i na niego spojrzeliśmy.
-Spadaj! – rzuciłam w niego poduszką aż sobie poszedł.
-To jak.. co dalej? ^^ - zamruczał James schylając głowę, zabierając się do muśnięcia mnie w szyję.
-Spadasz stąd! – zepchnęłam go z łóżka i popatrzyłam na niego z uśmiechem.
-Pogniewałbym się, gdybym cię tak nie kochał – wstał i pocałował mnie w policzek. Podszedł do drzwi, uśmiechnął się do mnie i wyszedł. Przez chwilę siedziałam uśmiechnięta, ale już po chwili spuściłam głowę…
*25minut później*
No! Wreszcie się rozpakowałam! Uff!! Padłam wycieńczona na krzesło i spojrzałam na mój pokój z uśmiechem. No kocham go! <3 Potem obróciłam się na krześle i spojrzałam na laptop po czym go włączyłam.
-Puk, puk. – wszedł do pokoju z uśmiechem Carlos. Od razu pojawił się promienny uśmiech na mojej twarzy i poczułam takie.. motyle w brzuchu… Nie wiem czemu…
-No hej. – uśmiechnęłam się. – Ale cokolwiek chcesz; właśnie usiadłam i nie mam zamiaru wstawać. – ostrzegłam.
-Ooo , a szkoda. Bo chcieliśmy cię prosić, żebyś nam zrobiła obiad. – uśmiechnął się, zamknął drzwi i usiadł na moim biurku.
-Ej, ej! Won mi stąd! – pociągnęłam go za rękę. – Gdzie z dupą do mojego laptopa?!
-Jak chcesz mogę do ciebie. – wystawił język. Jednak po chwili przekonałam się, że nie żartował. Usiadł na moje kolana.! -,-
-O matkooo!! Złaź! Bo się uduszę! – zaczęłam kaszleć.
-Było być grzecznym do mnie ^^ - odpowiedział beztrosko.
Tak go próbowałam zepchnąć aż razem z nim sama poleciałam na ziemię. On wylądował na plecach, a ja na czworakach na nim.
-Ooooo było od razu powiedzieć, że o to ci chodzi – poruszał brwiami.
-Zbok! – przyłożyłam jego policzek do ziemi i próbowałam wstać, ale złapał mnie w biodrach. – Ej no puść mnie! – próbowałam odbić się o jego klatę.
-Jak dostanę buziaka – wyszczerzył się.
-Oooo nie! – dalej próbowałam się uwolnić, ale mocno mnie trzymał. Natomiast on uśmiechnięty i pewny siebie wskazywał nadal an swój policzek. Wywróciłam oczy i pocałowałam go w ten policzek nieszczęsny aż mnie puścił. -No wreszcie! Mogę oddychać! – wstałam i rozłożyłam ręce próbując zachować równowagę.
-Heh. Przeżywasz. – również wstał.
-Idiota! – walnęłam go z poduszki. Mimo to wcale nie mówię, że nie podobało mi się całowanie go mimo, że tylko w policzek… Wo, wo! James!
Zobaczyłam, że laptop się włączył. Weszłam na skypa. Dziewczyny były dostępne. Od razu zadzwoniłam.
Ja: Sieeeemkaaaa! – pomachałam im.
One: No eloooo! Wreszcie jesteś! – odmachały mi.
Ja: Rozpakowywałam się iiiii przyjmowałam gości.. – spojrzałam na Latynosa przymrużając oczy.
Carlos: Siemka! Witajcie dzieci, co robicie? – wyszczerzył się do dziewczyn siadając na przyniesionym krześle.
One: Trochę czekałyśmy na was. – wzruszyły ramionami.
Ja: Aż tak wam nudno? – uniosłam brew.
One: Eeeee.. – znów wzruszyły ramionami. I wtedy coś zauważyłam.
Ja: Ej czemu Pati nic nie mówi? Pati co jest? – spojrzałam na nią. Siedziała na brzegu łóżka ze spuszczoną głową.
Wika: Nie wiemy. Jest taka od waszego odlotu.
Ja: Oooooo. Aż tak się wzruszyłaś, że wyjechałam? ^^
Pati: Nie.
Ja: -,- No dzięki. Miło. -,-
Pati: Znaczy też, ale to nie to.. – próbowała wyjaśnić, ale przerwał nam Kend.
-Siemka. Słuchajcie zamówiliśmy pizzę, idziecie? – spojrzał na nas, a potem na monitor. – A co tam robicie? :) – zaczął bardziej się wychylać,  aby zobaczyć ekran laptopa.
-Aa gadamy z… - zaczęłam, ale spojrzałam na ekran, gdzie zobaczyłam, że Pati zauważa Kenda i obraz nagle znika. - …Już z nikim. Idziemy – uśmiechnęłam się i wyszłam za Kendem z pokoju, ciągnąc Carlosa za sobą.  Zachowanie Pati i Kenda serio jest bezsensowne, ale się im nie dziwię. Ejj!! Przecież ja mam tę kamerkę! Muszę mu to pokazać! – uświadomiłam sobie. Puściłam Carlosa i szybko pobiegłam za Kendem.
-Kendall! – zbiegłam ze schodów i wpadłam do kuchni.
-Co? – spojrzał na mnie siadając przy stole.
-Muszę ci coś pokazać! – podbiegłam do niego nerwowo.
-Co? – zapytał razem z Jamesem podczas kiedy Carlos przysiadł się do stołu.
-Baby’s uśmiech! – Logan zrobił nam fotkę. – Zdjęcia na twittera „  Po powrocie do L.A. przy pizzy” ^^ xD.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę. – wskazał na drzwi Kendall.
Poszedł otworzyć, a kiedy już otworzył usłyszałam kobiecy głos. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam jaką obcą, śliczną dziewczynę.
-Lucy!! – przytulił ją.
-Kendall! – odwzajemniła uścisk.
-Jak ja cię dawno nie widziałem! – uśmiechnął się i pocałował ją w policzek po czym wprowadził do domu, czyli aż 2 metry dalej,  zamykając drzwi. W tym momencie podszedł do mnie Log.
-O co be? Kto to?? – szepnęłam do niego nie odrywając od nich oczu.
-To Lucy Grender. Jego stara przyjaciółka. – wyjaśnił mi.
-Uff! To całe szczęscie  - odetchnęłam z ulgą. Nagle oślepił mnie flesz i zobaczyłam, że Log robi im zdjęcie. Kiedy już odzyskałam wzrok zobaczyłam, że wrzuca te zdj na twittera.
-Nie! Powaliło cię?! – szybko wyrwałam mu tel.
-Co jest? – spojrzał na mnie nieogarnięty.
-No?! A co Pati pomyśli jak to zobaczy?? -,-  - spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Aaaa. – ogarnął kiwając głową na co tylko wywróciłam oczy.
-Ekhem! – spojrzeli na nas Kend i ta jego przyjaciółka.
-Co jest? – wskazał na nas blondyn.
-Nic – odpowiedziałam chowając tel Loga za swoimi plecami.
-Okk. Aa, czekajcie, wy jeszcze się nie znacie. Wera, to jest Lucy, moja stara dobra przyjaciółka ^^, Lucy, to jest Wera, nasza przyjaciółka z Polski.
-Cześć, miło poznać – podeszła do mnie i podała dłoń z sympatycznym uśmiechem. Nie byłam do niej przekonana, ale robiła wrażenie tak miłej osoby, że to byłoby głupie jakby mi odwaliło, że może odbić Kenda dla Pati.
-Hej – podałam jej dłoń i też się uśmiechnęłam.
-To jak, mieszkasz tu z nimi? – rozejrzała się po pomieszczeniu.
-Tak. – odpowiedziałam.
-Fajnie. Lubię to miejsce – uśmiechnęła się.
-Luc, może zostaniesz z nami na powrotnej pizzy xd. – podszedł do nas Kend. Nie byłam tym pomysłem zachwycona. Nie to, żeby coś, ale to było nasza prywatna powrotna pizza. Jednak nie dałam po sobie poznać niezadowolenia.
-Nie, nie. Nie będę się wam wcinać. Przyszłam tylko się przywitać, jak tylko dowiedziałam się o koncercie powrotnym bardzo się ucieszyłam, że wracacie xd. – uśmiechnęła się. Mimo, że była tak strasznie miła nie mogłam pozbyć się myśli, że może odbić Kenda Pati. No, ale halo! Przecież to tylko przyjaciele.! Luz.
-No ok., jak chcesz. – odrzekł Kendall. – Odprowadzę cię. – dodał kiedy dziewczyna zajrzała do kuchni i pomachała chłopakom po czym do każdego podeszła i przytuliła, kończąc na Logu.
-Coś nie tak? – spojrzał na mnie kiedy wyszła.
-Nic. Chyba nic..  – odpowiedziałam spuszczając głowę. Martwiłam się o Pati i z dnia na dzień zastanawiałam się czy jeszcze do siebie wrócą chociaż w głębi serca czułam, że się kochają i, że znów będą razem.  Musiałam jak najszybciej pokazać te nagranie dla Kenda.
-Ej słuchaj! – podbiegłam do Schmidta.
-Hm? – spojrzał na mnie stając w progu kuchni.
-Naprawdę muszę ci coś pokazać! – nalegałam i zaczęłam go ciągnąć za ramię.
-Oj już nie przeżywaj tak. Nie pali się. A nasza pożegnalna pizza stygnie. Już nie zatrzymujmy. Potem. Oki? – położył dłoń na moim ramieniu.
-No okkii.. – westchnęłam i się usiedliśmy do stołu.